Na obraz i podobieństwo rewolucji: ciężki los legionisty
Jan Henryk Dąbrowski, mimo iż przystąpił do Targowicy, wziął potem udział w rewolucji kościuszkowskiej, gdzie zdążył być podejrzanym o zdradę a potem przeprowadzić znany wypad do Wielkopolski, w czasie którego Kościuszko został pobity pod Maciejowicami. Do współpracy z Dyrektoriatem rewolucyjnej Francji namówił go inny eks-targowiczanin i eks-rewolucjonista kościuszkowski, wykształcony w protestanckiej Holandii mason i antyklerykał (brał m.in. udział w r. 1778 przygotowaniu zbioru praw sądowych ograniczającego jurysdykcję kościelną) Józef Wybicki, który podczas rewolucji jako członek władz warszawskich wybronił Dąbrowskiego przed rewolucyjnym sądem ludowym. Oddajmy zresztą głos samemu Wybickiemu, który, dość nieskromnie, rzecz opisuje we wspomnieniach Życie moje (cyt.za wyd Kraków 1927):„Dąbrowski oddany został pod sąd departamentu wojskowego. Lud uprzedzony otaczał go nienawiścią; jak zwykle w rewolucji, do której gmin ciemny należy, dosyć aby jeden intrygant krzyknął: zdrada! – już tłuszcza wyrok pisze. Skoro Dąbrowski stanął w naszym departamencie, przemówiłem śmiało do tłumu, że chcąc pokonać nieprzyjaciela, trzeba nam szanować wojskowych i że na jednostronne zaskarżenie oficerami z talentami i charakterem nie można nagle potępiać […] Na całą noc zaprzątnąłem się szczerze tą sprawą i znalazłszy ją jak najlepszą na stronę Dąbrowskiego, wygotowałem stosowną rezolucję, która go niewinnym i wielce użytecznym do służby krajowej ogłosiła […] Tak szczęśliwym zdarzeniem przyłożyłem się do ocalenia sławy, a może i życia męża, który tylu pomyślności dla sławy i dobra kraju stał się z czasem początkiem.”
Sam Wybicki, jak pisał we wspomnieniach, był przerażony radykalizacją rewolucji kościuszkowskiej: „dni pierwsze powstania krakowskiego a przy nim i warszawskiego były dni chluby i sławy dla wolnego człowieka, co, nie cierpiąc kajdan, zrywa je z odwagą, rzuca się na swego tyrana i śmierć nad niewolę przekłada. Ale dni te początkowo świetne wkrótce miał czarny okryć pomrok! Być inaczej nie mogło. W każdym dziele, do którego tłuszcza ciemna i gmin wchodzi, zawiązuje się w jego poczęciu zaraz burzliwych zamieszań, łupiestw i okrucieństw brzmię (…) Niejaki Konopka (…) kopista w kancelarii x. Kołłątaja (…) skoro się zawiązała w Warszawie rewolucja, zapewne z natchnienia jakiego polskiego Robespierra, stanął na czele pijanego gminu, związał się z szewcem Kilińskim itd. I krwawej zgrozy snując układy pod pozorem interesu wolności i dobra narodu, zachęcał, podburzał do mordów, łupiestw i anarchii lud, który zaślepił, uwiódł i zakrwawił albo raczej upoił. Dzień dziewiąty maja był dniem odwiecznej dla Polaka skazy, jaką się aż dotąd w zachodzących w Europie całej religii i wolności rewolucjach nie był splamił.” Jak pisze dalej, obawiano się by wzorem francuskim nie sprzątnięto w rewolucyjnym zapale króla a samego Wybickiego, który został do niego posłany „gmin (…) by był może (…) na haniebną śmierć wskazał i sam był mym katem, gdybym przecie do domu generała Mokranowskiego nie był się przedarł. Mąż ten szanowny cały w rozpaczy na mój widok westchnął i wyrzekł: Oto pierwsza scena krwawej rewolucji francuskiej.”
Potem Wybicki, „nienawidząc Warszawy po ostatniej rzezi” czyli wieszaniu w dniu 28 czerwca (por. więcej ), uczestniczył we wspomnianej eskapadzie Dąbrowskiego na ziemie zaboru pruskiego. Po upadku rewolucji kościuszkowskiej przedostał się do austriackiej Galicji a potem w roku III rozbioru Polski (1795) przez Bazyleę, gdzie uzyskał paszport od posła francuskiej Konwencji do rewolucyjnego Paryża – wg jego własnych słów: „Rzymu w nowym świecie”. Wezwany przez rewolucyjne władze, jak wspomina: „złożyłem paszport w Basle od p. Barthelmi otrzymany i po niejakim czasie otrzymałem kartę bezpieczeństwa czyli wolność bawienia w Paryżu". Wolność bawienia w mieście wolności była niemożliwa bez zezwolenia rewolucyjnej władzy.
