Lis w Kurniku, czyli rzecz o Marcinie Zielińskim
Artykuł to fake news, zbiór kłamstw, autor powinien się wstydzić.
@m.rekinek ja słowem nie piszę o uzdrowieniach i nie daję ich jako argumentu. Nie wiem skąd to wytrzasnąłeś. Widać do sprzedawania swoich mądrości nawet nie potrzebujesz rozmówców, bo i tak nie czytasz co się pisze.
Lis w Kurniku, czyli rzecz o Marcinie Zielińskim
@Quas Primas napiszę to raz jeszcze. Ten artykuł nie jest analizą teologiczną, tylko spisem historii. Autor opowiada jak wujek przy stole w czasie Wigilii. Historie mają to do siebie, że można je zweryfikować. Te z artykułu są albo zmyślone, albo tak zmodyfikowane, że już nie przypominają pierwowzoru. Wystarczy dopytać. Są to zatem kłamstwa. I to nie jest już kwestia wiary, sympatyzowania z kimś, czy zgadzania się. Jeśli słucham wykładu o płaskiej ziemi, to tam są po prostu kłamstwa, niezależnie od tego, czy pomysł mi się podoba, czy nie. Tutaj jest tak samo, tylko jest to o wiele bardziej jadowite, bo dotyka kogoś z imienia i nazwiska, a nie podważa jakieś prawa natury.
Używanie kłamstwa do obrony wiary katolickiej jest tak samo ohydne, jak legalizowanie aborcji w imię obrony praw kobiet. Diabeł jest ojcem kłamstwa i nic tego nie zmieni. I odchodzę już od tego artykułu, mówię generalnie. To się po równo odnosi do charyzmatyków, tradycjonalistów, kółek różańcowych, ministrantów, księży i świeckich. Każdemu należy się szacunek, a mówienie o kimś kłamstw to obdzieranie go z szacunku. Pan Jezus uczy miłości nawet do nieprzyjaciół i to jest bardzo wymagające.
Rozeznanie powinno pochodzić od duchowych liderów (duszpasterzy). I jeśli ono będzie negatywne wobec Marcina, to bardziej niż na pewno nie będzie się ono opierało na kłamstwach. Strasznie mnie to dziwi, że bronicie wiary, a księży, którzy nie myślą jak wy, traktujecie jak głupszych. Bardzo przewrotne podejście.
I bardzo szybko reagujecie agresywnie. Ja zobaczyłem ten artykuł gdzieś w internecie i skłonił mnie do zarejestrowania się i skomentowania. Jak widać nie jestem jedyny. Co w tym złego? Co w tym jest godne pożałowania? Lepiej piszmy na temat.
Lis w Kurniku, czyli rzecz o Marcinie Zielińskim
@Quas Primas zrobisz jak chcesz. Publicznie traktujesz księży jak nieuków i stajesz po stronie kłamstw i plotek z tego artykułu. Ojcem kłamstwa jest diabeł. Decyzja jest Twoja, szkoda że tak mało ostrzega się przed ZABÓJCZYM żniwem KŁAMSTW i PLOTEK.
Lis w Kurniku, czyli rzecz o Marcinie Zielińskim
@VRS a kto niby o tym decyduje? Kto ma mandat na publiczne rozporządzanie czyjąś prywatnością? To myślenie przychodzi z grzesznego świata i dzięki temu mamy pudelka, fakt i superexpress. Hieną dziennikarską bardzo łatwo być, kiedy się zasłania nickiem na forum. Najczęściej cudowne uzdrowienie z hienowatości następuje w momencie realnego spotkania z obiektem swych westchnień. Albo gdy się znajdzie parę artykulików na swój temat, wszak będąc nieustraszonym dziennikarzem śledczym też można stać się popularnym i ktoś w końcu uzna na jakimś forum, że jego życie to też już "żadna prywata" i w ten sposób da sobie pozwolenie na pisanie bajek.
W Kościele po to jest hierarchia, żeby można było być przejrzystym mając swoich zwierzchników i spowiednika i nie trzeba udowadniać że się nie jest wielbłądem na byle forum internetowym. Chyba nie każdy jednak to rozumie. No i uszy swędzą, byle tylko usłyszeć nową ploteczkę.
