V.R.S.

Z Diariusza Wiedeńskiej okazji imć pana Dyakowskiego

“Hasło w naszym wojsku przez abszkurd otrąbiono, które wyszło: „W imię Panny Maryji Panie Boże dopomóż”, bo też ta uroczystość nazajutrz, w niedziele, przypadała. (…) Jak przyszła godzina trzecia po północy, tak za spadnięciem excytarza budzi się Król i woła na nas: „Chłopiec jest tam który?” Jam się odezwał i drugi, cośmy koło namiotu swoje legowisko mieli. Król mówi do nas: „Biegaj który do księży kapelanów i pobudzić ich, aby się do mszy gotowali, a z bębnów niechaj porobią mensę” (bośmy żadnego stołu nie mieli ani wozu). Pobudziliśmy tedy kapelanów, bębnów kilka od piechoty przyniesiono i mensę na nich pod dębem ustrojono. Pierwsza mszę miał dominikanin obserwant, Skopowski, drugą kapucyn, Włoch, na którego mszy to praesagium przyszłej wikoryji było: gdy albowiem przy dokończeniu zamiast „Ite, missa est” wymówił „Vinces Joannes”. Na której mszy komunikował Król i krzyżem leżał i błogosławieństwo brał. Po skończeniu mszy i odejściu od ołtarza tego kapucyna mówią niektórzy z panów do niego to włoskim, to łacińskim językiem, bo po polsku nic nie umiał: „A że Pan Bóg da, że profecyja twoja, ks. kapelanie, weźmie swój skutek”. Włoch pyta się: „Jaka profecyja?” Pytającemu odpowiadają: „Żeś zamiast »Ite, missa est« wymówił »Vinces Joannes«”. Czego mocno parł się Włoch i gniewał mówiąc: „Co wy na mnie za importum wkładacie? Albo to ja szalony takie rzeczy mówić? Nie jestem ja żaden prorok”. Dosyć, że to słyszało wielu ludzi godnych z ust jego. Król zaś sam, czy to uważał i słyszał, tego nie wiem.

Po skończonych mszach zaczęło się na dzień zabierać (…) Jak skoro słońce poczęło wschodzić, kazał Król i hetman wojsku na konie wsiadać, które jak spod umbry z lasa wychodziło. (…) Zabierało się tedy wojsko nasze polskie do szyku, które respektem kommendy królewskiej trzymało prawe skrzydło, na lewym zaś skrzydle było wojsko cesarskie. Wojsko nasze polskie miało niepościwe miejsce i niesposobne do szyku, bo się na winogrady trafiło naszym, co zaś winograd, to gospodarz każdy sobie swoja winnicę podmurował, nadsypał miedzy albo granicy. (…)

Jak się już uszykowało wojsko i Król stanął na swoim miejscu, zawołał Król: „A jest rezydent od chorągwi królewicza Aleksandra?” (…) Król wziąwszy perpektywę, a przypatrując się mówi: „Dopiero sznury rozciągają sejwanowe (sejwan zaś jest ten, którego dla chłodu zażywają, a tegoż dnia był upał wielki), żebyś mi, Waszeć, Panie Poruczniku, tam w nim kopie skruszył, rozkazuje”. Odebrawszy ten ordynans ustny, porucznik ruszył się na tę imprezę ze swoja jedna chorągwią, złożywszy kopiją w pół ucha końskiego, według reguły i zwyczaju usarskiego, prosto pod samego Wezyra poszedł (…) Gdy widział Król, że już Turcy na nich wsiedli i nic ich widać nie było, tylko tuman nad niemi, dobył drzewa Krzyża sw. i karawaki z odpustami wielkiemi, żegnał ich, mówiąc te słowa: „Boże Abrahama, Boże Izaaków, Boże Jakubów, zmiłuj się nad ludem twoim”. Po tym osobliwsza protekcyja Matki Najświętszej, a cudem prawie Bożym, z pośrzodka tak wielkiej tłuszczy ludzi salwowali się, pod które wojsko, jak się dobrze zbliżyli, Turcy ich opuścili. (…) Co to zaś za tajemnica była, że Król te jedne chorągiew wydał na mięsne jatki, fundamentalnie Bóg tylko wi. (…)

Aż w tym dają znać Królowi, że lewe skrzydło już jest w namiotach tureckich od Dunaju. Zawołał tedy Król: „Biegajcie mi po pana Miaczynskiego”, natenczas starostę lidskiego i krzepickiego, a potym wojewodę wołyńskiego, „niechaj mi tu przychodzi z pułkiem swoim”, który jak przyszedł, mówi do niego Król: „Zaraz Waszeć idź z pułkiem i opanuj namioty wezyrskie” – i poszedł. Nasi też Polacy mężnie wsiedli na Turka; cesarscy ich pędzili od Dunaju tak dobrze, że jak który na koniu siedział Turczyn, tak uciekać musiał, zostawiwszy nam wszystkie swoje łupy w obozie, który jakeśmy opanowali, tośmy jeszcze zastali potrawy w kociołkach, pieczenie na rożnach, ryży w mlikach (…) Chorągiew zaraz Król zpod Widnia posłał Ojcu Świętemu do Rzymu, gdzie jest zawieszona na Watykanie. (…)

W poniedziałek koło dziewiątej godziny z rana ruszył Król z hetmanami i pułkownikami do Widnia na „Te Deum laudamus”, do którego nie brama, bo ich tak prędko odtarasować nie mogli, ale wycieczka bardzo ciemna, i to przy pochodniach, wjeżdżaliśmy, gdzie Król mszy św. słuchał i „Te Deum laudamus” śpiewano.”

słowniczek:
abszkurd – munsztuk,
ekscytarz – budzik,
profecyja – proroctwo,
importum – niedorzeczność,
umbra – zasłona


podobne tematy:
W Oktawie Narodzenia Najświętszej Maryi Panny – Odsiecz Wiednia
O. Marek z Aviano OFM Cap. (1)
O. Marek z Aviano OFM Cap. (2)
Jasyr i handel białymi niewolnikami – przyczynek do dyskusji

Bitwa pod Wiedniem - obraz Pawła Casteelsa, 1685
774