W "Amoris laetitia" oficjalnie ogłoszono, że piekła nie ma!
Adhortacja "Amoris laetitia" jest specyficznym przełomem w dziejach Kościoła. Jest początkiem schizmy i to najstraszniejszej w Jego dziejach - zawiera herezje, które uderzają w fundamentalne prawdy naszej wiary - aż tak nie odważyli się uderzyć w doktrynę Kościoła tacy "geniusze" jak np. Luter! Wiele można na ten temat znaleźć w internecie – np. tutaj. My skupimy się tutaj tylko na jednej sprawie.
"Nikt nie może być potępiony na zawsze,
bo to nie jest logika Ewangelii!" (n. 297)
Czyli według „papieża”-heretyka (Kanon 188.4 (1917 Code of Canon Law ) stwierdza, że jeśli duchowny (papież, biskup, itp.) staje się heretykiem, traci swój urząd, bez jakiejkolwiek deklaracji, z mocy prawa.)
1. Piekło jest bezludne (skoro „nikt nie może być potępiony”)
2. Piekło (o ile w ogóle istnieje?) nie jest wieczne ("na zawsze").
3. "to nie jest logika Ewangelii" - ładne, a raczej obrzydliwe kwiatki. Atak w świętą Ewangelię?! To właśnie w Ewangelii pełno jest dowodów na istnienie piekła (chociażby opis …Więcej
S.Leonia Nastał mistyczka:20 IV [1937 r.] Raz, kiedy całą moją duszę owładnęła miłość Boża, tak że mi się zdawało, że w całym mym jestestwie nie ma nic prócz miłości, odezwałam się do Pana Jezusa: Mój Jezu, jak to dobrze, że mnie nie potępiłeś, byłabym cię nie kochała. W głębi duszy usłyszałam głos: Potępić? Czy ty wiesz, co znaczy potępić? Dla Mnie oznacza to tyle, co ból Ogrójca i Kalwarii. Toteż słowa przekleństwa wypowiadam tylko na tego, kto Mnie do tego zmusza. Skoro w jakiejś duszy zobaczę choćby najmniejszy akt żalu, póty zabiegam, aż ta dusza zwróci się do Mnie.
19
Podczas Mszy św. na chwilę Pan Jezus przeszył moją duszę wzmożoną siłą bólu na myśl o tym, że dusze idą do piekła. Pan Jezus odezwał się: Pojmujesz teraz choć w części mój ból Ogrójca? Twój ból to jeszcze nie cierpienie piekła, bo tego nie zniosłabyś w żaden sposób. Niech ci to jednak będzie zachętą do ratowania dusz.
29
JEZUS: Powiedziałem ci, że przeżyłem ból miłości odnośnie do każdej duszy. Pomyśl, jak cierpia[59]łem na widok dusz, dążących na zatracenie. One ani tu na ziemi, ani w wieczności nie odpłacą Mi bólu miłości, a Ja tak tego pragnę. Liczę na moje wybranki, one Mi niczego nie odmówią, one się ofiarują za tych, którzy Mnie nie kochają.
90
Posłuchaj, nic a nic nie zdoła umniejszyć mojej miłości wzglądem ciebie, choćby cię świat cały potępił i odepchnął. Zawsze cię kochałem, nawet wówczas, gdy błądziłaś, bo przecież ci już raz powiedziałem, że w twoich grzechach złości nie było. Gdy dziecko zabłąka się, ale bez złej woli, matka nie odtrąca go od siebie. Choćby nawet nogę złamało - na ręce zabierze, zaniesie do domu, czuwa nad nim i nie szczędzi kosztów, by dziecko całkiem przyszło do zdrowia. Ja tak postępuję. A nawet moja dobroć dalej sięga. Bo kiedy matka ziemska - widząc, że dziecko, upominane, robi jej na złość i umyślnie idzie w niebezpieczeństwo, by dokuczyć matce, chwyta za nóż, by go pchnąć w jej serce – matka wyrzeka się tego dziecka, choć ból ściska jej serce. Ja się nie wyrzekam, choć Mnie niejeden raz dusza przebije. Ale ilekroć popełni grzech ciężki - choćby ich popełniła tysiące - nie wyrzekam się. Stoję przed duszą zraniony, zmiażdżony - i błagam. Ja - Bóg - błagam o nawrócenie. Jeżeli dusza usłyszy mój jęk błagalny i zdepcze go, powie, że woli potępienie niż uniżenie się przede Mną - czy uwierzysz – Ja i wówczas nie odstępuję natychmiast. Dają czas do namysłu, daję wyrzuty sumienia, czynię wszystko, co w mojej mocy, byle tylko zdobyć tę duszę z powrotem. Ostateczny wyrok potępienia wydaje na siebie dusza sama. Ja go tylko potwierdzam. Pomyśl zatem, co Ja czynię dla nawrócenia jednej duszy - a czynię to z miłości.
