V.R.S.
Święty Cyprian Biskup i Męczennik - 16 września

poniższe tłumaczenie dotyczy książki autora “Postaci Inkwizycji” Williama Thomasa Walsha: Saints in Action. Poniżej tekstu tradycyjnie umieszczono odsyłacze do wcześniejszych wpisów, w których pojawia się postać św. Cypriana lub omawia/cytuje jego pisma

“Życie zaczęło się dla Tascjusza Cypriana, gdy miał czterdzieści parę lat albo tuż po ukończeniu 50. Wypielęgnowany, przy tuszy, raczej jowialny, pompatyczny wykładowca retoryki, syn czołowego senatora Kartaginy, zawsze cieszył się wszystkim co można było kupić za pieniądze: bogatymi domami, wspaniałymi szatami, wybornym jedzeniem i winami, księgami i obrazami, dostatkiem niewiast. Niekończący się sznur osób po prośbie sunął za nim, gdy wspinał się na wzgórze ku Cytadeli i świątyni Eskulapa. Albo gdy stał w zadumaniu, patrząc na dwie wielkie przystanie – jedną zajętą przez ciężkie triremy wojenne, drugą – przez kupców ze zbożem, oliwą, winem i korkowym drzewem z dalekich miejsc – zawsze pojawiał się jakiś “przyjaciel”, który zatrzymywał się by mu schlebiać lub go pocieszyć. Wielu zazdrościło mu losu tego, który mógł zaspakajać głód swego umysłu ideami równie ulotnymi co różnorodnymi jak proteuszowe kształty, oraz namiętności swojego ciała, przynajmniej na jakiś czas, wszystkimi grzechami, z których słynęło owo prastare miasto jeszcze przedtem zanim podniosło się z rzymskich popiołów. Dlaczego zatem był tak zmęczony, znużony i znudzony na progu swej starości? Jakie znaczenie miała cała ta jałowość? Albowiem pozostało w nim po tym jak minęła szydercza młodość jedynie poczucie jałowości. A wtedy, dzięki łasce Bożej, około Roku Pańskiego 247, poznał Cecyliusza.

Cecyliusz był starym kapłanem katolickim, żonatym, mającym dzieci. Uczony i świątobliwy był w stanie uczestniczyć w wielu dysputach, rzucając nowe światło na kwestie filozoficzne, które Cyprian przeżuwał przez lata w poważniejszych momentach swego życia. Dość prawdopodobne dał mu również do przeczytania dzieła Tertuliana. Co ważniejsze, szczerze się za niego modlił i zaznajomił z członkami wspólnoty chrześcijańskiej w Kartaginie. Musiała być ona bardzo liczna, choć może brakowało jej żarliwości. Nawet w II wieku, pokolenie po śmierci Justyna, liczyła ona tak wielu, że Tertulian mógł się chwalić w Roku Pańskim 197: „Jeszcze wczoraj wypełniliśmy wszystkie miejsca – miasta, wyspy, fortece, miasteczka, rynki, sam obóz, plemiona, kompanie, pałace, Senat, forum. Nie zostawiliśmy wam nic poza świątyniami waszych bogów!” Szesnaście lat później odważnie stawił czoło prokonsulowi Skapuli tymi słowami: „Co uczynisz z tak wieloma tysiącami, taką rzeszą mężów i niewiast, osób różnego wieku, płci i pozycji, gdy stawią się przed tobą? Jak wiele ognia i mieczy będzie potrzebnych?”

Tertulian wiedział o czym mówi. Urodzony mniej więcej w czasie, gdy Justyn umierał, był dojrzałym człowiekiem mieszkającym w Kartaginie, gdy heroiczni męczennicy roku 203 złożyli swe życie jako świadkowie Chrystusa. A z pewnością Cecyliusz musiał przekazać Cyprianowi swą niezapomnianą relację o owej wspaniałej matronie młodszego pokolenia Wiwii Perpetui, która odstawiła niemowlę od swej piersi i odwróciła się od namów jej starego ojca aby zmierzyć się z dzikimi zwierzętami czekającymi by rozerwać ją na kawałki, podczas gdy jedno, tchórzliwe słowo mogło ją ocalić. Piękna i straszliwa to opowieść! Co dawało takie męstwo tym chrześcijanom? I co miał na myśli stary Cecyliusz, gdy powiedział Cyprianowi, że jeśli przyjmie królowanie Chrystusa i Chrzest, zostanie odrodzony na nowo i będzie nowym człowiekiem?

Jak to możliwe? zapytał Cyprian niczym Nikodem z Ewangelii. „Jak możliwe jest takie nawrócenie, że człowiek nagle i szybko porzuca to co zostało w nas albo zrodzone i utwierdzone przez bezwład naszej materialnej natury albo uzyskane, tak że stało uporczywym zwyczajem, gdy przyszedł na nas wiek starszy? Te rzeczy zapuściły w nas głębokie korzenie i głęboko się w nas wryły. Kiedy nauczy się wstrzemięźliwości ten, który przywykł do obiadów i wieczerzy oraz wielkich uczt? A ten kto pożąda kosztownego odzienia i lśni złotem oraz purpurą, kiedy umniejszy się do prostego wyglądu plebejusza? Człowiek, który często zachwycał się teatralnymi farsami i publicznymi zaszczytami sam nie jest w stanie dostosować się do życia cichego i pozbawionego chwały. Ten, którego nachodziły tłumy klientów, wyróżniony rozliczną uwagą urzędowych gości uważa samotność za karę. Tak musi widać być i tak zawsze było że miłość do wina wabi, pycha nadyma, gniew rozpala, chciwość przynosi niepokój, okrucieństwo pobudza, ambicja zachwyca, żądza cielesna wiedzie prosto do ruiny, nigdy nie zmniejszając swych zwodzeń”.