W Paryżu Wybicki nawiązał niezwłocznie kontakt z opisywanym w tekście o rewolucji kościuszkowskiej (por. więcej ) plenipotentem Kościuszki przy francuskiej ludowej władzy terrorystycznej czyli Franciszkiem Barssem. Jego oponentem i zaciętym krytykiem został natomiast były ksiądz i współpracownik Kołłątaja Franciszek Ksawery Dmochowski. Barss i Wybicki powzięli projekt organizacji przy rewolucyjnej Francji polskiej przystawki wojskowej i Wybicki zaprosił wkrótce Dąbrowskiego do Paryża, gdzie ów przybył pod koniec września 1796 roku. Dyrektoriat łaskawie wyraził zgodę na polskie mięso armatnie w służbie rewolucji, która właśnie podpalała Italię, jednak wyprawa do Mediolanu, gdzie przebywał rewolucyjny generał Napoleon Bonaparte, i organizacja oddziałów miała się odbyć za własne Polaków pieniądze. Na szczęście Dąbrowski kasę tę od jednego z „patriotów” otrzymał, natomiast kolejny, który potem zakładał w Księstwie Warszawskim loże wolnomularskie – tj. Antoni Amilkar Kosiński, załatwił zgodę nieufnego początkowo Napoleona. Jednakże umowę o utworzeniu Legionów Polskich Dąbrowski podpisał 9 stycznia 1797 roku, przepraszam: 20-tego nivose V roku kalendarza rewolucji a pierwszego wolności lombardzkiej po wyzwoleniu przez rewolucję z „administracją generalną” marionetkowej Republiki Lombardzkiej. Legiony miały służyć pod sztandarami Republiki Francuskiej, znakiem galijskiego koguta i rewolucyjną trójkolorową kokardą oraz dewizą inkorporującą dwa z haseł rewolucji francuskiej: Ludzie wolni są braćmi, gdyż, jak głosił tekst umowy, „byłby to miły widok dla ludu lombardzkiego”. Wszelkie zobowiązania z umowy przyjmowała administracja lombardzka, oczywiście dla pucu, bo o wszystkim miał decydować generał gubernator czyli Bonaparte. Pozory jednak trzeba było zachowywać, więc administracja generalna lombardzkiego popychla Francji ogłosiła odezwę do Polaków głoszącą: „Bratnie dłonie wyciąga do was lud Lombardii i wzywa was do współudziału w walce o wolność (…) Zwycięska Francja wspierająca wszystkich, którzy zerwać i zdeptać pragną pęta niewoli, wskazuje przez tryumfy nieustanne na ziemi tej i w innych stronach jak ustalać z orężem w ręku, na niezachwianych podstawach oparte, władztwo jedyne – władztwo ludu!” „Spieszcie do nas, drodzy Polacy! Jak braci was przyjmiemy.” Rewolucja jednak szybko mutuje i wkrótce (czerwiec 1797) lud lombardzki miał zastąpić lud cisalpiński nowej marionetkowej republiki.
W czasie podpisywania umowy z 9 stycznia, obok Austriaków głównym przeciwnikiem Bonapartego był w Italii papież Pius VI, który w lutym 1797 roku został zmuszony do podpisania traktatu z Tolentino. Traktat ów przewidywał zabranie Papiestwu Awinionu, którym Patrimonium Sancti Petri władało od prawie 500 lat a także Ferrary, Bolonii i Romanii oraz wielką grabież Rzymu w ramach kontrybucji (więcej )
Gdy trwała jeszcze wojna z papieżem, 20 stycznia 1797 roku Dąbrowski wydał w czterech językach odezwę do Polaków pod hasłami Wolności i Równości, wzywając: „Nadzieja powstaje. Francja zwycięża. Ona się bije za sprawę narodów. Starajmy się osłabić jej nieprzyjaciół (…) Czekając lepszych czasów dla kraju naszego, idźmy pod jej chorągwie. Te są oznaką honoru i zwycięstwa”. Włochy, wyzwalane właśnie od jarzma papieskiego określał jako „świątynię wolności”. Jak kontynuował Dąbrowski w swej odezwie: „Bijmy się za sprawę wspólną wszystkich narodów, za wolność, pod walecznym Bonaparte, zwycięzcą Włoch. Tryumfy Rzeczypospolitej francuskiej są jedyna naszą nadzieją. Za jej pomocą i jej aliantów, może zobaczymy jeszcze domy nasze, któreśmy z rozrzewnieniem porzucili” (cyt. Za: E. Jezierski – Jan Henryk Dąbrowski: twórca legjonów, Warszawa 1918).
