Drabina św. Benedykta , VII stopień pokory.
Rozważamy już siódmy z dwunastu stopni "drabiny" św. Benedykta, więc robi się coraz trudniej...
I jak zwykle tych, którzy nie czytali wcześniejszych rozważań odsyłam do poprzednich postów.
VII.
Siódmy stopień pokory to przekonanie o grzeszności, niegodności przed Bogiem oraz słabości w wierze.
Kiedyś pewna osoba, która jak myślę chciała zrobić na mnie wrażenie pobożnością, mówiła w kółko o sobie, że jest „szmatką” Jezusa. Zniecierpliwiony powiedziałem, że zbyt dużo siedzi w pobożnych książkach, gdy tymczasem Bóg oczekuje od niej, aby w końcu zajęła się prawdziwym życiem. Niestety, słowa mogą kłamać, słowa mogą być puste, nic nie znaczyć... Nawiasem mówiąc, tak rodzi się obłuda.
Benedykt w „Regule” mówi, że w siódmym stopniu „drabiny” nie chodzi, abyś opowiadał wszystkim o swojej pokorze, tęsknie wzdychał na modlitwie albo bił się w piersi, recytując psalmy. Tu nie chodzi o leżenie krzyżem w kaplicy czy kościele, choć absolutnie nie neguję takiej modlitwy. Dziś można jeszcze dodać, że nie chodzi o piękne i pobożne cytaty w mediach społecznościowych.
O co więc tu chodzi? Jest w nas pewien głęboko zakorzeniony osąd samego siebie, który wpływa na wszystko, jak żyjemy, o czym myślimy, jak postępujemy, co czujemy, jakie mamy cele i priorytety... Przekonania, postawy, schematy ujawniają się choćby w uczuciach, które pojawiają się jako pierwsza reakcja na bodziec, a także w reakcjach instynktownych i tzw. pierwszych myślach, które pojawiają się w głowie po konkretnym zdarzeniu. Wielu naszych przekonań nie jesteśmy świadomi, ale one są częścią nas i wpływają na to, jak interpretujemy otaczający nas świat.
Jest nam dość trudno zrozumieć ten punkt „drabiny”, bo zbyt spłyciliśmy to, czym jest świadomość swojej grzeszności. W działaniach ewangelizacyjnych, choć szlachetnych i dobrych, przyzwyczailiśmy ludzi do łatwego wypowiadania zdania: „Jestem wielkim grzesznikiem!”, za którym nic nie idzie. Ludzie klaszczą i śpiewają, że jestem grzesznikiem - dla mnie jest to duży zgrzyt.
Pogodziliśmy się z tym, że jestem „niegodny” i „grzeszny”, te słowa często przewijają się w naszych modlitwach, ale co one znaczą dla nas tak naprawdę?
Pewien zakonnik opowiadał, jak to na spotkaniach w zgromadzeniu ciągle jest problem, kogo posadzić przy stole prezydialnym? Wszyscy tacy skromni, pokorni, niegodni, ale jak kogoś nie docenisz, to będzie wielka obraza.
Albo inna sytuacja... "Ja służę Panu Bogu, wszystko dla Niego, ja mam się umniejszać", a potem wychodzi taka osóbka pogniewana, bo nie została wyróżniona, nie dostała podziękowania z ambony albo nie została zaproszona na obiad z biskupem...
Te obrazki pokazują, że to, co chcemy o sobie myśleć, nie musi pokrywać się z tym, co rzeczywiście w nas jest. Wielu ludzi mówi o "ostatnim miejscu", choć skrycie szuka pierwszego. Nie chodzi mi o to, aby z kogoś się wyśmiewać, ale pokazać Wam różnicę, czym jest mówienie o pokorze, a czym jej praktykowanie.
Przekonanie o niegodności i słabości musi przeniknąć życie człowieka, ma stworzyć go na nowo. Warto sięgnąć do pism Świętych, żeby zobaczyć, jak oni żyli przekonaniem o swojej niegodności, jak naprawdę żyje się pokorą.
Ks, Sławomir Wądołek
Siódmy stopień pokory to przekonanie o grzeszności, niegodności przed Bogiem oraz słabości w wierze.