„Te rzeczy często przychodziły mi na myśl. Albowiem, tak jak trwałem w błędach mego poprzedniego życia, z których nie sądziłem że można się wyzwolić, tak też byłem skłonny do ulegania trzymającym się mnie grzechom i nie licząc na nic lepszego, miałem w zwyczaju dawać upust mym złym czynom jakby były one częścią mnie.”

Podczas gdy stary hulaka rzucał się, niemal desperacko, w ostatnią rozpustę, kapłan Cecyliusz cierpliwie odmawiał za niego modlitwy i czynił akty pokutne. W efekcie pewnego dnia w roku 246 miał przyjemność ochrzczenia swego przyjaciela, który na jego cześć przyjął imię Tascjusz Cecyliusz Cyprian. Obleczenie się w nowego człowieka mogło jednak nie być tak nagłym procesem jak konwertyta sobie wyobrażał. Po Chrzcie powiedział: „światło z wysoka, pogodne i spokojne”, jak się zdawało znalazło drogę do jego serca, czyniąc łatwymi rzeczy, które wcześniej wydawały się niemożliwe i powoli ukryte rzeczy zostały przed nim odsłonięte. Pomimo to prowadził zwykłą walkę z przyzwyczajeniami, którymi musiał stawić czoło i pokonać.

Najwyraźniej dopiero po śmierci Cecyliusza był w stanie się wznieść ponad przeciętne przyzwoite życie chrześcijańskie i dążyć do doskonałości, do której Chrystus zaprosił swoich uczniów. Być może odpowiedzialność opieki nad wdową i dziećmi, które stary kapłan na łożu śmierci powierzył jego pieczy, wzbudziła w nim potrzebę pokazania im lepszego przykładu. W każdym razie postanowił teraz, że skoro jest chrześcijaninem, będzie dobrym chrześcijaninem, odsuwając wszelki kompromis ze światem, ciałem i diabłem. Sprzedał swe wspaniałe domy i oddał większość zysku ubogim. Poświęcił dnie i noce na studiowanie Starego i Nowego Testamentu oraz dzieł ich wielkiego obrońcy i interpretatora Tertuliana, którego (mimo upadku tego rygorysty w późniejszych latach) nazywał „moim mistrzem”. Nosił odzienie ani marne ani wystawne, lecz zachowując swe nowe zasady, według współczesnego swego biografa Poncjusza, stał się znany z „poważnej i radosnej” twarzy. Stopniowo, walcząc o większość czystość myśli i mowy, podobnie jak działań, jego dawne gusta i towarzystwo stały się dla niego odstręczające. Nie mógł już dłużej znieść wulgarności zdegenerowanego stanu krwawego sadyzmu walk gladiatorów. Spędzał długie godziny na modlitwie. Wreszcie zaczął mieć wizję, podczas których Chrystus mówił do niego i go pocieszał.

Świat, na który patrzył Cyprian, świat, który chrześcijaństwo dopiero zaczęło przemieniać, nieprzyjemnie przypominał nasz dzisiejszy XX-wieczny z jego postępującą dechrystianizacją. „Pomyśl o drogach blokowanych przez rabusiów” – pisał do przyjaciela – „morzach trapionych przez piratów, wojnach na całej ziemi z krwawą grozą obozów. Cały świat jest mokry od krwi przelewanej wzajemnie i mordu, który w sprawie indywidualnej jest uznawany za zbrodnie, lecz nazywany cnotą, gdy jest dokonywany na skalę masową. Pragnie się bezkarności dla zbrodni nie z powodu niewinności lecz dlatego że okrucieństwa są popełniane w wielkiej skali”. Co do walk gladiatorów w każdym mieście: „cóż można uznać za bardziej nieludzkie, bardziej rewolucyjne? Szkoli się ludzi by uzyskali siłę do mordowania a mord stanowi tytuł do chwały (…) Żywi ludzie są przystrajani na dobrowolną śmierć. Nieszczęśni chełpią się własną niedolą. Walczą z dzikimi zwierzętami nie dlatego że popełnili przestępstwo lecz z powodu swego szaleństwa. Ojcowie patrzą na swych synów, brat wchodzi na arenę a siostra jest w pobliżu. I choć bardziej spektakularny pokaz podnosi opłatę za wstęp, jednak, co jest hańbą, nawet matka zapłaci tę podwyżkę by być świadkiem swego własnego nieszczęścia.”

„Zwróć teraz swą twarz ku zarazie różnych widowisk, które również należy potępić: w teatrach dostrzeżesz również to co przyniesie ci boleść i wstyd. To tragiczny koszmar, który sprzedaje wierszem zbrodnie dawnych czasów (…) Ponadto, w pantomimie poprzez uczenie haniebnych rzeczy widzowi albo przypomina się co czynił wcześniej potajemnie albo pokazuje co może uczynić. Nierządu uczy się poprzez oczy (…) Matrona, która być może przyszła na sztukę jako niewiasta skromna wraca z niej jako nieczysta. Ponadto, jakąż degradacją moralności, jakim bodźcem do obrzydliwych czynów, jakim pożywieniem dla grzechu, jest zanieczyszczenie przez aktorskie gesty, oglądanie, wbrew przyrodzonemu prawu i przymierzu, ciągłego nieczystego zdeprawowania! Mężczyźni podlegają zniewieścieniu a cała męska duma i wigor ulegają feminizacji ku hańbie ich osłabionych ciał a najbardziej podoba się tam ten, który najbardziej przemienił mężczyznę w niewiastę (…) Czy ten, który takie rzeczy ogląda może mieć zdrowy umysł lub być skromny?” Lubieżne i zdegenerowane występki przedstawiane na scenie były powszechnie naśladowane w prywatnym życiu, więc dodał: „życie publiczne było powszechnie nieuczciwe: sędziowie sprzedawali swe wyroki, kradzieże, fałszerstwa i oszustwa były wszędzie dokonywane i kryte: „prawo zaś porozumiało się z przestępstwami”.

