majs majs
Zesłanie Ducha Świętego

25. ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO
Napisane 27 kwietnia 1947 r. A, 12287-12297
W domu Wieczernika nie słychać głosów ani [innych] dźwięków. Nie ma
uczniów. Przynajmniej nie słyszę nic, co mogłoby mnie upoważnić do
stwierdzenia, że w innych pomieszczeniach domu znajdują się zgromadzeni
ludzie. Tylko w [samym] Wieczerniku [słychać] głosy [wskazujące na] obecność
zebranych tam dwunastu [apostołów] wraz z Najświętszą Maryją.
Pomieszczenie wydaje się większe, bo sprzęty ustawiono inaczej: pozostawiono
wolny środek i dwie ściany. Do trzeciej – przysunięto stół, przy którym spożyto
Wieczerzę. Między nim a ścianami, po obu krótszych stronach stołu, ustawiono
łoża biesiadne, których używano przy Wieczerzy, oraz taboret, który służył
Jezusowi przy obmywaniu nóg. Łoża biesiadne nie są jednak ustawione
prostopadle do stołu, tak jak w czasie Wieczerzy, ale równolegle, żeby
apostołowie mogli siedzieć, nie zajmując ich wszystkich. Zostawiają jedno,
ułożone prostopadle do stołu, na środku, całe dla błogosławionej Dziewicy. Stoi
ono na miejscu, które w czasie Wieczerzy zajmował Jezus.
Stół jest pusty. Nie ma na nim obrusów ani naczyń. Puste są też kredensy. Na
ścianach brak ozdób. Jedynie w centralnym punkcie znajduje się świecznik, w
którym płonie tylko jeden środkowy płomień. Reszta małych lampek,
tworzących koronę fantazyjnego świecznika, nie pali się. Okna są zamknięte i
wzmocnione poprzecznymi, ciężkimi żelaznymi sztabami. Jednak jeden promień
słońca, podobny do długiej i cienkiej igły, przeciska się odważnie przez mały
otwór i opada na podłogę, znacząc ją jaśniejącym oczkiem.
Dziewica siedzi sama na Swoim miejscu. Po bokach ma łoża biesiadne Piotra i
Jana: Piotra – z prawej, a Jana z lewej strony. Maciej, nowy apostoł, znajduje
się między Jakubem, synem Alfeusza, a Tadeuszem. Przed Dziewicą stoi
zamknięta skrzynia z ciemnego drewna, szeroka i niska.
Maryja jest ubrana w ciemny lazur. Na głowie ma biały welon, a na nim – połę
płaszcza. Głowy wszystkich apostołów są odkryte. Maryja czyta powoli i głośno.
Sądzę jednak, że – z powodu słabego, ledwie dochodzącego tu światła –
powtarza raczej z pamięci niż czyta słowa zapisane w rozwiniętym przed Nią
zwoju. Inni słuchają Jej w milczeniu, rozmyślając. Od czasu do czasu, jeśli
trzeba, odpowiadają. Maryja ma twarz przemienioną ekstatycznym uśmiechem.
Cóż może widzieć?... Coś, co rozjaśnia Jej oczy podobne do dwu gwiazd i
rumieni policzki o barwie kości słoniowej, jakby odbijał się w nich różowy
płomień. Prawdziwa Róża Mistyczna...
Apostołowie pochylają się do przodu. Chcą zobaczyć Jej twarz – choćby tylko z
boku... Maryja uśmiecha się bowiem z taką słodyczą i czyta tak, że Jej głos
wydaje się anielskim śpiewem. Tak bardzo wzrusza to Piotra, że dwie wielkie
łzy spływają mu z oczu i suną po wyżłobionych obok nosa bruzdach, aby zginąć
w gęstwinie siwiejącej brody. Na [twarzy] Jana odbija się dziewiczy uśmiech
[Maryi]. Apostoł zapala się tak jak Ona miłością, kiedy śledzi wzrokiem czytany
ze zwoju przez Dziewicę tekst. Kiedy podaje Jej nowy zwój, patrzy na Nią i
uśmiecha się.

166
Czytanie dobiegło końca. Głos Maryi milknie. Nie słychać już szelestu zwijanych
i rozwijanych pergaminów. Maryja skupia się w wewnętrznej modlitwie, składa
ręce na piersiach i opiera głowę o skrzynię. Apostołowie naśladują Ją.
W porannej ciszy rozbrzmiewa nagle bardzo silny i harmonijny szum.
Przypomina odgłos wiatru i harfy, a także ludzki śpiew i brzmienie doskonałych
organów. Zbliża się – coraz bardziej harmonijny i coraz potężniejszy – napełnia
swymi wibracjami ziemię. Rozprzestrzenia się i ogarnia dom, ściany i sprzęty.
