Powierza się los „człowiekowi chwili” (Ratzingerowi, Burke’owi, Prevostowi, Müllerowi – a kto wie, jakiemu jeszcze innemu osiwiałemu „purpurowi”) po to, by zrealizować nieprzyznawane marzenia o restauracji, a jeszcze częściej – o kompromisie między siłami rozkładu a postawami konserwatywnymi. Marzy się, snuje plany, wyciąga wnioski, a nawet przewiduje urojone zwycięstwa, całkowicie tracąc kontakt z rzeczywistością w gorączkowym, halucynacyjnym zapale godnym jakiejś sławnej, intelektualnej powieści XX wieku.
Mój drogi jeden ze świętych mówi tak--Lepsi są źli kapłani niż brak kapłanów. Gdyby wszystkich złych przegonić, pozostałoby niewielu. Bierz od nich dobro, mianowicie sakramenty i godność Boga a, pozostaw im ich zło .. A Pan Bóg już wszystko inne załatwi!