„Nie mam się z czego spowiadać”
Popełniam grzechy — nie te śmiertelne, lecz związane z codziennością — które czasem zamieniają się w nałóg. Choćby taki, że zbyt mało czasu poświęcam Panu Bogu. Jednak potrzeba spowiedzi jest we mnie coraz rzadsza, a zarazem bardzo potrzebuję coniedzielnej Eucharystii. Czy to jest pycha? Albo coś, czego nie mogę rozpoznać? Przed komunią żałuję za popełnione grzechy i pytam: „Czy mogę, Boże?”. Wrócę do pytania o pychę w związku z poczuciem niepopełniania ciężkich grzechów. Czy jest to pycha? Brak rozeznania czegoś, czego nie rozumiem, nie czuję?
Zacznę od przypomnienia fałszywie bezgrzesznego apostoła Piotra, który tak był pewien swojego oddania Panu Jezusowi, że ze szczerością zapewniał Go: „Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię” (Mt 26,33).
Można by sądzić, że miał pełne prawo tak mówić. Naprawdę porzucił wszystko — dom, zawód, rodzinę — i poszedł za Jezusem. W swoim oddaniu Panu Jezusowi był szczery, obca mu była dwulicowość czy połowiczność. Jezusa kochał — jak mu …Więcej
ragez udostępnia z Lilianna w ogrodzie