V.R.S.

Mitologia polińska: sztandar spod Parkanów

Jednym z obrazków historycznych dobrze ukazujących dramat ostatnich stuleci Polski i Polaków, stojących w rozkroku między chrześcijaństwem a rewolucyjno-masońską utopią, z coraz silniejszym przechyłem w tę ostatnią stronę są dzieje zdobycznej chorągwi tureckiej przekazanej przez króla Jana III Sobieskiego po zwycięskiej drugiej bitwie pod Parkanami (9 października 1683 roku), za pośrednictwem papieża Innocentego XI do sanktuarium w Loreto. Przytoczmy je najpierw z pozycji mitologiczno-hagiograficznej czyli tekstu Ignacego Polkowskiego O chorągwie tureckiej zdobytej pod Wiedniem, co ma być rzekomo na historycznej wystawie wiedeńskiej z roku 1883. Zawiera on, co ciekawe mitologię w mitologii, to jest prostując jedną mitologię w kolejną mitologię popada. Zacznijmy jednak od głębszej warstwy mitologicznej czyli warstwy w powyższym tekście prostowanej:

„Czytamy w Czasie i Gazecie Krakowskiej z d. 7 sierpnia, co następuje : „Ma w tych dniach, pisze Czas, nadejść do Wiednia, z zamku hr. Branickiego w Montresor… rzeczywista chorągiew proroka, którą królowi polskiemu złożono u stóp po zwycięzkiej bitwie. Ta chorągiew, jak wiadomo, przesłaną była papieżowi, a tenże ofiarować ją miał, w końcu zeszłego stulecia jener. Dąbrowskiemu, który, jako dowódzca legionów, uchronił wieczne miasto od rabunku 3 maja 1798 r.”

Papież Pius VI, prawowity Następca św. Piotra, Wikariusz Chrystusa, władający Rzymem, pozbawiony tej władzy i wolności przez francuskie siły rewolucyjne, który, uwieziony do Francji, zmarł w więzieniu, co opatrzono komentarzem: „Pius VI i ostatni”, miałby darować podarowaną papieżowi Innocentemu XI chorągiew, świadczącą o dniu chwały Christianitatis, masonowi i kolaborantowi francuskiego okupanta Dąbrowskiemu?

Od razu widać że coś nie tak, więc pan Polkowski, oczywiście starannie unikając nazwania rzeczy po imieniu i obchodząc zasadniczy problem, wyjaśnia że doszło do pomyłki. Przy okazji objaśnia że Jan III Sobieski przekazał Innocentemu XI dwie zdobyczne chorągwie:

„Po świetnem zwycięztwie, odniesionem nad Turkami pod Parkanami dnia 9 października 1683 r. które zmyło na zawsze niepowodzenie dni poprzednich, między zwycięzkiemi trofeami, złożono u stóp króla wielką chorągiew turecką, zdobytą na nieprzyjacielu. Nowe to trofeum zwycięztwa zawdzięczając król Panu Bogu, jak sam wyraża się w liście z pod Strygonia do królowej: O jako to dobry Pan Bóg, że za małą konfuzyą dał większe zwycięztwo niżeli pod Wiedniem ; nie ustawać mu tedy dziękować przez miłość moje i ustawicznie nie przestawać prosić, aby i dalej pokazał miłosierdzie nad ludem swoim, posyła papieżowi Innocentemu XI z prośbą, aby znak ten wdzięczności zawieszony był w Lorecie w domku Najśw. Panny. Życzeniom Króla Jegomości stało się zadosyć. Z rozkazu Ojca św. kardynał Altieri, przez umyślnego wysłannika Aleksandra Balleona posyła do Loretu chorągiew rzeczoną, którą podczas Mszy śpiewanej oddał biskupowi Rebanateńskiemu temi słowy:

„Znaczną tę chorągiew, którą odważnem i nieprzełamanem męztwem , król Polski zdobył; tenże z niemniejszą pobożnością ku N. Maryi Pannie Loretańskiej posyła, aby zawieszona była i dana Tej, pad której hasłem wojuje, oddając dzięki za szczęśliwe i chwalebnie otrzymane zwycięztwa, a o szczęśliwość i powodzenie dalszych prosząc.” Na to przemówienie, odbierając chorągiew, odpowiedział biskup: „Niech będzie Bogu i Najśw. Pannie Loretańskiej chwała i wysławienie Amen”, a wtem we wszystkie uderzono dzwony i na znak radości ze wszystkich armat dano ognia. (…)