Płomyk świecznika – dotąd nieruchomy i spokojny w zamkniętej sali – drga,
jakby poruszał nim wiatr. Łańcuszki świecznika dzwonią, drżąc pod wpływem
fali nadprzyrodzonego dotykającego je dźwięku.
Przerażeni apostołowie podnoszą głowy. Coraz bliższy staje się ten huk
potężny, bardzo piękny, skupiający w sobie wszystkie najpiękniejsze dźwięki,
jakie Bóg dał Niebu i ziemi. Niektórzy zrywają się, gotowi do ucieczki. Inni
zwijają się w kłębek na podłodze. Jedni zakrywają sobie głowy rękami i
płaszczami, inni biją się w pierś, prosząc Pana o wybaczenie. Jeszcze inni tulą
się do Maryi, zapominając w przerażeniu o powściągliwości, jaką zawsze
zachowują wobec Najczystszej. Tylko Jan się nie lęka. Widzi bowiem malujący
się na twarzy Maryi świetlany pokój radości. Dziewica unosi głowę i uśmiecha
się do czegoś, co tylko Ona sama widzi. Następnie osuwa się na kolana i
rozpościera ramiona. Wtedy dwie niebieskie poły Jej rozchylonego płaszcza
opadają na Piotra i Jana, którzy uklękli tak jak Ona. Wszystko to, co
zapisywałam przez kilka minut, trwało krócej niż minutę.
A potem – przy ostatnim melodyjnym odgłosie – Światło, Ogień, Duch Święty w
postaci świetlistej rozżarzonej kuli pojawia się w zamkniętej sali. Nie narusza
drzwi ani okien. Przez moment, na wysokości około trzech piędzi, unosi się
ponad odkrytą teraz głową Maryi. Kiedy bowiem zobaczyła Ogień Parakleta,
podniosła ramiona, jakby Go przyzywała, i – z okrzykiem radości, z uśmiechem
bezgranicznej miłości – odrzuciła w tył głowę. Przez małą chwilę Ogień Ducha
Świętego, cała Miłość, skupia się nad Swą Małżonką. Potem Najświętsza Kula
rozdziela się na trzynaście harmonijnych i świetlistych płomieni, których nie da
się opisać przy pomocy żadnego ziemskiego porównania. Opadają one, całując
czoło każdego apostoła.
Płomień, który zstępuje na Maryję, jest nie tylko językiem ognia – unoszącym
się nad całowanym czołem – lecz koroną. Otacza ona i opasuje jak wieniec
dziewiczą głowę. Koronuje na Królową Córkę, Matkę, Małżonkę Boga, Dziewicę
Nieskalaną, Całą Piękną, Wiecznie Miłowaną i Wieczną Dziecinę, której żadne
zło nie dotknęło pod żadnym względem. [Ogień koronuje] Tę, którą boleść
postarzyła, lecz która odżyła w radości zmartwychwstania, nabierając wraz z
Synem większego piękna i świeżości ciała, spojrzenia, żywotności... Otrzymała
już zadatek piękna Swego [przyszłego] uwielbionego Ciała, które zostanie
wzięte do Nieba, żeby stać się Kwiatem Raju.
Duch Święty rozpala płomienie wokół głowy Umiłowanej. Jakie słowa może do
Niej wypowiadać? To tajemnica! Jej uszczęśliwiona twarz przemieniona jest
nadprzyrodzoną radością i śmieje się uśmiechem serafinów. Łzy szczęścia
wydają się diamentami na policzkach Błogosławionej, tak jaśnieją od Światła
Ducha Świętego.
Ogień pozostaje jeszcze przez jakiś czas... Potem rozprasza się. Jako
wspomnienie Jego zstąpienia pozostaje taka woń, jaką nie pachnie żaden z
ziemskich kwiatów... Woń Raju...
167
Apostołowie przytomnieją... Maryja zaś trwa w ekstazie. Krzyżuje ramiona na
piersiach, zamyka oczy i pochyla głowę... Dalej rozmawia z Bogiem... nic nie
odczuwając...
Nikt nie ośmiela się Jej przeszkadzać. Jan, wskazując na Nią, mówi: «Ona jest
Ołtarzem... na którego chwale spoczęła Chwała Pańska...»
«Tak. Nie mąćmy Jej radości. Chodźmy głosić Pana. Niech będą znane Jego
dzieła i słowa wśród narodów» – mówi Piotr z nadprzyrodzoną żarliwością.
«Chodźmy, chodźmy! Duch Boży płonie we mnie!» – mówi Jakub, syn Alfeusza.
«Pobudza nas do działania... wszystkich... Chodźmy ewangelizować ludzi.»
Wychodzą, jakby gnani lub przyciągani przez wiatr albo przez jakąś przemożną
siłę.
