Niech nas nie lubią! Poniedziałek Wielkanocny.
Niech nas nie lubią!Można sobie wyobrazić, że gdyby tę wiadomość przekazywał człowiek, zaraz znalazłby się ktoś, kto by zapytał: czy jesteś pewien, czy dobrze widziałeś, czy masz jakieś dowody, czy ktoś to potwierdził? A tu anioł i nie ma dyskusji. Przecież zobaczyć anioła to niezwykłe wyróżnienie.
Niewiasty przeżywają coś bardzo dziwnego. Boją się i jednocześnie się cieszą. To mieszanka uczuć, której nie da się łatwo poukładać. Zazwyczaj towarzyszy nam jedno z tych uczuć. Albo lęk, albo radość. A tu oba naraz, i to z wielką siłą. Można przecież od tego zwariować.
Pojawia się strach, bo Ten, którego skazano, żyje. Nie można Go już zamknąć, uciszyć ani zatrzymać. Nie podlega żadnej ludzkiej władzy. To może przerażać tych, którzy skazali Jezusa na śmierć.
Nawet jeśli zamkną Go w więzieniu, On i tak potrafi teraz przechodzić przez zamknięte drzwi. Takiego więźnia nie upilnuje nawet najlepszy strażnik.
Z kolei radość towarzyszy niewiastom, bo wszystko, co mówił Jezus, okazało się prawdą. Nic nie było pomyłką ani przesadą. On naprawdę jest Synem Bożym. Ich wiara ma sens. Przed nimi otwiera się nowa przyszłość.
I znów można się lekko uśmiechnąć, bo człowiek lubi mieć jasną sytuację. Chciałby powiedzieć: dobrze, to teraz zdecyduję, czy się boję, czy się cieszę. A Pan Bóg mówi: nie wybieraj, przeżyj jedno i drugie. Serce mówi jedno, rozum drugie, a Bóg mówi: „Zaufaj.
Słuchaj świadectwa anioła. Po to przeżyłeś mękę, aby zmartwychwstać. Po to się boisz i smucisz, abyś mógł się także radować”.
Chrześcijanin niesie w sobie tę samą tajemnicę. Może budzić lęk, bo nie żyje tylko tym światem. Należy do królestwa niebieskiego.
Niesie wartości, które nie zawsze są wygodne i akceptowane przez większość. Jest gotowy na odrzucenie, cierpienie i prześladowanie. Broni życia, broni godności człowieka i broni prawdy. Z takim człowiekiem nie żyje się łatwo. Nie wszyscy go polubią. Wielu się odsunie, a nawet nabierze wrogości.
Dlatego smucą mnie czasami narzekania, że świat nas nie polubi, że uważa nas za dziwaków, że oczekuje od nas czegoś innego. Niech nas nie lubi. Niech sobie oczekuje. Nie po to żyjemy, aby spełniać oczekiwania innych.
Żyjemy dla Boga i nie chodzimy na kompromisy z grzechem, śmiercią i szaleństwem. Oczywiście łatwiej jest wtedy, gdy świat nas chwali, ale prawda jest taka, że to poklepywanie po plecach może się szybko zmienić w wołanie: „Ukrzyżuj!”.
I czasem rzeczywiście ludzie patrzą na chrześcijanina z niepokojem. Jakby mówili: „Lepiej go nie ruszać, bo jeszcze zacznie mówić o sumieniu, o tym, że czegoś nie wolno, że mam odpowiedzialność za to, co robię i kim jestem”.
Ale ci, którzy poznają prawdziwego chrześcijanina bliżej, wiedzą, że wnosi on także radość. Pokazuje, że życie z Bogiem jest pełne. Dla niego życie nie jest ciężarem do niesienia z marsową mina. Każdy z nas ma prawo żyć naprawdę. W wolności, której uczy Jezus. Nie musimy już błądzić po omacku.
Wiemy, co prowadzi do dobra. Wiemy, co kończy się potępieniem. Nasze życie ma być jak światło. Ma dawać innym nadzieję.
W konfesjonale nierzadko spotykam ludzi zdruzgotanych przez życie. Przychodzą i opowiadają o ruinach i zgliszczach, które zostały w ich życiu. Ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, aby w czasie rozmowy nie znaleźć choćby małego dobra, małej radości, czegoś niepozornego, co podnosi człowieka na duchu i staje się dla niego punktem odniesienia.
Mówi się: mała rzecz, a cieszy. A przecież Jezus porównał królestwo niebieskie do ziarenka gorczycy. To mała rzecz, a cieszy.
Może warto dziś otworzyć nasze życiowe groby i odnaleźć w nich ziarenka radości, które wykiełkują i dodadzą nam sił do prowadzenia dobrego życia.
Ks. Mateusz Szerszeń