Bogaci pragnęli więcej bogactw a znajdowali jedynie więcej nieszczęść, lękając się rabunku, morderstw, procesów, zemsty. Zamożny człowiek nie był ani przy stole ani podczas snu bezpieczny. „Wzdycha podczas uczty choć pije ze zdobionej klejnotami szklanicy a kiedy luksusowe łoże przyjmuje w swe uginające się łono jego napchane po uczcie ciało, leży bezsennie przygnębiony. I nie dostrzega biedny nieszczęśnik że te rzeczy są jedynie złoconymi torturami, że więzi go jego własne złoto, że jest niewolnikiem własnego luksusu i bogactwa a nie ich panem (…) Nie okazuje szczodrości podwładnym, nie dzieli się z ubogimi. A mimo to tego rodzaju ludzie nazywają swymi własnymi pieniędzmi to czego strzegą z takim zazdrosnym trudem (…) Ich posiadanie ogranicza się tylko do tego, że są w stanie powstrzymać innych ludzi od zawładnięcia tymi rzeczami!”

Cyprian, dzięki Bogu, przeszedł już przez to wszystko. Wyzbył się swego nadmiernego bogactwa i ciężarów: był wreszcie wolny w wolności Chrystusa. Zmienił się tak bardzo, że katolicy z Kartaginy, wedle zwyczaju wczesnego Kościoła, zaczęli domagać się publicznie by został wyświęcony na kapłana a kiedy zmarł jego przyjaciel Biskup Donat, pradawne ulice rozbrzmiały okrzykiem: „Tascjusz biskupem! Tascjusz Cyprian Biskupem!”

Cyprian odmówił przyjęcia zaszczytu. Tłum wtargnął do jego domu by go do tego przymusić. Wyskoczył z okna aby uciec ale pochwycili go na ulicy i nieśli na ramionach, obwieszczając że nie chcą innego biskupa. Mimo niewielkiej mniejszości, która z jakiegoś powodu była temu przeciwna – nieuczciwemu klerykowi Felicissimusowi, przebiegłemu i ambitnemu kapłanowi Nowatowi oraz kilku innym – Cyprian został wybrany przez powszechną aklamację. Konsekrowano go w roku następnym, Roku Pańskim 249, tuż przed tragicznymi i chwalebnymi wydarzeniami.

Spoglądając na swą owczarnię ze swej nowej godności miał wszelkie powody by obawiać się odpowiedzialności jaką na niego nałożono. Było widoczne nawet dla ludzi mniej od niego uduchowionych, że coś złego dzieje się w Kościele. Katolicy w Kartaginie byli owszem liczni i dumni wyraźnie ze swej ilości, lecz, podobnie jak ich bracia w innych krajach, cierpieli na dolegliwość, której wierni będą poddawani w różnych okresach i miejscach aż do końca świata a jej imię to dobrobyt. Od 37 lat, od śmierci Septimusa Sewera w roku 211, nie było w całym Imperium prawie w ogóle prześladowań. Ponad tuzin cesarzy, którzy rządzili od Marka Aureliusza – nawet rzeźnik Karakalla i obsceniczny czciciel słońca Heliogabal, ubierający się jak kobieta – patrząc ogólnie, okazywali wielką tolerancję chrześcijanom. Dwór Sewera Aleksandra (222-35) był nimi wypełniony. Katolicy o rozumie politycznym uważali to za coś cudownego. Ich zimne, oziębłe serca rozgrzewała myśl o biskupie chodzącym do pałacu Cezara jako stałym tam bywalcu. W następstwie jednak nazbyt wielu wyznawców Chrystusa pogodziło się z rosnącą zażyłością z owym światem, przed którego uporczywą wrogością On sam przestrzegał. A świat, jak to zwykle świat, aż nazbyt chętnie składał im pocałunek powolnej śmierci duchowej. Powoli wracali do bardziej niegodnych obyczajów hord pogańskich, na próżno próbując pogodzić je z życiem chrześcijańskim.

Katolicy z Kartaginy, o których upadku czytamy na Cyprianowych stronicach, mogli być nawet gorsi niż ci w Rzymie, Grecji i wszędzie indziej – lecz przypuszczalnie niedużo gorsi. Ich niewiasty – nie wszystkie lecz zbyt wiele – odziewały się jak czynili to poganie. Z jego traktatu O ubiorze panien dowiadujemy się że malowały wokół oczu czarne koła, smarowały swe policzki różem bądź żółtym pudrem, farbowały włosy na płomienny kolor, nosiły krzykliwe kolczyki, wymyślne łańcuszki na rękę i naszyjniki oraz złote obręcze na kostkach u nogi. Zbyt wielu chodziło na owe pogańskie uczty weselne, gdzie rozmowy i zachowanie pijanych gości były bardziej właściwe dla burdelu niż domu oraz pantomimy, które nie tylko sugerowały, lecz odtwarzały najnikczemniejsze zepsucie czy też do tych łaźni publicznych, gdzie mężczyźni i kobiety baraszkowali razem nago w wodzie. Nie było też czymś niezwykłym dla księży, zwłaszcza żonatych, że powiększali swe szczupłe dochody, angażując się w prywatne interesy. Wielu duchownych i świeckich zapomniało, że zostali odkupieni krwią Chrystusową aby nie byli podobni innym, lecz od nich różni, by byli solą ziemi i uważali się za szczęśliwych „gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą, i złorzeczyć wam będą, i zniesławiać imię wasze jako złe, dla Syna Człowieczego” lecz „ biada wam, bogaczom (…) biada, gdy o was ludzie dobrze mówić będą” (Łk 6, 22-26). Najwyraźniej jakiś mocny cios był potrzebny od czasu do czasu aby przywołać dzieci światła z jaskiń rozpusty do rzeczywistości duchowej. Jeden z nich miał spaść na trzodę nowego arcybiskupa Kartaginy.