Jezus mówi:
Tu kończy się dzieło, które podyktowała Moja miłość do was i które
otrzymaliście dzięki miłości jednej istoty do Mnie i do was. Kończy się dzisiaj: w
dniu wspomnienia św. Zyty z Lukki, skromnej służącej, która z miłością służyła
swemu Panu w kościele w Lukce. Zaprowadziłem do niego z odległego miejsca
mojego małego Jana, aby Mi służył w miłości i z taką samą miłością, jaką miała
św. Zyta dla wszystkich nieszczęśliwych. Zyta dawała biednym chleb. Pamiętała
bowiem, że Ja jestem w każdym z nich i że błogosławieni będą przy Moim boku
ci, którzy dają chleb i napój głodnym i spragnionym.
Maria-Jan dała Moje słowa tym, którzy marnieją w niewiedzy, w letniości albo w
zwątpieniu w wierze. Pamiętała o tym, co powiedziano w Księdze Mądrości: ci,
którzy znoszą trud i ból, żeby dać im poznać Boga, będą w wieczności jaśnieć
jak gwiazdy, oddając chwałę Miłości przez to, że doprowadzili wielu ludzi do
poznania Jej i do umiłowania.
[Dzieło] kończy się dziś, w dniu, w którym Kościół wynosi na ołtarze czystą lilię
polną: Marię Teresę Goretti, której łodyżka została złamana, gdy [kwiat] był
jeszcze pączkiem. Złamał ją nie kto inny jak szatan, zazdrosny o tę czystość,
która jaśniała bardziej niż jego dawne anielskie oblicze. Złamał ją, gdyż była
poświęcona swemu Boskiemu Oblubieńcowi. Maria jest dziewicą i męczennicą
tego haniebnego wieku, w którym odbiera się cześć nawet Niewieście. Pluje się
na Nią gadzim jadem zaprzeczając, że moc Boża dała nieskalane mieszkanie
Słowu, które wcieliło się za sprawą Ducha Świętego dla ocalenia tych, którzy w
Nie wierzą.
Maria-Jan też jest męczennicą Nienawiści, która nie chce, żeby sławiono Moje
cuda także dzięki temu Dziełu – potężnej broni, pomagającej wyrwać [ze
szponów] Nienawiści tak wiele łupów. Maria-Jan wie także, jak wiedziała Maria
Teresa, że każde męczeństwo – jakiekolwiek ma imię lub formę – jest kluczem
do natychmiastowego otwarcia bram Królestwa tym, którzy je cierpią,
kontynuując Moją Mękę.
Praca zakończona. Wieńczy ją opis Zesłania Ducha Świętego, kończąc cykl
[opisujący życie i działanie] Mesjasza. Moja Mądrość rzuciła światło na
wydarzenia [mesjańskie] od ich zarania, czyli od Niepokalanego Poczęcia Maryi,
aż po ich zmierzch, czyli po Zesłanie Ducha Świętego. Ten, kto umie dobrze
patrzeć, dostrzega w cyklu mesjańskim dzieło Ducha Miłości. Słuszne było
168
zacząć je od tajemnicy Niepokalanego Poczęcia Oblubienicy Miłości i zakończyć
[opisem złożenia] pieczęci Ognia Pocieszyciela na Kościele Chrystusowym.
Jawne dzieła Boga, Miłości Boga, kończą się wraz z Pięćdziesiątnicą. Odtąd trwa
wewnętrzna tajemna praca Boga w Jego wiernych, zjednoczonych w Imię
Jezusa w Kościele Jednym, Świętym, Powszechnym, Apostolskim, Rzymskim. I
Kościół – czyli zgromadzenie wiernych: pasterzy, owiec i baranków – może iść
naprzód i nie błądzić dzięki duchowemu i nieustannemu działaniu Miłości,
Teologa teologów, czyli Tego, który kształtuje prawdziwych teologów. Są nimi
ci, którzy trwają zatraceni w Bogu i Boga mają w sobie. [Są nimi ci, którzy
mają] życie Boże w sobie, dzięki kierownictwu prowadzącego ich Ducha Bożego.
To ci, którzy – według Pawła – naprawdę są „synami Bożymi”.
Na końcu tego Dzieła muszę raz jeszcze umieścić skargę, jaką przedstawiałem
na końcu każdego roku ewangelizacji, [muszę powiedzieć] o Moim bólu z
powodu tego, że gardzi się Moim darem. Dlatego powiadam wam: „Nie
otrzymacie już innego, bo nie umieliście przyjąć tego, co wam dałem”. Mówię
wam jeszcze i to, co kazałem wam powiedzieć w ubiegłym roku (21.05.1946),
żeby was wprowadzić na prostą drogę: „Nie ujrzycie Mnie już, dopóki nie
przyjdzie dzień, w którym powiecie: ‘Błogosławiony ten, kto przychodzi w Imię
Pańskie’.”»
Dzieło zostało ukończone dziś, 27 kwietnia 1947 roku.
Viareggio, Via Fratti 113. Maria Valtorta
271