Smyrna, II wiek. Przed rzymskim urzędnikiem staje stary biskup Polikarp.
Nie jest przypadkowym chrześcijaninem z prowincji. Ireneusz z Lyonu, który znał go jako młody człowiek, pisał, że Polikarp był uczony przez apostołów i rozmawiał z ludźmi, którzy widzieli Chrystusa. Wspominał także jego opowieści o Janie i innych świadkach pierwszego pokolenia Kościoła.
Kiedy rozpoczęły się represje, wierni namawiali Polikarpa, żeby opuścił miasto. Zgodził się i ukrył w domu poza Smyrną. Nie szukał śmierci.
W końcu został odnaleziony.
Gdy przyszli po niego uzbrojeni ludzie, nie próbował już uciekać. Kazał dać im jedzenie i picie, a sam poprosił o godzinę modlitwy. Modlił się tak długo, że minęły około dwie godziny.
Potem zabrano go do miasta.
Na stadionie czekał tłum i rzymski prokonsul. Urzędnik przypominał Polikarpowi o jego podeszłym wieku, żądał przysięgi na pomyślność Cezara i kazał mu bluźnić Chrystusowi.
Wtedy biskup odpowiedział:
„Osiemdziesiąt sześć lat Mu służę i nigdy nie wyrządził mi krzywdy. Jakże mógłbym bluźnić mojemu Królowi i Zbawicielowi?”
Prokonsul zagroził dzikimi zwierzętami.
Polikarp nie ustąpił.
Zagroził więc ogniem. Biskup odpowiedział, że ogień, którym mu grożą, trwa krótko i gaśnie, podczas gdy istnieje jeszcze ogień sądu.
Tłum zażądał jego śmierci. Ponieważ igrzyska ze zwierzętami były już zakończone, postanowiono spalić go żywcem. Źródło opisujące jego męczeństwo mówi, że przygotowano stos, a kiedy ogień nie zakończył egzekucji, wykonawca przebił Polikarpa ostrzem. Jego ciało spalono, a chrześcijanie zebrali później pozostałe kości i zachowali je z czcią.
Najważniejsze w tej historii nie jest jednak to, jak zginął.
Najważniejsze jest to, czego od niego zażądano.
Miał publicznie bluźnić Chrystusowi i ocalić życie.
Nie zrobił tego.
Osiemdziesiąt sześć lat służby Chrystusowi nie zakończyło się jednym zdaniem zdrady.
#ŚwiętyPolikarp #Męczennicy #PierwsiChrześcijanie #HistoriaKościoła #Wiara #DuchoweOblicze