Nastąpił on około roku 249 wraz wyniesieniem do cesarskiej purpury Gajusza Mesjusza Kwintusa Trajana Decjusza. Ów przeciętny żołnierz i zdolny zarządca uważał że niszczące, odśrodkowe siły działające w Imperium należy powstrzymać i odwrócić poprzez reorganizację. Trafnie rozeznając związek między religią a moralnością, błędnie przyjął że sposobem na przywrócenie moralnej żywotności i zdrowia rzymskiego życia był powrót do kultu starożytnych bogów. Jedyną widoczną przeszkodą było istnienie znacznej mniejszości chrześcijańskiej, która, jak każdy wiedział, nie mogła być zmuszona ani przekonana do adoracji pogańskich bóstw. Posiadający silną wolę Decjusz zdecydował zatem że chrześcijaństwo (jedna siła, która mogła doprowadzić do realizacji jego celów, choć o tym nie wiedział) musi zostać całkowicie wyeliminowane. Nie był on okrutnym fanatycznym potworem choć taki jego obraz nakreślono. Był jedynie przekonany, wskutek chłodnej politycznej kalkulacji, że dobrobyt ludu jego Cesarstwa wymagał śmierci wszystkich przywódców osobliwej sekty oraz nawrócenia się przez chrześcijańskie masy do starożytnych bogów. Zarządził zatem by wszyscy biskupi i kapłani zostali od razu zabici – bezwarunkowo. Wszyscy świeccy chrześcijanie musieli wykazać swą lojalność wobec kultu państwowego, ofiarując bogom dwa ziarna kadzidła bądź zapłacić śmiercią. W końcu, czym były dwa ziarnka kadzidła?

Cios spadł tak nagle, że wielkie masy rozluźnionych i skłonnych do kompromisu chrześcijan nie były w stanie go wytrzymać. Tysiące z pewnością wytrwało i przyłączyło się do swych biskupów i kapłanów, znosząc najokrutniejsze męki i najstraszliwszą śmierć zamiast wyprzeć się Chrystusa. Kolejne tysiące uciekło w góry i na pustynie by żyć w chatach i jaskiniach zanim burza przeminie – zwłaszcza w Egipcie, gdzie prześladowania Decjusza przyniosły następstwa, jak zobaczymy, bardzo odmienne od jego oczekiwań. Jednakże najsmutniejszy rozdział został zapisany przez tysiące tych, którzy albo oddali cześć bożkom albo udawali że tak czynią by ocalić własne życie. Na każdego męczennika i uciekiniera przypuszczalnie przypadał jeden z takich nieszczęsnych apostatów. Stworzyło to dla Kościoła olbrzymi, całkiem nowy problem. We wszystkich częściach Cesarstwa musiał rozważyć co uczynić z tymi, którzy złożyli ofiarę (sacrificati), tymi, którzy palili kadzidło (thurificati) oraz tymi, którzy przekupili sprzedajnych urzędników cesarskich by wydali im poświadczenie że zastosowali się do rozkazu, nawet jeśli tego nie uczynili. tych nazywano libellatici a dobrzy chrześcijanie uważali ich za równie winnych.

Gdy edykt Decjusza dotarł do Kartaginy na początku roku 250 przyniósł tam podobne skutki. Wielu uciekło w góry lub na pustynię, lecz wielu innych pospieszyło złożyć ofiarę: spalić kadzidło lub kupić zaświadczenia. Ich pasterz został publicznie obwiniony jako „Cecyliusz Cyprian, Biskup chrześcijan” i został skazany na śmierć jako nieprzyjaciel bogów i Cesarza. Ponownie mamy tu do czynienia z tym samym oskarżeniem, które uczyniono przeciw Chrystusowi! Tłumy agresywnych bałwochwalców wypełniły ulice, wołając o krew ofiary. „Rzucić Cypriana lwom!” – krzyczeli. Potem wielu z nich, szydząc, przekręciło jego imię z Cyprianos w „Coprianos” co oznacza gnój. „Rzucić brudnego lwom!” – wołał tłum – „Śmierć gnojowi!”

Cyprian uciekł się jak zwykle do modlitwy. Czy ma czekać na aresztowanie przez żołnierzy cesarskich czy wyjść śmiało i sam się wydać w ich ręce? Według jego własnej relacji miał wizję, w której Pan powiedział mu by wyszedł z miasta i ukrył się na pustyni aż burza przeminie. Gdyby go teraz zabito nie miał by kto zreorganizować i zreformować katolików w Kartaginie zaś Wiara mogłaby zniknąć z Afryki. Czyż sam Jezus nie uciekał niejednokrotnie przez prześladowcami, bo Jego czas jeszcze nie nadszedł? Cyprian wstał z klęczek i oddalił się.