Pomijając to, iż część legionistów miała prędzej zobaczyć chatki na dalekim Haiti niż Polskę, zauważmy że na zbieraniu chętnych, w znacznej części jeńców i dezerterów z wojska austriackiego, zeszło jednak kilka miesięcy. Brakowało przede wszystkim pieniędzy, bo ani Francja ani Lombardia nie zamierzały sypnąć groszem na frajerów, którzy postanowili walczyć za rewolucyjną sprawę. Dąbrowski musiał sprzedać własny majątek w Pierzchowcu by pieniądze się znalazły. W marcu „lud Lombardii” i „lud Francji” skierowały legionistów do walki, jak się okazało, z ludem Brescii, Romanii i Werony czyli tamtejszymi powstańcami chłopskimi, którzy nie chcieli widać być wyzwalani ani przez Francuzów, ani przez Polaków.
Po wykonaniu tego zadania rojono sobie wśród legionistów o pokonaniu Austrii i marszu przez Wołoszczyznę na Polskę, gdy przyszła wieść o podpisaniu 17 kwietnia 1797 w Leoben przez Bonapartego traktatu z Austriakami. Teraz legionistów Republika Francuska skierowała do walki z mającą znacznie dłuższe tradycje Republiką Wenecką, której po wielu stuleciach istnienia postanowiła położyć kres. Żeby było jeszcze bardziej paranoicznie, frajerzy Dąbrowskiego szli walczyć w interesie austriackim, bo Bonaparte zobowiązał się w Loeben, że w ten sposób wynagrodzi Austrii utracone terytoria w Niderlandach i Lombardii. Podczas tej bezsensownej wojny na rozkaz francuski zginął Klemens Liberadzki, którego pochowano pod Weroną, umieszczając na jego grobie równie bezsensowny napis zaciemniający rzeczywistość. Wenecja przegrała, republikanie rozwalili republikę i oddali ją pod rządy cesarza, zaś Polacy mieli się z tej awantury nic nie nauczyć i kontynuować podobne debilizmy jeszcze prawie 150 lat później, walcząc na obcej ziemi, także we Włoszech, za obcą sprawę.
Po tych niewątpliwych trudach Dąbrowskiego czekał odpoczynek w rejonie Bolonii i dalsza praca formacyjna. Niezrażony dotychczasowym przebiegiem sprawy pisał 10 lipca z kwatery w miasteczku Reggio w Emilii do Bonapartego, chwaląc się, że wystawił sześciotysięczny oddział wojska. Miało to niby (choć nie miało w rozgrywce jaką prowadzili Francuzi żadnego znaczenia) przesądzić o powrocie Polski na przyszłym kongresie pokojowym. Dotychczasową kampanię podsumował w odezwie z 31 lipca 1797, przepraszam: „13-tego termidora roku 5 wolności francuskiej” (cyt. Za: Archiwum Wybickiego, tom I): „jako żołnierz narodowy polski auxyliarny na obronę sprawy wolnego ludu włoskiego dobyty trzymamy oręż”.
W lipcu 1797 do Dąbrowskiego w Reggio dołączył Wybicki. Niestety cytowane wyżej wspomnienia Wybickiego urywają się, gdy opisuje „zaród tych sławnych Legjów, o których dzieje świata nie zapomną” i okresu legionowego nie obejmują, choć zachowała się jego korespondencja z tego czasu. Nie opisują np. jak Dąbrowski został inicjowany w masonerii (uzyskał stopień Kawalera Kadosz oraz godność przysposobiciela Wielkiej Loży Symbolicznej Wielkiego Wschodu Włoch) czy 20 lipca 1797 na Piazza Piccolo zasadził rewolucyjne drzewko wolności. To właśnie w połowie lipca 1797 Wybicki napisał rewolucyjną pieśń, która miała potem zrobić w niepodległej Polsce wielką karierę. Z tego też okresu pochodzi projekt Wybickiego księgi pamiątkowej Nieśmiertelna pamięć Legionów Polskich pod niezwyciężonym bohaterem Bonaparte w Włoszech uformowanych i przez o. Generała Dąbrowskiego komenderowanych.