Ale to inny temat bo ja w ogóle nie o tym pisałem. Ta prywata to publiczne wylewanie swoich własnych urazów przez autora - tutaj: Ewangelistę - i pisanie o historiach które, jak wspomniałem, nawet nie są prawdą. Poważnie ktoś chce z własnej woli się z tym utożsamiać?
Lis w Kurniku, czyli rzecz o Marcinie Zielińskim
Quas Primas w tym tekście to nawet nie chodzi o znajomość, czy nieznajomość katolickiej doktryny. Ten tekst nie jest nawet na etapie rozmowy o wierze. To z chrześcijaństwem nie ma nic wspólnego. To zwykłe plotkarstwo, wylewanie pomyj i chamstwo.
Autor pochodzi z tego samego miasta i takimi tekstami leczy swoje urazy z przeszłości. To bardzo smutne ale widać to nie tylko po tym artykuliku, ale i po jego działalności na youtube i komentarzach, które tam wypisuje. Zasłaniając się walką o wiarę, uprzejmie donosi: kto jakim jeździ samochodem i za ile, kto kogo czy, wozi, kto komu kupuje kolczyki, kto ile zarabia, rzuca publicznie oskarżenia o kradzież kluczy do kościoła, wyłudzenia pieniędzy od chorych ludzi... Absolutnie nieważne, że źle podsłuchał, niedokładnie podglądał lub informator mu źle przekazał. On wie i powie.
On tu naprawdę tak wszystko pomieszał, że tu ciężko by było coś wyprostować. Niektóre rzeczy to nawet się nie wydarzyły. Wystarczy spytać, to nic nie kosztuje.
I takie gorące ploteczki rzuca z niesamowitą lekkością. Sam natomiast za każde słowo od razu starszy prawnikiem!
Skojarzenie jest jedno:
"Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy to jest zły uczynek.
Dobry, to jak Kali zabrać komuś krowy"
Quas Primas, naprawdę nie warto wplątywać się w taką prywatę. Czytanie takich artykułów jest równie żenujące jak słuchanie zazdrosnej nastolatki. Ludzie, zachowujmy się, byle jak, ale się zachowujmy.
Lis w Kurniku, czyli rzecz o Marcinie Zielińskim
Czytam ten artykuł i mi włosy dęba stają! I nie z powodu p. Marcina ale z powodu ilości bzdur i jawnych kłamstw, które tutaj są napisane! Widzę czasem w Internecie, że ktoś przesyła dalej link do tego artykułu, przeczytało to już kilka tysięcy osób i nie wiem czy pan autor zdaje sobie sprawę, że bierze udział w rozsiewaniu kłamstw - a wiadomo kto jest ojcem kłamstwa!! Ja rozumiem konstruktywną krytykę i ona JEST KONIECZNA ale to co jest tutaj... brak słów. Nie wiem ilu czytelników zadało sobie trud zweryfikowania tych rewelacji, ja obserwuję sprawy od kilku lat ale i tak zasięgnąłem języka i chętnie się odniosę do tego "artykułu", bo aż mnie oczy bolą jak na to patrzę i przyda się jakaś przeciwwaga w tych komentarzach:
1. p. Marcin nigdy nie "siedział" ani nie był członkiem żadnej warszawskiej wspólnoty, więc nie wiadomo o co dokładnie autorowi chodzi, ale coś napisał i już ma "świetne" pierwsze wrażenie na czytelnikach;
2. p. Marcin zna doktrynę katolicką, ukończył pełną katechezę i formuje się wyłącznie w nauczaniu KRK, posiada opinie księży i biskupów, a książka będąca zapisem jego świadectwa ma nihil obstat;
3. co do osoby, która porzuciła Kościół - proszę pamiętać, że każdy ma wolność decyzji. Autor nie wspomniał, że ludzie walczyli o wiarę tej osoby. Dodatkowo osoba ta odeszła ze wspólnoty, co daje prosty i logiczny wniosek, że z perspektywy (już) protestanta ta wspólnota jest nie do zaakceptowania, czyli jest katolicka;
