Nikt nie robił jej zdjęć przy robieniu dobrych uczynków. Nie zbierała polubień ani świadectw wdzięczności – działała w cieniu kuchni i klatek schodowych. W czasach, gdy uczynek bez relacji na Instagramie „się nie liczy”, jej cicha wierność jest ciosem zadanym całej logice poklasku.
Siostry z Broniszewic pożegnały jednego z podopiecznych,sparaliżowanego chłopca,w pięknych a prostych słowach opowiedziały o jego życiu i radościach jakie czerpał z muzyki. Co ciekawe ten artykuł opublikował Fakt,nie pierwszy raz o takich ciekawych sprawach dowiaduje się z portali bardzo świeckich,na katolickie nie zawsze można liczyć. Mają różne szlabany n