Papież zaś Innocenty X I na tę pamiątkę rozkazał wybić wielkości talarowej medal, na którym na stronie głównej popiersie swoje w tiarze i kapie bogatej z napisem : INNOCEN. XI. PONT. MAXIM., a na stronie odwrotnej w górze na domku loretańskim Najśw. Pannę z napisem: SUB TUUM PRAESIDIUM., w pośrodku wyobrażenie chorągwi przesłanej — poniżej zaś bitwę pod Parkanami i napis: TURCIS. AD. PARKAN. CAESIS. A. JOANN. III. POL. REGE. A. 1683.”


Co jednak dalej stało się z powyższą chorągwią? Jak pisze Polkowski:

„W roku 1798, kiedy dowódca legionów Dąbrowski jenerał, wszedł do Rzymu i stanął w mieście wiecznem w dzień pamiętnej rocznicy 3 maja, przy posągu Marka Aureliusza do ustanowionych w szyku legionów swoich na Kapitolium, tak się odezwał po polsku: „Żołnierze, stanęliście na szczycie, na którym błyszczy sława tylu wieków. Pomnijcie, w jakim to dniu wstępujecie tu. Niech z godłem sławy, miłość dla kraju tkwi na zawsze w sercach waszych “ (Morawski Teodor „Dzieje Nar. Pols.“ VI. 27). Za przyjacielskie bardziej, niż nieprzyjacielskie zajęcie Rzymu przez legiony polskie, senat rzymski odwdzięczając się, wysiał natychmiast gońców do Loretu, polecając im ztamtąd przywieźć chorągiew turecką, ofiarowaną niegdyś przez Sobieskiego i szablę jego, tamże złożoną w darze. Trofea te przywiózł do Rzymu kapitan Kozakiewicz, a konsul rzymski Angelucci w obecności całego senatu na Kapitolium w dniu 7 maja wręczył, jako najdroższe polskie pamiątki, a dary wdzięczności Rzymian, jenerałowi Dąbrowskiemu. (…)

Pamiątkę wręczenia sztandaru na Kapitolium mamy zachowaną w rycinie Pierracini’ego z napisem: Dombrowski riceve nel Campidoglio d i Roma la bandiera di Maometo gia conquistata da Sobieski e da lui deposta in Loreto. Po rozwiązaniu legionów, nieocenionej wartości pamiątka ta narodowa, wraz z innemi pamiątkami po Dąbrowskim, złożoną została w Warszawie w Towarzystwie przyjaciół nauk, w sali zwanej Dąbrowskiego — zkąd w roku 1832 zabrana z całemi zbiorami Towarzystwa do Petersburga — zdobi dziś ścianę carskiego Eremitażu w Petersburgu”.


Tyle mitologia w mitologii pana Polkowskiego. A jaka była prawda? Otóż ten konsul Angelucci i ten senat rzymski, które tak „dziękowały” legionom Dąbrowskiemu i które zabrały z Loreto podarowany tamtejszemu sanktuarium przez Monarchę Polskiego sztandar to były władze marionetkowe, zainstalowane i zależne od francuskiego okupanta, który uwięził prawowitego władcę Rzymu – Papieża i wywiózł do twierdzy w Valence. Zatem ów dar z chorągwi spod Parkanów nie był darem tylko zwykłym rewolucyjnym rabunkiem, w którym wzięli udział ogłupiali pożyteczni idioci znad Wisły. Jak wynika z opisujących walki Polaków z wojskami papieskimi oraz wzniecanie buntów przeciw władzy papieskiej Pamiętników Jenerała Jana Henryka Dąbrowskiego legioniści sami odebrali sztandar z Loreto: „Jenerał odebrał był rozkaz upoważniający go do zabrania przy swem przejściu przez Loretto chorągwi zdobytej na Turkach pod Wiedniem przez króla Sobieskiego, i przeniesienia jej do Rzymu. Ten rozkaz był wykonany. Kosakiewicz zgromadziwszy wszystkie małe oddziały i maruderów pozostałych w tyle, przybył do Rzymu z ową chorągwią dnia 19 Prairial; i odtąd chorągiew ta zostawała w głównej kwaterze legii.”