165
Przed oczyma duszy otwiera się piekło. I tam jakaś tajemnicza trąba zawyła tak, że w całym piekle słychać było najwyraźniej: „Jezus skazany na śmierć". [11] Przy słowie „Jezus" szatani i potępieńcy upadli na kolana, a potem zawyli przeraźliwym głosem, powtarzając jak echo: „Jezus skazany na śmierć". Nie zauważyłam, by się szatani cieszyli. Owszem, jakaś niepojęta, spotęgowana w nich była rozpacz. Czuli, że skazany został na śmierć Ten, który jest zwycięzcą śmierci, piekła i szatana. Rzucili się na potępieńców z wściekłością, dręcząc ich nielitościwie, szarpiąc ich na strzępy ze złości, że oni powiększają ich mękę, bo się dali uwieść ich diabelskim podszeptom. Drżałam z bojaźni, by nie usłyszeć jakiegoś przekleństwa rzuconego na Jezusa.
206
Pan Jezus dał mi dzisiaj przeżyć grozę i katusze duszy potępionej. Duszę moją przenikała miłość Jezusa. Czułam Jego obecność przy sobie, toteż ani na chwilę nie traciłam pokoju duszy, pomimo [114] że przed duszą rozgrywały się sceny straszne. Zdawało mi się, że jestem maleńką dzieciną spoczywającą w objęciach matki i z jej ramienia, z wysoka, spoglądającą na coś, co się przede mną dzieje. Do jakiegoś potępieńca zbiegło się naraz wielu szatanów. Nie widziałam ich, a jednak miałam tę świadomość, że są tuż; że są potwornie obrzydliwi i straszni, a tak samo obrzydliwy był ów potępieniec. Szatani rozdzierali mu serce. Zdawało mi się, że tak jak blaszkę złota można rozklepywać i rozciągać na włosowate niteczki, tak oni rozrywali i rozciągali to serce, zalewając je roztopionym ogniem. Czułam, że był to ból straszny, [115] niepojęty, i zrozumiałam, że cierpieć miał ów potępieniec to rozdarcie serca i ten ogień przez całą wieczność za to, że nie nosił za życia ani iskry ognia miłości Bożej w swym sercu. Równocześnie inni szatani wbijali nieszczęśliwemu ogniste gwoździe - osobno w oczy, w uszy [za to], że tymi zmysłami nie chwalił Boga. Skroń jego obijali również rozpalonymi gwoźdźmi – za to, że nie korzystał z ran cierniowej korony Zbawiciela. Zalewali szatani te rany rozpaloną smołą, by palić umysł, który – stworzony na to, by Boga poznawać - zajmował się sobą, stworzeniami i grzechem. Zęby wyrywali równocześnie z taką wściekłością, że
szarpali głową na wszystkie strony, podrzucali nią [116] w górę, uderzając o jakieś ogniste sklepienie, a potem rzucali w czeluście i znowu czynili to samo. Nieszczęsny wydawał z siebie straszliwe wycia, piski, którym odpowiadało echo całego piekła, groźne jak ryk lwów czy szakali i więcej jeszcze. Trwało to wszystko tylko chwilę, lecz duszą wstrząsnęło do głębi.
Płakałam, ale czułam się niemowlęciem przytulonym do Serca Zbawcy. Nie mogłam prosić Pana Jezusa o litość dla potępieńców. Czułam, że grzech jest jeszcze czymś straszniejszym niż wszystkie katusze piekła, bo jest zniewagą Boga - nieskończonego Majestatu. Prosiłam Pana Jezusa, by mnie ratował od tego nieszczę[117]ścia, bym miała kiedykolwiek w życiu obrazić Go dobrowolnie
- nie dlatego, że piekło straszne, lecz dlatego, że Bóg [jest] nieskończenie święty. Błagałam o litość dla dzieci, które jeszcze nie popełniły grzechu, by je Bóg bronił od tego strasznego nieszczęścia. Ufajmy Jezusowi.
Czy te słowa Papieża nie są wyrwane z kontekstu? Czy tu nie chodzi o to, że my ludzie nie możemy potępić/osądzić swoich bliźnich? Bo sąd należy do Boga.
Fakt, że w Kościele są ( niestety ) zdrajcy, jak był Judasz i Chrystus mistyczny będzie ukrzyżowany, Kościół przejdzie to samo co Chrystus - mękę, śmierć i zmartwychwstanie..
