Jeśli kiedyś zobaczysz jerzyka leżącego na ziemi, ze skrzydłami rozłożonymi, jakby gotowymi do lotu...
nie bój się.
Nie musi być ranny.
Nie umiera.
To ptak nieba, który przypadkiem znalazł się w świecie, gdzie bardzo ciężko mu samemu się poderwać.
Jerzyk nie jest stworzony do startu z ziemi.
Jego krótkie nogi i długie, smukłe skrzydła stwarzają mu ogromne trudności by wzbić się z płaskiej powierzchni.
Wystarczy, że delikatnie go uniesiesz.
Tylko odrobinę, na otwartej dłoni…
A on poleci. Sam.
Tak jak niektórzy ludzie.
Czasem nie brakuje nam odwagi.
Czasem… potrzebujemy tylko czyjejś dłoni.
Czyjegoś spojrzenia.
Cichego „jestem”, które uniesie nas na moment —
aż znów poczujemy wiatr pod skrzydłami.
Nie każdy, kto upadł, jest słaby.
Czasem po prostu nie potrafi sam się podnieść. Jak jerzyk, który z ziemi nie wzbije się do lotu, choć w powietrzu jest mistrzem.
Ludzie też tak mają.
Czasem nie potrzeba wielkich słów, rad ani gestów.
Czasem wystarczy jedna obecność. Jedno „jestem przy tobie”. Jedna dłoń, która nie ciągnie — tylko delikatnie podnosi.
I nagle… ktoś znów zaczyna lecieć.
Dlatego nigdy nie lekceważ małych gestów.
Bo to one ratują dusze, które same nie umieją już wzbić się w powietrze.