Jak widać w pamiętnikach używano kalendarza rewolucyjnego a rzymska uroczystość opisana wyżej była jedynie hucpą mającą nadać sprawie (być może do celów ogłupienia wojujących w legionach nadwiślańskich paputczików rewolucji) pozory legalności.

Wróćmy jednak do tego jak rewolucjoniści zainstalowali się w Rzymie, dzięki czemu rabunek sztandaru Sobieskiego okazał się możliwy. Pius VI, który od początku zdecydowanie występował przeciw rewolucji, w szczególności rewolucyjnej tzw. konstytucji cywilnej kleru oraz związanemu z rewolucją neo-pogaństwu, musiał się zmierzyć z francuskim odwetem. Od roku 1796 prowadził go Korsykańczyk Napoleon Bonaparte. Do roku 1797 (traktat w Tolentino) Papież utracił Awinion, Venaissin, Ferrarę, Bolonię i Romanię oraz musiał zapłacić sporą kontrybucję. To jednak Francuzom nie wystarczało: pod koniec roku 1797 w Rzymie wywołano rewolucyjne wrzenie. W zamieszkach między stronnikami rewolucji i stronnikami papieskimi wziął udział gość ambasadora francuskiego, Józefa Bonaparte, generał Duphot, który poniósł śmierć. W odpowiedzi władze francuskie aresztowały papieskiego ambasadora w Paryżu Massimiego oraz wydały 11 stycznia 1798 roku rozkaz marszu na Rzym. 10 lutego roku 1798 Francuzi zajęli Rzym i 5 dni później ogłosili powstanie marionetkowej „Republiki Rzymskiej” z senatem i konsulem – 52 letnim Liborio Angeluccim. Na Kapitolu wzniesiono „drzewko wolności”.

Papieża Piusa VI, który oczywiście sprzeciwił się temu bezprawiu, uwięziono i nocą 20 lutego uprowadzono z Rzymu, najpierw do Sieny, potem do Florencji. Tak opisuje to wydarzenie Ludwig von Pastor w swojej monumentalnej Historii Papieży (tom XL): „Papież odpowiedział z zadziwiającym opanowaniem, że mogą zrobić z nim co zechcą, ale nie opuści Rzymu ani swego Kościoła. Dopiero gdy [komisarz] Haller i Cervoni zagrozili użyciem siły, ustąpił. Mimo że był poważnie chory omówił swój wyjazd z kardynałami Dorią, Gerdilem i Antonellim. Przekazał wszystkie niezbędne uprawnienia członkom Świętego Kolegium pozostającym na miejscu (…) 20 lutego 1798, na długo przed świtem Pius VI wysłuchał Mszy a potem zamknął Najświętszy Sakrament w małym puzderku, które zawiesił na szyi. Osiemdziesięcioletni, słabujący i śmiertelnie chory wsiadł do powozu, który czekał na niego na Cortile di San Damaso. Towarzyszyło mu dwóch duchownych (…) oraz lekarz Tassi.”