Choć powszechnie uważano w Rzymie i wśród jego własnej owczarni, że poddał się tchórzostwu, należy powiedzieć że wypadki jakie nastąpiły potwierdziły jego wersję. Ze swego miejsca ukrycia zaczął od razu z wielką energią wykonywać nakazy jakie otrzymał w swej wizji. Wyznaczywszy komitet, który miał zarządzać Kościołem pod jego nieobecność, wezwał ich by prowadzili pobożne życie, nawiedzali chrześcijan w więzieniu i codziennie przyjmowali Eucharystię. Wydał swym kapłanom staranne instrukcje dotyczące upadłych braci, którzy złożyli ofiarę bożkom lub udawali że tak czynią by ocalić życie. Mieli zostać dopuszczeni ponownie do Komunii dopiero po odbyciu pokuty i daniu dowodów prawdziwego żalu. Surowo ukarał pewnego Gajusza i innych kapłanów, którzy byli w tym zakresie zbyt łagodni, cytując przeciw nim słowa Świętego Pawła: „Ten kto spożywa lub pije niegodnie będzie winny Ciała i Krwi Pańskiej” oraz pozbawiając ich dochodów.

Gdy Cyprian wrócił do Kartaginy ze swego trwającego 14 miesięcy pobytu na pustyni, zastał Kościół właściwie wolny od prześladowań, lecz zagrożony znacznie poważniejszym niebezpieczeństwem wewnętrznej niezgody. Jego dawni wrogowie Nowatus i Felicissimus skorzystali z jego nieobecności by zorganizować schizmę przeciw niemu. Ów Nowatus miał być prawdziwym ościeniem w jego ciele w nadchodzących latach. Był on złym księdzem, nie budzącym zaufania, pozbawionym skrupułów, nieuczciwym i skłonnym do zwady. Miał reputację okradania wdów i sierot oraz człowieka, który pozwolił by jego stary ojciec umarł z głodu i został pochowany z datków dla przybyszów. Biskupi i duchowieństwo nie lubili go i nie szanowali. Jedynie prześladowanie Decjusza ocaliło go od procesu o herezję i być może ekskomuniki. Dla takiego człowieka i jego wspólników (diakona Felicissimusa i pięciu kapłanów) powrót Biskupa Cypriana do Kartaginy nie zwiastował niczego dobrego. Szukając pretekstu by go potępić, znaleźli go w jego surowości wobec upadłych, co do których nakazał rok pokuty przed pojednaniem i zgromadziwszy się w górskiej wiosce wysłali zaproszenie do apostatów by się do nich przyłączyli i zostali przywróceni do Komunii bez żadnych kłopotliwych formalności. Cyprian stawił odważnie czoło wyzwaniu, organizując synod, na którym ogłoszono ekskomunikę Nowatusa i innych przywódców.

Wówczas herezjarcha uciekł do Rzymu. Pojawił się tam w czasie najsposobniejszym dla człowieka o jego talencie do intryg i siania waśni. Stolica Piotrowa była od zamordowania w styczniu roku 250 św. Fabiana pusta. Papież ten wybrany jeszcze jako świecki, gdy siadła na nim podczas konklawe roku 236 gołębica, należał do pierwszych ofiar okrutnego edyktu Decjusza. Kiedy wreszcie chrześcijanie ośmielili się znów gromadzić by wybrać jego następcę pod nieobecność cesarza, zgodzili się na osobę Korneliusza, świątobliwego rzymskiego kapłana, który zarządzał Kościołem podczas bezkrólewia. Jednym z jego zadań było przywrócenie do Komunii tych, którzy upadli podczas prześladowania. Był on wykonując powyższe bardziej łagodny do tej pory niż arcybiskup Kartaginy. I podobnie jak Cyprian został oskarżony przez Nowatusa o nadmierną surowość Korneliusz został oskarżony o karygodne zaniedbanie przez innego intryganta – pewnego Nowacjana.

Człowiek ów był filozofem stoikiem, który podczas niebezpiecznej choroby przyjął chrzest o wątpliwej ważności. Podczas prześladowań był podejrzanie nieobecny na zgromadzeniach chrześcijan. Teraz ukrywał własną słabość pokazem wielkiej surowości wobec innych. Stanąwszy na czele sekty znanej jako nowacjanie czy też katarzy (czyści, purytanie) znalazł trzech biskupów skłonnych do przybycia za wynagrodzeniem do Rzymu i konsekrowania go na biskupa. I tak stał się pierwszym ze znanej linii antypapieży, którzy mieli od czasu do czasu wprowadzać podział, zamęt i zniszczenie w Kościele. Do drzwi tego człowieka a nie Korneliusza jakaś niejasna duchowa bliskość zaprowadziła Nowatusa, gdy ów przybył z Afryki pełen gniewu na Cypriana. A ponieważ wahadło herezji łatwo przesuwa się z jednego ekstremum w drugie, niedługo potem chętnie głośno naśladował gromy Nowacjana przeciw tym samym apostatom, dla których żądał miłosierdzia w Kartaginie. Odpowiedzią Papieża było zwołanie synodu sześćdziesięciu biskupów, którzy ekskomunikowali herezjarchę i potwierdzili kanony dotyczące pojednania pokutujących apostatów po stosownej pokucie.