Jednak nie znamy serca, intencji Papieża Franciszka.
Ale też czujność musi w nas być przed różnymi manipulatorami, którzy bardziej lub mniej świadomie dokonują oceny moralnej na podstawie oceny samych czynów bez uwzględnienia ich kontekstu...nie wiemy dlaczego Franciszek to uczynił.
Patrzę na to obiektywnie, nie chcąc nikogo wprowadzać w błąd.
Tutaj całość skopiowania z tygodnika "Niedziela"
„Mówiąc o rozeznaniu sytuacji nieregularnych Franciszek zaleca powstrzymanie się od osądów nie uwzględniających złożoności danej sytuacji oraz dostrzeżenie cierpienia tych osób z powodu stanu w jakim się znajdują. „Trzeba pomóc każdemu w znalezieniu jego sposobu uczestnictwa we wspólnocie kościelnej, aby czuł się przedmiotem niezasłużonego, bezwarunkowego i bezinteresownego miłosierdzia. Nikt nie może być potępiony na zawsze, bo to nie jest logika Ewangelii!” (n. 297) – stwierdza papież. Zachęca jednocześnie by osoby takie mogły uczestniczyć w życiu wspólnoty wierzących, w jej dziełach socjalnych, spotkaniach modlitewnych czy innych inicjatywach duszpasterskich. Przypominając, że każda sytuacja jest inna Ojciec Święty stwierdza: „trzeba zatem rozeznać, które z różnych form wykluczenia obecnie praktykowanych w dziedzinie liturgicznej, duszpasterskiej, edukacyjnej oraz instytucjonalnej można przezwyciężyć. Oni nie tylko nie muszą czuć się ekskomunikowani, ale mogą żyć i rozwijać się jako żywe członki Kościoła, odczuwając, że jest on matką, która ich zawsze przyjmuje, troszczy się o nich z miłością i wspiera ich na drodze życia i Ewangelii” (n. 299).”
Te nieszczęsne amoris to już prehistoria. Od tego czasu ileż błędów doktrynalnych (chociażby "piekła nie ma", miłosierdzie dla każdego - bez względu czy jest żal za grzech czy nie itd) padła z ust antypapieża?! Ileż przewrotnych działań w Kościele, jak np: przebiegle formowane synody, tak by zatwierdzano kolejne sprawy niszczące Kościół i nawet zwykłą ludzką moralność (ostatnio uderzenie w celibat).??!!
Ale, to moje pisanie nic nie da. I tak mi nie uwierzysz. Potrzeba nie tylko wiedzy, ale i wiary i pokory i modlitwy, by nie paść ofiarą oszustwa uczynionego na Tronie Piotrowym.
Ale być może kiedyś, gdy sprawy zajdą znacznie dalej, a zajdą, bo jest to zapowiedziane, być może wtedy to przyjmiesz. Na razie nie szkodzi, nie jest jakimś wielkim grzechem wpadnięcie w sieć tego oszustwa (więcej niż 99% dzieci Kościoła myśli tak, jak Ty), ale jest nieroztropne upieranie się przy tym długo i długo. W końcu możesz nie mieć siły, by się z tego wyrwać.
Ufam Jezusowi i Maryi, że mnie prowadzić będą do siebie i wskazywali co jest prawdą a co nie. Jestem czujna i ostrożna. Nie upieram się, przecież widzę co się dzieje w Kościele.
A co ma piernik do wiatraka ? Nawet o przeklętym nie mozna powiedzieć iż jest przeklęty na wieki bo póki żyje to przekleństwo może być z niego zdjęte. Aby człowiek był za życia potepiony na zawsze to musi popełnić grzech przeciwko Duchowi Świętemu ale czy ktoś popełnił taki grzech wie tylko sam Bóg a my mamy zakaz kogoś takiego osądzania. Także radzę zajrzeć do katechizmu a nie filozofować
Jeszcze jeden komentarz od godziniarz
No no spokojnie i bez manipulacji z tą herezją. To zdanie jest wypowiedziane z punktu widzenia tu i teraz bo o żadnym człowieku żyjącym na tym świecie nie można powiedzieć, że jest juz potępiony na zawsze. Jak uczy nauka kościoła póki życie człowieka trwa to działa łaska Boża i w kazdej chwili człowiek ma szansę się nawrócić. Nawet o największym grzeszniku nie można powiedzieć ,że jest potępiony na zawsze. Także nich co nie którzy nie wybiegaja ponad to co jest napisane ale niech czytaja ze zrozumieniem.