4. modlitwa różańcowa jest normalną modlitwą w tej wspólnocie na spotkaniach i poza nimi, a w nauczaniach i świadectwach członkowie często odnoszą się do Maryi i sakramentów. Na każdym spotkaniu jest adoracja Najświętszego Sakramentu. Jeżeli tak wg autora wyglądają protestanci, to chyba się nie rozumiemy;
5. "jeden z członków" nie jest członkiem wspólnoty co najmniej od 5 lat, został uzdrowiony bez nakładania rąk i modlitwy (było to podczas adoracji) co sam stwierdził, sam zgłosił lekarzowi i sam opowiadał na spotkaniach. Później nagle zniknął, ale zawsze chętnie krytykuje wszystko co jest związane ze wspólnotą, chociaż nie jest z nią w ogóle związany. Wśród ludzi w mieście znany jest ze swojej wielkiej fantazji, nieprzyzwoitych żartów i rozrywkowego trybu życia;
6. nie udało mi się dotrzeć do sprawy kobiety chorej na kręgosłup;
7. p. Marcin kazał wyciągać pieniądze z kieszeni... gdzie? kiedy tak powiedział? Czy rozumiecie, że można o wszystkich powiedzieć WSZYSTKO i w takiej sytuacji nie ma szans na to, żeby udowodnić, że tak było lub nie było? Proponuję zebrać członków tamtego spotkania i zrobić ankietę, czy rzeczywiście padły takie słowa, bo osoby, które pytałem, nie przypominają sobie, żeby kiedykolwiek tak było ogłaszane na jakichkolwiek spotkaniach, co więcej, twierdzą, że to wbrew temu, co wyznają. I kto ma rację?
A kolczyki... to już dziecinada. To oczywiście też zostało przyjęte ze zdziwieniem przez moich rozmówców, ale oceńcie sami, ten argument brzmi troche jak kłótnia z podstawówki. Czy ktoś się czepia tego, co kto kupuje księdzu rekolekcjoniście, gościom, prelegentom w podziękowaniu za wizytę? A tutaj wielki lament, nawet nie wiadomo czy wspólnota coś miała przeciwko, bo to w tekście nie pada (jeśli to w ogóle się wydarzyło, co wątpliwe), ale pan autor, niezależny oberwator, stwierdził nieprawidłowości. No brawo;
8. temat p. Adama to już zwykła bezczelność ze strony autora. Tutaj to on wykorzystał historię chorego do oczernienia p. Marcina i przekonania czytelników do swojej racji, a nie p. Marcin wykorzystał go do swojej sławy! P. Adam po długiej chorobie niedawno odszedł do Pana. Przez ostatnich kilka lat był pod całodobową specjalistyczną opieką, którą zorganizowali dla niego członkowie wspólnoty wraz z rodziną. P. Adam do ostatnich chwil był regularnie (codziennie lub co kilka dni) odwiedzany przez członków tej i drugiej wspólnoty z tej samej parafii tak, by nie spędził żadnej chwili sam. Miał zapewnione wszystko, na co miał ochotę i czego potrzebował. To są uczynki miłosierdzia ze strony tych wszystkich ludzi. Wstyd panie autorze, wstyd!!
Ewangelisto, Pan Jezus uczy, że będziemy rozliczeni z każdego bezużytecznego słowa.
Ten artykuł ma wiele słów. Nie zamierzam wchodzić w dyskusję z kimkolwiek, po prostu wziąłem te "zarzuty" i poszedłem do samych zainteresowanych. Przestrzegam przed czytaniem, przesyłaniem dalej, bo przez to bierzecie udział w pompowanie trucizny w Internet. A tak poza tym, to to są pomówienia pod adresem konkretnej osoby i na to jest paragraf. W normalnych warunkach pewnie ktoś by się nie patyczkował tylko od razu poszedł z tym dalej, bo w Internecie nie ma anonimowości. Nie zdziwiłbym się jeżeli ktoś to już p. Marcinowi doradzał, ja nie wiem czy bym wytrzymał w spokoju czytając takie artykuły pisane pod moim adresem. Proszę tylko o jedno w tej i innych sytuacjach: myślcie racjonalnie i za siebie i nie dajcie się przez nikogo zmanipulować.
PS. Ocenianie i obrażanie kogoś na podstawie zdjęcia, to zwykłe prostactwo.