W Rzymie pozostało trzynastu kardynałów, z których sześciu aresztowały władze rewolucyjne. Te przystąpiły do wywożenia z Rzymu do Francji cennych dzieł sztuki. Jak pisze von Pastor „między marcem a lipcem 1798 roku grabież przeprowadzano z gorączkowym nasileniem. Jednego dnia zaledwie długi konwój 500 ciągnionych przez konie wozów, pod silną strażą, opuszczał miasto. Zawierał wielką liczbę antycznych rzeźb i renesansowych malowideł, które Francja zabierała na podstawie ustaleń z Tolentino. Były wśród nich Grupa Laokona, Apollo belwederski (…) arrasy i malowidła Rafaela, w tym Przemienienie, Madonna z Foligno oraz Madonna della Sedia, Święta Rozmowa Tycjana i wiele innych dzieł. Dopiero kilka lat później te zrabowane skarby zostały wystawione w Muzeum Napoleońskim w Luwrze, otwartym w roku 1807. Po upadku Napoleona większość tych dzieł, podobnie jak inne jego łupy, wróciła na poprzednie miejsce (…) Rzymianie obserwowali z milczącą boleścią zabór skarbów do tej pory tak dumnie strzeżonych, bezprzykładne szkody w ogrodach i zbiorach watykańskich oraz wielkich prywatnych bibliotekach, sprzedaż na aukcji za żałośnie niskie ceny wartościowych przedmiotów należących do Papieża, Kardynałów, z Willi Albani, Farnesiny i innych domów, część z nich trafiła w ręce żydowskie, w getcie. Proponowano nawet wysadzenie Zamku Świętego Anioła, wywiezienie obelisków oraz usunięcie z sal fresków Rafaela (…) Ten olbrzymi rabunek, połączony z ekonomicznym i finansowym uciskiem mieszkańców Rzymu stawał się coraz bardziej nie do zniesienia, co wywołało szereg niepokojów, zdławionych siłą. Aby wspierać i nadzorować kroki podjęte przez Generała Massenę, Dyrektoriat powołał w Rzymie komisję wojskową złożoną z czterech członków, zaś Massena stał się jej organem wykonawczym. Jednak wyzysk ludzi jeszcze się powiększył. Po jakimś czasie Massena stracił mir nawet u własnych żołnierzy”. Grabież była tak wielka, że we Włoszech ukuto powiedzonko: Non tutti i francesi sono ladri, ma Bonaparte (nie wszyscy Francuzi to zbóje, lecz większa część – Buona parte). Jak widać chorągiew zrabowana z Loreto umknęła w powodzi innych grabieży. Legioniści wzięli natomiast udział w tłumieniu powstania jakie wybuchło przeciw okupantom w rejonie Circeo, na południe od Rzymu, latem 1798 roku. “Polacy są tak dzielni, jak to tylko jest możliwe. Szkoda że trudność porozumienia się z nimi opóźnia wykonanie rozkazów” – pisał do dowódcy wojsk francuskich w Rzymie, generała Macdonalda dowódca kolumny “pacyfikacyjnej”, Girardon. Zresztą sami Polacy nie widzieli w uwięzieniu Piusa VI problemu. Oto jak lekko opisuje rzecz w swoich pamiętnikach legionowych Kazimierz Tański: “Gdy nadszedł rozkaz wywiezienia z Rzymu Piusa VI Papieża, którego Francuzkie wojsko eskortowao, spotkaliśmy go w Tolentino, a po oddaniu Mu honorów wojskowych i otrzymaniu od niego błogosławieństwa udaliśmy się ku Rzymowi, do tej starożytnej stolicy państwa Rzymskiego, a teraz całego chrześcijaństwa weszliśmy 1798 roku dnia 3 maja, przy dokuczliwych włoskiego słońca upałach. Wchodząc do Rzymu, z podziwieniem znaleźliśmy zupełnie puste ulice, pozamykane domy i ukrytych mieszkańców, wskutek nierozsądnej obawy, którą ich natchnęło złośliwe udawanie francuzów, jakoby polacy mieli by ludźmi dzikimi i okrutnymi.” Jak wiemy, mason Dąbrowski odstawił przy okazji szopkę dla ciemnego luda nadwiślańskiego idąc do kościoła pod wezwaniem św. Stanisława. Niestety w Rzymie nie było spokoju: “W Rzymie atoli nie moglimy używać spoczynku i dobrego bytu, gdy oddziały z naszego legjonu ciągle wysyłane były na prowincye państwa kościelnego, dla poskromienia poruszeń francuzkiemu Rządowi nieprzyjaznych.” No, ale obawa mieszkańców Rzymu była zatem według pamiętnikarza nierozsądna, natomiast wysługiwanie się przez legionistów interesom francuskich grabieżców i okupantów bardzo “racjonalne”.

Na wiosnę roku 1799, mimo złego stanu zdrowia Piusa VI powieziono go z Toskanii dalej, przez Parmę, Piacenzę i Turyn do Grenoble a wreszcie do Valence, gdzie zmarł 29 sierpnia. Jego szczątki sprowadzono do Bazyliki św. Piotra w Rzymie dopiero 3 lata później.

Konsul Angelucci, który wręczał Dąbrowskiemu zrabowany z Loreto sztandar spod Parkan, był długoletnim agentem rewolucyjnej Francji w Rzymie. Jako zadeklarowany rewolucjonista pozostawał w kontaktach z Nicolasem Jeanem Hugou de Basville (1743-1793), niedoszłym księdzem, który w roku 1792 związał się z żyrondystami i został wysłany jako dyplomata (bez oficjalnej funkcji) do Rzymu. Tu zarządził wymianę tradycyjnej flagi Królestwa Francji na budynku ambasady na wizerunek „Wolności” oraz patronował miejscowym radykalnym jakobinom, żądając wydalenia arystokratów, którzy znaleźli w Rzymie schronienie. Basville pozostawał pacjentem Angelucciego jako lekarza. Jego wyzywające zachowanie, w tym obraźliwe określenia pod adresem Papieża spowodowały wreszcie dokonany przez mieszkańców Rzymu 13 stycznia lincz – wywleczono go z powozu i pobito tak, że zmarł. Oczywiście sprawę wykorzystała rewolucyjna propaganda francuska, oskarżając Papieża o wydanie rozkazu zamordowania „przedstawiciela Republiki”, zaś wspomniany już traktat z Tolentino z roku 1797 upominał się o odszkodowanie dla rodziny Bassvilla, płatne z papieskiej kiesy.

