Wielu ludzi myśli że święci od początku byli dobrzy. Że nigdy się nie bali, nigdy nie upadali i od zawsze wiedzieli, dokąd iść. A Ignacy Loyola pokazuje coś zupełnie innego. Pokazuje, że Bóg bardzo często zaczyna swoje największe dzieła nie od naszych sukcesów, ale od naszych ran.
Ignacy marzył o sławie, był rycerzem i chciał, by świat go podziwiał. Dopiero kiedy leżał bezsilny po bitwie, odkrył, że można wygrać całe życie, a jednocześnie przegrać własne serce. To właśnie w ciszy i bólu zaczął słuchać Boga. I okazało się, że Bóg nie zabrał mu marzeń. On je po prostu oczyścił.
Z tej przemiany narodziły się rzeczy wielkie. Powstały „Ćwiczenia duchowe”, które do dziś pomagają ludziom odnaleźć Boga pośród zwyczajnego życia. Powstało Towarzystwo Jezusowe – wspólnota ludzi gotowych iść tam, gdzie są najbardziej potrzebni. Ale najważniejsze nie było to, co Ignacy zbudował. Najważniejsze było to, kim się stał.
Jest jedno słowo, które zostawił światu: Magis. To nie znaczy: rób więcej. Nie znaczy: pracuj bez odpoczynku ani udowadniaj wszystkim swoją wartość. Magis znaczy: kochaj bardziej. Wybieraj to, co prowadzi do większego dobra. Każdego dnia zrób choć jeden mały krok bliżej Boga i drugiego człowieka.
Ignacy uczył też prostego zatrzymania na koniec dnia. Spojrzenia na swoje życie i zadania sobie pytania: „Gdzie dziś spotkałem Boga? Za co mogę Mu podziękować? Co jutro mogę zrobić z większą miłością?”. To kilka chwil, które potrafią zmienić całe życie, bo człowiek zaczyna dostrzegać, że Bóg był obok niego znacznie częściej, niż przypuszczał.
Świętość nie rodzi się z wielkich czynów. Rodzi się z serca, które każdego dnia mówi Bogu: „Prowadź mnie jeszcze krok dalej”. I właśnie ten jeden krok, powtarzany każdego dnia z miłością, potrafi zmienić nie tylko życie jednego człowieka, ale także świat wokół niego.
Andrzej Kiełbio Gac.