Wbrew słowom ułożonej przez Wybickiego pieśni, Dąbrowski nie poprowadził Legionów z ziemi włoskiej do Polski. 17 października 1797 roku Bonaparte podpisał z Austrią traktat pokojowy w Campio Formio. Na początku stycznia 1798 roku jego wojska a w ślad za nimi nieszczęśni Polacy ruszyli na papieski Rzym. Aby uzmysłowić wielkość kretynizmu mitologii para-historycznej w tym przedmiocie zacytujmy krótki opis z dziełka wydanego w roku odzyskania niepodległości – 1918: E. Jezierski – Jan Henryk Dąbrowski: twórca legjonów, Warszawa 1918 dotyczący tego okresu: „z chwilą zawarcia pokoju z Austrią nie znikły legiony. Nagrodą za ich poświęcenie bez granic, za ich męstwo było to, że pozwolono im istnieć nadal… Dla Dąbrowskiego rozpoczął się okres czasu pełen trudu i poświęceń. (…) Zaczęły się pełne chwały boje (…) Wtedy właśnie Francuzi obalali świeckie państwo Papieża, tworząc w Rzymie nową republikę. Na rozkaz podążyli tam Polacy, zabierając po drodze z Loretto dar króla Jana Sobieskiego, sztandar proroka, by odtąd stale im towarzyszył. Stanęli wreszcie w wiecznym mieście i tam, z rąk jednego z konsulów republiki, otrzymał Dąbrowski najcenniejszy dar – szablę Jana III, nie błyszczącą już co prawda klejnotami, które zabrał rząd papieski.” (por. - jak było naprawdę piszę tu więcej ).
W liście do J. Wielohorskiego z 27 stycznia 1798 r., pardon – 8 pluviose roku VI prześwietnego kalendarza rewolucji, piszący z Mediolanu Wybicki w znacznie mniej patetycznych słowach określał wydarzenia: „jest spacer zbrojny do Rzymu, gdzie tylko jęk i płacz w obronie się stawi”. 19 lutego 1798 r. Wybicki tak uspokajał sumienie swojego korespondenta: „teraz przecię raz jeden papież prawdziwy następca Chrystusa, który powiedział: Regnum meum non est de hoc Mundo”. Królestwo Chrystusa nie jest z tego świata, więc won z Rzymu Jego Wikariuszu - taka była zatrm argumentacja czy raczej propaganda Wybickiego i jego fartuszkowych braci.
Papieżem tym był oczywiście „nieborak Pius VI, którego niebo i ziemia jak bękarta się wyrzekła”. Jak dodawał francuski generał Berthier wjechał do miasta, „posadziwszy obok siebie jak durniów dwóch kardynałów” . 1 germinala VI roku kalendarza rewolucji czyli 21 marca Roku Pańskiego 1798 obywatel Wybicki otrzymał od obywatela Drzewickiego list z poezją frontową: „Pobijemy Niemca, Prusa, bo i w nas francuska dusza. Papskie festungi bierzemy, Italianów uwolnimy. (…) Nie żal będzie naszej nędzy, byleby do Polski prędzej. Byleby na własnej ziemi na starość zostać wolnemi. Dobrych to kochać będziemy, astokraty powieszemy (…) Naszych księży wygonimy, po nich cymbry zabierzemy”.
