pl.news


Nowy dokument Tucho jest sprzeczny z nauczaniem Jana Pawła II.

W dniu dzisiejszym watykański Dykasterium Nauki Wiary, na czele którego stoi autor literatury erotycznej i kardynał Víctor „Tucho” Fernández, opublikowało dokument Venite ad Me („Przyjdźcie do Mnie”) poświęcony przekazywaniu wiary katolickiej. Autor rezygnuje z „precyzji terminologicznej i systematycznego ujęcia”, przyjmując zamiast tego podejście bardziej dyskursywne.

Tucho wprowadza rozróżnienie między wiarą a jej sformułowaniami doktrynalnymi. W paragrafie 29 dokumentu czytamy: „Wiara nie jest przekazywana przede wszystkim jako zbiór treści doktrynalnych lub informacji religijnych, ale jako forma życia kościelnego, w którą wierzący jest stopniowo wprowadzany”.

W swoim dokumencie Tucho stosuje konstrukcję „nie przede wszystkim X, lecz Y”, podczas gdy Jan Paweł II wyraźnie ostrzega przed przeciwstawianiem sobie nauczania doktrynalnego i życia chrześcijańskiego.

W swojej adhortacji apostolskiej „Catechesi Tradendae” z 1979 r. papież napisał, że „nie należy stawiać w opozycji do siebie katechezy, której punktem wyjścia jest życie, a tradycyjnej katechezy doktrynalnej i systematycznej”.

Jan Paweł II dodał: „Zupełnie bezcelowe jest nawoływanie do porzucenia poważnego i uporządkowanego studiowania przesłania Chrystusa w imię metody skupiającej się na doświadczeniu życiowym”.

Ponadto Tucho uważa, że przekazywanie wiary nie ogranicza się do języka, który można określić jako „scholastyczny”, „dogmatyczny” lub „moralistyczny”.

Jednakże watykański „Ogólny Dyrektorium Katechetyczne” naucza, że pewne opanowanie języka wiary jest niezbędnym warunkiem życia tą wiarą.

Od czasów apostolskich Kościół przekazuje wiarę poprzez ostateczne wyznania wiary, katechezę i nauczanie doktrynalne.

Tłumaczenie AI
12861
V.R.S.

Heretyckie "nauczanie" Tucho jest sprzeczne z uczącymi poszanowania herezji pomysłami Wojtyły? To dopiero "problem" mają niektórzy ;-)))
Z Catechesis Tradendae:
"
Katecheza nie może być pozbawiona wymiaru ekumenicznego, gdyż wszyscy wierni, zależnie od swych możliwości i swego stanowiska w Kościele, są powołani do osobistego uczestniczenia w tym ruchu dążącym do jedności. (...) W tym kontekście jest rzeczą niezmiennie ważną, aby lojalnie i poprawnie zostały przestawione inne Kościoły i wspólnoty kościelne, za pomocą których Duch Chrystusa nie wzbrania się przynosić zbawienia. „Ponadto wśród elementów czy dóbr, dzięki którym, razem wziętym, sam Kościół buduje się i ożywia, niektóre, i to liczne i znamienite, mogą istnieć poza widocznym obrębem Kościoła katolickiego". Takie ukazanie obrazu Kościołów pomoże katolikom zarówno w pogłębieniu ich wiary, jak i w lepszym poznaniu i poszanowaniu braci chrześcijan, ułatwiając w ten sposób wspólne poszukiwanie drogi ku pełnej jedności w nieskażonej Prawdzie. (...) Katecheza wreszcie jest ekumeniczna, jeśli stara się przygotować dzieci i młodzież oraz dorosłych katolików do życia w kontakcie z niekatolikami, z zachowaniem przy tym swojej tożsamości katolickiej, a równocześnie z szacunkiem okazywanym wierze innych."
Dlaczego katolik ma szanować heretyckie brednie Kalwina czy neo-arian? Ktoś mi powie?
Dalej jest w tym wojtyłowym bajaniu jeszcze bardziej groteskowo:
"W sytuacjach pluralizmu wyznaniowego Biskupi mogą uznać za dogodne, a nawet konieczne, w dziedzinie katechezy złączyć wysiłki katolików i innych chrześcijan, co pozwoliłoby uzupełnić zwykłe nauczanie, jakiego jednak koniecznie winno się udzielić katolikom. Takie doświadczenia znajdują swoją podstawę teologiczną we wspólnych elementach wszystkim chrześcijanom. Wspólnota wiary między katolikami i innymi chrześcijanami nie jest jednak ani pełna ani doskonała; w pewnych wypadkach istnieją nawet głębokie różnice. Z samej swej natury ekumeniczna współpraca jest więc ograniczona, nie może nigdy oznaczać sprowadzania do wspólnego minimum."
Czy autor ogarniał zasadę niesprzeczności - to jest dobre pytanie:
A. [złączenie wysiłków katolików i heretyków w dziedzinie katechezy] "znajduje swoją podstawę teologiczną we wspólnych elementach wszystkim chrześcijanom"
ale
B. "ekumeniczna współpraca (...) nie może nigdy oznaczać sprowadzania do wspólnego minimum"
tj. współpracujmy na podstawie tego co wspólne, ale nie schodźmy do tego co wspólne.
To tak jak z Asyżem 1986 - promuje się irenizm i indyferentyzm, ale się jednocześnie mówi, że się go nie promuje. Szaleństwo.

Asyż to wystąpienie przeciw pierwszemu Bożemu przykazaniu.

V.R.S.

" JPII nie był taki zły"
---
No, zaraz będziemy obchodzić wspomnienie jaką JPII był katastrofą tj. okrągłą rocznicę jednego z największych jego skandali - Asyżu 1986.

. Leliwa

Z tego co widać to raczej obecna próba wmówienia młodym jaki zły jest JPII co nie jest prawdą

Czy jak napluję do wielkiego gara pysznej zupy,
to ta zupa wciąż nie będzie taka zła . . .
Analizowałem kilkadziesiąt najj naj ważniejszych dokumentów JPII,
ilość sprzeczności poraża, ale kto by tam zauważył ,
że w takiej np. Encyklice Ut unum sint o ekumenizmie,
co strona to niejasność, raz tak raz inaczej,
ja nie wiem czy JPII jest ZŁY czy przeklęty,
ale wiem, że jego dorobek i owoce są TRAGICZNE.
Nie mam niczego od niego,
co bym polecił jako ratunek przed Potępieniem!
Unikajcie wszystkiego co ma choćby POZÓR ZŁA!
SW2 przerobił na
łykajcie wszystko co ma choćby POZÓR DOBRA!!!
Czy tu nie ma małej sprzeczności . . .

. Leliwa

Czyli ten znienawidzony przez lefebrystów JPII nie był taki zły jak się teraz wmawia tym co go nie znali.

Jak można nazywać nienawiścią wykazywanie błędów,
kogoś, kto z racji sprawowanego Urzędu Św. głosi tezy,
grożących potępieniem powierzonym mu Owieczkom???!
Przewrotność - coś mówi ten termin?!
Głosić jedno, czynić drugie a myśleć coś całkiem innego,
oto cały ten zbójecki spęd zwany SW2!