Cyprian, pisząc z Afryki, serdecznie pogratulował Korneliuszowi. Udało mu się przedstawić swą sprawę wielu z 46 kapłanów w Rzymie i znalazł pociechę, gdyż przyjęli jego wyjaśnienia ucieczki z Kartaginy. Ze swej strony pomagał im w ich konflikcie z Nowacjanem, potępiając go jako „dezertera z Kościoła, wroga wszelkiej łagodności, zabójcę pokuty, nauczyciela pychy, deprawatora prawdy i niszczyciela miłości”. Aby przeciwstawić się wpływowi Nowacjana i Nowatusa w Italii i Afryce napisał żarliwe zdania najsłynniejszego ze swoich traktatów: De unitate Ecclesia. „Bóg jest jeden – pisał – i Chrystus jest jeden, i Jego Kościół jest jeden, i jedna jest Wiara, zaś lud łączy się w substancjalnej jedności ciała przez spoiwo zgody”. Owa jedność Mistycznego Ciała została wyraźnie zamierzona przez Chrystusa kiedy powiedział: „Ty jesteś Piotr (Opoka) i na tej opoce zbuduję Kościół mój a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie daję klucze Królestwa Niebieskiego”. Ponadto, powiedział z naciskiem: „Ten kto nie jest ze Mną jest przeciwko Mnie a ten kto ze Mną nie zbiera, rozprasza”.

Heretycy, mówił Cyprian, byli gorsi od upadłych albowiem zgrzeszyli więcej niż raz zranili oprócz siebie także innych. Święty Jan Apostoł mówił stanowczo i ze smutkiem: „Od nas wyszli lecz do nas nie należą, albowiem gdyby do nas należeli pozostaliby z nami” (1 J 2,19). Bóg dopuścił ich odejście aby światło wiary prawdziwych chrześcijan mocniej zajaśniało lecz heretyk nie zachowywał prawdziwej wiary i nie miał udziału w nagrodzie Chrystusowej albowiem porzucił Kościół Chrystusowy. „Jest obcym, wyrzutkiem, nieprzyjacielem. Nie może mieć już Boga za swego Ojca ten kto nie ma Kościoła za matkę. Gdyby ktoś mógł się ocalić poza arką Noego ocaliłby się ten poza Kościołem”. Chrześcijanie powinni się radować gdy źli ludzie opuszczają trzodę „aby ze swą zaciekłą i trującą zarazą nie czyhali na gołębie i owce Chrystusowe”. I powinni takich odrzucać i unikać, i uciekać od nich, albowiem byli oni zepsuci i w grzechu. Św. Paweł powiedział nam by odrzucić wszystkich braci, którzy kroczą nieuporządkowanie „i nie za tradycją jaką otrzymali od nas”, Apostołów. Za czasów apostolskich przypominał swej owczarni „rzesza tych, którzy uwierzyli była jednego serca i jednej duszy”, i modliła się „jednym umysłem, sprzedając swe domy i oddając zyski ubogich”. Teraz nie dawali nawet dziesięciny ze swego dziedzictwa. „Pan mówi dajcie. Kupujemy i powiększamy nasz dobytek. I tak żywotność wiary przygasła pośród nas, tak siła wiernych osłabła”. Czy Chrystus znajdzie jakichkolwiek wierzących gdy przyjdzie ponownie? Kończył poruszającym wezwaniem by trzymać swe biodra przepasane a lampy płonące w dłoniach, gotowi Go przyjąć gdy przybędzie.

Cyprian był płodnym i przedsiębiorczym pisarzem raczej solidnym niż błyskotliwym. Podczas gdy praktykowanie Wiary stopniowo oczyściło jego umysł i serce, pompatyczne i pedantyczne słownictwo jego listu do Donata, traktatu o próżności tego świata napisanego tuż po jego nawróceniu, ustąpiło przed poważną i szlachetną elokwencją, wielce chwaloną, mimo pewnych kolokwializmów afrykańskich, krytykowanych przez Laktancjusza i św. Hieronima. Większość jego dzieł to homilie nakierowane na jakiś bezpośredni cel moralny: poruszający dyskurs O Modlitwie Pańskiej, O Zazdrości i Zawiści, O próżności bożków, O zaletach Pokuty, O Jałmużnie i Dobrych Uczynkach, O Upadłych. Ten ostatni traktat napisany tuż po jego powrocie z wygnania do Kartaginy nalegał na pokutę przed pojednaniem i głosił, że kapłani udzielający Komunii apostatom przed ich uprzednim wypróbowaniem, nie przysłużyli się tym, którzy „wracając od ołtarza diabła z rękami cuchnącymi od krwi złożonych ofiar zbliżają się do najwyższych tajemnic”.

Jego trzy księgi Świadectw przeciw żydom nie stanowiły ataku na żydów, lecz raczej naśladowały linię św. Justyna, wzywając błądzących do usunięcia prawdziwej przyczyny tak zwanego żydowskiego problemu jeśli chodzi o uznanie Chrystusa. Lud wybrany wpadł pod ciężką rękę Boga, pisał Cyprian, albowiem odeszli od Niego, służył bożkom i kamienował na śmierć Proroków, nie zrozumie także Pisma dopóki nie uwierzy w Pana Jezusa. Chrześcijanie zajęli ich miejsce jeśli chodzi o łaskę i upodobanie Boga zaś poganie przed żydami dojdą do Królestwa Niebieskiego. Jednakże ci ostatni mogą znaleźć wybaczenie swych grzechów jeśli „zmyją krew zabitego Chrystusa we Chrzcie Chrystusowym”. Jednakże Świadectwa to nie tylko powyższe. Dzieło stanowi kompendium doktryny chrześcijańskiej, w tym eschatologii. Podobnie jak większość wczesnych chrześcijan Cyprian spodziewał się rychłego nadejścia męża grzechu, który zamieni całą ziemię w pustynię.