Najwyraźniej pośród tych oszałamiających sukcesów Dąbrowski i jego koledzy nie pamiętali o mądrości ludowej, że „kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera” a może ją po prostu lekceważyli. W każdym razie poszli na zajęty przez Francuzów 10 lutego roku 1798 Rzym, gdzie papieża Piusa VI uwięziono i uprowadzono 20 lutego do Sieny a potem Florencji (ostatecznie zmarł we francuskiej rewolucyjnej niewoli w Valence 29 sierpnia roku następnego). 18 kwietnia Wybicki spieszący do Rzymu zatrzymał się w Sienie, gdzie oglądał internowanego papieża. Jak zapisał w pamiętniku: „laty i smutki stłoczony (…) Nie tak wielki nacisk i fanatyzm, jednak w kurytarzu rzucali się do nóg jego (…) Cały dziecinny”. W liście do Dąbrowskiego z 23 kwietnia, już z Rzymu, zanotował o Piusie VI: „Bałwan nieczuły, ale nie, jak mówiono, wspaniale po naszemu znoszący losy”. 3 maja 1798 roku Dąbrowski wkroczył do Rzymu z Legionami i, zanim rewolucyjna Francja postanowiła napaść na Królestwo Neapolu, zasiadł na Kapitolu jako komendant. Pacyfikował również lud Lacjum w imię ludu znad Sekwany. Ludowi rzymskiemu jak widać nie spodobało się wyzwolenie. Jak podaje Pamiętnik wojskowy Legionów Polskich: „w tym czasie wybuchły powstania w państwie rzymskim (…) Generał Magdonald był zmuszony wzmocnić garnizon tego miasta (…) Sformował przeto oddzielny korpus złożony z Polaków i francuzów, którego przeznaczeniem było działać przeciw powstańcom (…) Miał on obowiązek wyprzeć wszędzie w sposób gwałtowny buntowników (…) Powstańcy w Terracinie najwięcej okazali oporu, jednak 4-go thermidor (wszystkie daty są oczywiście wg rewolucyjnego kalendarza francuskiego) to miasto wzięte było szturmem. Straciliśmy w zabitych trzydziestu grenadierów, majora Podoskiego i kapitana Kwiatkowskiego (…) Wszystkie miasta i wsie w państwie rzymskim zrewoltowane połączyły się przeciw republikanom z wojskiem neapolitańskim. Wskutek tego generał Kniaziewicz był zmuszony wziąć szturmem miasta Fabrica i Fallari, gdzie (…) zabito nam porucznika Gosławskiego i dwudziestu ludzi.” I tak dalej. Nic dziwnego, że absurdalność całej sytuacji wpłynęła na upadek morale i rozprzężenie wśród legionistów.
Bonaparte tymczasem wypłynął z wojskiem do Egiptu, gdzie towarzyszyło mu szereg Polaków, w tym m.in. Józef Zajączek. Złudne nadzieje z nim związane dopiero się rozpoczynały i miały trwać aż do bitwy narodów nad Elsterą piętnaście lat później. Same Legiony miały się jeszcze krwawić w północnych Włoszech w kolejnej wojnie z Austriakami, zakończonej pokojem w Luneville, w roku 1801. Legioniści mieli dość i masowo opuszczali szeregi. Ich resztki wysłano w maju roku 1802 na wspomniane już Haiti jako część wojsk francuskich.
24 nivose roku VII Szczęsnego kalendarza francuskiej wolności (w kalendarzu starej daty 13 stycznia Roku Pańskiego 1799) obywatel Józef Wybicki pisał do obywatela J. Wielhorskiego: „Panie Józefie, dzięki naszym wiekom, ony rodzajowi ludzkiemu wróżą więcej szczęścia. Widzieliśmy papieża bez tiary, królów bez korony, mnichów na scenie, szczęśliwsze od nas przyszłe pokolenia obaczą światło i cnotę panującą.”
Utwór napisany przez masona Wybickiego o masonie Dąbrowskim i jego patronie Bona Parte miał zostać w nowej epoce szybko spopularyzowany. W roku 1812 niejaki Pan Tadeusz z kart Adama Mickiewicza miał pociągać za sznurek na dalekiej Litwie by stary Dąbrowskiego posłyszeć mazurek, choć mazurek ten miał zaledwie lat piętnaście i nie był związany z żadnymi polskimi realnymi powodzeniami. Kult tej pieśni miała podnieść tuż po zamachu majowym 1926 zmasonizowana „sanacja”. Okólnik Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z 15 października 1926 roku przewidywał śpiewanie Mazurka podczas szkolnych apeli. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydało z kolei skierowany do podległych mu wojewodów Okólnik nr 49 z 26 lutego 1927 roku, z tekstem urzędowym pieśni opracowanym przez specjalną Komisję Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego opublikowano w wewnętrznym dzienniku urzędowym ministerstwa – Dziennik Urzędowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. 1927, nr 1 i 2 - Jagiellonian Digital Library ). I tak bez żadnego referendum, zmian w konstytucji czy innego wiążącego Polaków aktu prawnego (okólniki wg art. 90 Konstytucji marcowej nie były obowiązującymi źródłami prawa powszechnego), metodą faktów dokonanych, pieśń Wybickiego i Dąbrowskiego o pochodzie na papieski Rzym i Neapol stała się hymnem, który PRL oczywiście skwapliwie przejął po sanacyjnych socjalistach z dobrodziejstwem inwentarza a post-PRL przyklepał.
podobne tematy:
Ustawa rządowa z 3 maja 1791 roku i jakobinizm
Klemens Maria Hofbauer (Dworzak): Wśród wichrów burz bezbożnych
Mały Apostoł Rzymu
Pius VI: Quod aliquantum oraz zbójecki synod w Ariminium
Wielka wojna Napoleona Bonaparte
Kondotierzy rewolucji – Polacy w Hiszpanii