Z kolei w maju 1794 roku, to jest w okresie największego jakobińskiego terroru we Francji, aresztowany został w Rzymie sam Angelucci pod zarzutem szpiegostwa na rzecz rewolucyjnej Francji i spisku przeciwko Papieżowi. Znaleziono przy nim sporą sumę pieniędzy niewiadomego pochodzenia. Zwolniony został wprawdzie, wobec złego stanu zdrowia, z zamku Św. Anioła, ale pozostawał w areszcie domowym zaś w sierpniu 1797 został aresztowany ponownie jako podejrzany o udział wraz z rodziną Bouchard w przygotowaniu zamachu na Piusa VI. Uratował go pokój w Tolentino, zwycięski dla Francji, która upomniała się o swego sługę. Na jesieni roku 1797 spotkał się z Napoleonem Bonaparte, omawiając utworzenie w Rzymie rewolucyjnego państewka. Po inwazji francuskiej na Rzym 10 lutego 1798 roku, wezwano go do Rzymu, gdzie został mianowany prefektem miasta a 20 marca 1798, konsulem marionetkowej „Republiki Rzymskiej”. Umieścił swojego brata, Angelo, który właśnie porzucił kapłaństwo w rządzie jako sekretarza ministerstw a w końcu – trybuna. Nie utrzymał się jednak długo na stanowisku konsula – między innymi wskutek urządzenia sobie z tej funkcji narzędzia do prywatnych interesów – i we wrześniu 1798 musiał zrezygnować. Oskarżano go m.in. o skupowanie mienia publicznego po zaniżonych cenach oraz wykorzystywanie poufnych informacji do własnych interesów. We wrześniu 1799 roku, po upadku rewolucyjnej republiki Angelucci musiał opuścić Rzym wraz z Francuzami. Znalazł schronienie w Marsylii a potem w Paryżu. Wrócił do Włoch po bitwie pod Marengo, lecz w Rzymie pojawił się dopiero podczas kolejnej francuskiej okupacji w roku 1809. Władze napoleońskie nie potrzebowały go już jednak. Zmarł w roku 1811, w Mediolanie.

Wraz z odwrotem Francuzów z Rzymu pociągnęli za nimi również pożyteczni idioci rewolucji – legioniści Dąbrowskiego. Nie był to przyjemny odwrót. Jak wspominał Kazimierz Tański: “Dyrektoriat francuski wydał nam rozkaz opuszczenia Neapolu i Rzymu z poleceniem zostawienia mocnej załogi w nadmorskich twierdzach włoskich i u Św. Anioła w Rzymie. Lecz ruch nasz zbytnio był utrudzony i niebezpieczny, wszędzie bowiem spotykaliśmy lud uzbrojony, zasieki i barykady porobione, mosty i drogi zniszczone, miasta i wsie w zupełnym powstaniu, a które szturmem, jak na przykład Cortone i Arezzo brać zmuszeni byliśmy z wielką oficerów naszych i żołnierzy stratą”. Tak to kończyła się francusko-polska okupacja Patrimoni Sancti Petri. Epoka wojen napoleońskich: epoka szarży na obrońców Hiszpanii w wąwozie Samosierra, wyprawy na Haiti i Litwę 1812, wprowadzania rewolucyjnych zasad w krwioobieg całej Europy i więzienia kolejnego Wikariusza Chrystusowego – Piusa VII, dopiero jednak się rozpoczynała.

Portret Jana Henryka Dąbrowskiego

podobne tematy:

Pius VI: Auctorem fidei

Francuski nacjonalista pisze do polskiego romantyka

Rewolucja francuska i polska

Fiszki z R. Sechera

Wykład wiary masońskiej

Kim jest masoneria?
1 tys.