Wielokrotnie uderzał w żądzę pieniądza zaś w sławnym traktacie O Ubiorze Panien wyśmiewał twierdzenia bogatych niewiast chrześcijańskich, że muszą żyć według środków jakie powierzył im Bóg. „Niech wiedzą przede wszystkim, że bogata jest ta, która jest Bogiem bogata (…) Mówicie że jesteście zamożne i bogate. Niech ubodzy tak uważają, niech potrzebujący czują że jesteście bogate. Oddajcie swą majętność Bogu. Nakarmcie Chrystusa”. Jeśli chodzi o wyszukane kosmetyki owej epoki: „Bóg nie uczynił owiec szkarłatnymi ani purpurowymi ani też nie nauczył soków ziół i wydzielin skorupiaków aby farbowały i barwiły wełnę, ani też nie uszykował naszyjników z kamieniami osadzonymi w złocie oraz perłami umieszczonymi w tkaninie bądź w obfitym łańcuchu, pod którym ukrywacie szyję jaką uczynił (…) Czy Bóg chciał by w uszach wykonywano otwory? Wszystko co istnieje jest dziełem Bożym, wszystko co jest zmieniane jest dziełem diabła. Jako zły zwiastun przyszłości zaczynacie od farbowania włosów na płomienny kolor. Czy nie boicie się, pytam was, że gdy nadejdzie dzień zmartwychwstania wasz Stwórca was nie pozna? (…) I nie odwróci się od was i powie: to nie moje dzieło, to nie mój obraz? Skaziliście waszą skórę fałszywymi medykamentami, zmieniliście wasze włosy kolorem cudzołożnic, waszą twarz objęło gwałtownie w posiadanie kłamstwo, wasza figura jest skażona, wasz wygląd wyglądem innego. Nie dostrzegacie Boga albowiem wasze oczy nie są oczami tych, które uczynił Bóg, lecz tych, które zepsuł diabeł. Podążyliście za nim. Naśladujecie czerwone, malowane oczy węża. Zatem skoro stroicie się według mody waszego wroga wraz z nim i przez niego w ogień pójdziecie”.

Podobnymi słowami, które jego kapłani nieśli we wszystkie zakątki diecezji dobry biskup przeprowadził wielką reformę obyczajów, moralności i praktyki Wiary. Dzieło to zostało ukończone na czas albowiem choć Decjusz nie żył, diabeł dalej działał zaś Cyprian został przestrzeżony w wizji, że jeszcze gorsze nieszczęście ma spaść na głowy chrześcijan. „Nadchodzi burza – pisał do papieża Korneliusza – którą rozwścieczony wróg wkrótce ogłosi przeciw nam. Walka nie będzie podobna do ostatniej, lecz ostrzejsza i nie do zniesienia. To nam właśnie objawiono z góry”. Był tak przekonany o prawdziwości swych objawień, że pospieszył teraz by przyznać odpust zupełny wszystkim pozostałym upadłym, którzy szczerze pragnęli pojednania z Kościołem, tak by mogli zostać umocnieni świętym Ciałem i Krwią Chrystusową w obliczu nadchodzącej próby. „Jakże będą mogli umrzeć za Chrystusa, skoro odmawiamy im Krwi Chrystusowej?” pytał. „Jak przygotujemy ich na picie kielicha męczeństwa jeśli najpierw nie dopuścimy ich do Kielicha Pana?”

To Wielka Zaraza lat 250-62 przygotowała dramat, którego się obawiał. Najpierw pojawiła się ona za rządów Decjusza w Etiopii, potem tajemnicza choroba rozprzestrzeniła się na Wschód, niszcząc armie Waleriana w Persji, wreszcie, położywszy kilka tysięcy we wszystkich częściach Imperium, pojawiła się w najbardziej śmiercionośnej swej formie w Kartaginie. Powodowała ona osłabienie, zapalenie krtani i ból gardła, gorąco we wnętrznościach, drgawki brzucha, czerwoność oczu, wymioty, zaburzenia słuchu i wzroku oraz, w licznych wypadkach, śmierć w ciągu kilku godzin. Całe rodziny zostały unicestwione. Ulice były puste poza rozkładającymi się zwłokami, gnijącymi bez wyrazu w drzwiach domostw, podczas gdy poganie, którzy przeżyli uciekali panicznie od żon, mężów, rodziców, dzieci, bądź wyrzucali umierających za drzwi, jakby mogli przegonić wraz z nimi śmierć! Domy plądrowano. Gnijące trupy leżały niepochowane na ulicach. Pozostała tylko rozpacz i odór śmierci.

Owa zaraza stanowiła test pracy Cypriana i wypadł on dobrze. Spokojny, pewny, pomysłowy, zgromadził swój lud przy pierwszym wybuchu paniki i przypomniał mu, że jako chrześcijanie, odkupieni Krwią Chrystusową, powinni wykazać więcej odwagi i samoopanowania niż ci, którzy Go nie poznali. Niech zatem pozostaną w domach, troszczą się o krewnych i przyjaciół, także o obcych a zwłaszcza o nieprzyjaciół, albowiem tak nauczał. A jeśli, tak czyniąc, zmarliby od zarazy, cóż z tego? Dlaczego chrześcijanie powinni obawiać się śmierci? – pytał w swym traktacie O śmiertelności. Czy nie powinni raczej ją przyjąć jako bramę do szczęśliwości wiecznej w obecności Boga? „Do tej wspaniałej społeczności błogosławionych i Chrystusa, który jest jej głową pospieszmy, bracia moi, na skrzydłach pragnienia i świętej miłości”. Umocnieni jego słowami i przykładem jego kapłani w większości wytrwali i ryzykowali codziennie swe życie w całkowitym wyzbyciu się samego siebie, podczas gdy zamożni świeccy rozdawali jałmużnę chorym, żywiąc bezdomnych, chowając umarłych, pocieszając tych co przeżyli. Jedynie chrześcijanie zachowali zdrowy rozsądek w tym całym szalonym świecie. Ich pogańscy bliźni byli pod wrażeniem i wielu się nawróciło.

