Dokupowuję u znajomego bio -ogrodnika to , co się nie udało . Mamy swoje ziemniaki , obrodziły super , rozdajemy w prezencie tym , których kochamy albo się przysłużyli czy też lubimy .
Mięso i wyroby -mamy swojego masarza i myślę , że wie od kogo tuszki brać . Pewnie od okolicznych hodowców .
Nabiał - od rodzinnej malutkiej firmy .
Pieczywo ? Sama piekę ze starodawnych odmian pszenicy , nie zmodyfikowanych genetycznie lub korzystam w wyrobów maleńkich piekarń tubylczych .
Chemia ? Tylko czeskie lub polskie .
Markety ? Lekarz powiedział , że tam jałowa żywność . Bardzo sporadycznie .
Polacy zacznijcie myśleć .
A ci , którzy gardzą wsią nie powinni wcale jeść , bo wszystko jest z pogardzanej wsi . Na betonie nic nie urośnie . Część mojej rodziny mieszkała w miejskiej aglomeracji podczas wojny i z wózeczkiem z Górnego Śląska szli na piechotę po glupie ziemniaki . To trwało wiele dni .
Staram się, ale gdzie są jeszcze sklepy polskie. Natomiast produkty są tak manipulowane, że nie ma szansy rozpoznania kraju pochodzenia. Stare, znane polskie marki już od dawna służą koncernom tylko za kamuflaż.
Max, co mogę jeszcze rodzimego kupić, to księżycówka u sąsiada.