Tymczasem Gallus, zabójca Decjusza i jego syna, sięgnął po cesarską purpurę. Zastanawiając jak przywrócić w wyniszczonym Imperium publiczne zaufanie, nowy cezar sięgnął po zły przykład Nerona. Zawsze było wygodne obwinienie wyznawców Chrystusa. Obwieścił że zaraza dosięgła lud z powodu gniewu bogów albowiem chrześcijanie odmówili oddawania im czci. „Śmierć chrześcijanom!” – stary okrzyk rozbrzmiał ponownie na ulicach kolejnych pogańskich miast. „Rzucić chrześcijan lwom!” I tak rozpoczęło się prześladowanie jeszcze krwawsze i bardziej gruntowne niż to Decjusza. Jak zauważył Cyprian chrześcijańskich heretyków pozostawiono nie niepokojonych – jak mówił: diabeł nie miał się czego od nich lękać, bo już do niego należeli. Jednakże katolików wszędzie aresztowano, biczowano, bito, poddawano torturom, przypalano żywcem, ścinano im głowy mieczami, przebijano włóczniami, rwano na kawałki rozżarzonymi do czerwoności szczypcami, palono na stosie, rzucano na arenie dzikim zwierzętom, męczono powoli i boleśnie przy pomocy nowych narzędzi wymyślonych w tym celu. Gallus nie zadowolił się tak jak Decjusz krwią kapłanów i biskupów. Postanowił nie pozostawić żadnych żywych wierzących katolików. Jedną z jego pierwszych ofiar był Papież Korneliusz.

Dlaczego Cyprian nie poniósł śmierci w tym drugim prześladowaniu nie jest jasne. Najwyraźniej pozostał na swej stolicy, po cichu wieńcząc swe dzieło a podczas, gdy Papież uwięziony czekał na egzekucję, powinszował mu i przepowiedział że oboje poniosą męczeństwo za Chrystusa. Przebywał nadal w Kartaginie, modląc się, nauczając, pisząc, gdy cesarz Gallus został zamordowany w roku 254 przez własnych żołnierzy. W następnym roku wszedł w ostrą kontrowersję z Papieżem św. Szczepanem, który bronił przeciw niemu niezmiennego stanowiska Kościoła w kwestii ważności Chrztu prawidłowo udzielonego przez heretyków. Jednakże szybko zbliżał się czas upragnionej przez Cypriana nagrody i nadszedł dla niego wreszcie kiedy pozorny przyjaciel chrześcijan Walerian, gdy doszedł w roku 257 do władzy cesarskiej, stał się ich najbardziej bezwzględnym prześladowcą.

Cypriana aresztowano jak tylko edykt cezara dotarł do Kartaginy. Został zabrany przed radę prokonsula Afryki Azpazjusza Paterna, który przepytał go dość uprzejmie, jak się wydaje, a usłyszawszy że oświadczył, iż jest chrześcijaninem i biskupem oraz że będzie służył jedynie jedynemu prawdziwemu Bogu, skazał go na wygnanie w Kurubis. Była to wieś oddalona o około siedemdziesiąt kilometrów od miasta, na półwyspie wychodzącym w Morze Libijskie. Diakon Poncjusz opisał ją następująco „nędzna jeśli chodzi o położenie, ohydna jeśli chodzi o wygląd, bez zdrowej wody, przyjemnej zieleni i przylegającego wybrzeża, lecz z rozległymi porośniętymi skałami między niegościnnymi szczękami całkowitego pustkowia, daleko na bezdrożach świata”. Tam właśnie przybył Cyprian 13 lub 14 września Roku Pańskiego 257.

Następnej nocy, zanim zasnął, miał wizję, w której ujrzał młodzieńca niezwykłej postury, który dał mu do zrozumienia poprzez znaki, że nie umrze wtedy lecz dokładnie rok później. Serce Cypriana biło gwałtownie. Był rad z odwłoki, tak iż mógł uporządkować pewne sprawy, lecz był również zadowolony, że jego pragnienie śmierci za Chrystusa zostanie wreszcie spełnione. Tymczasem wieści o jego uwięzieniu rozeszły się w Kartaginie i ludzie różnego rodzaju ruszali do Kurubis by go zobaczyć. Niektórzy nakłaniali go do ucieczki i ofiarowywali schronienie. Cyprian odparł, że Bóg nakazał mu w jednej z wizji nie czynić tego, lecz czekać na nagrodę. Pouczając swych gości co do prawd Wiary, prosił ich by zdeptali świat i myśleli jedynie o chwale czekającej na niego i na nich po śmierci. I tak trwał, rozmawiając i myśląc jedynie o Bogu, jak ktoś powiedział: umierając każdego dnia tego roku.

Pewnego dnia posłaniec przyniósł mu list od Papieża Sykstusa z Rzymu, ostrzegający go że Walerian miał wydać nowe, jeszcze bardziej okrutnegvfv edykty przeciw chrześcijanom. Okazało się to prawdą. Także Sykstus okazał się jednym z tych, których zabito, 6 sierpnia roku 258. Cyprian dowiedział się z innego źródła, że cesarz przed wyruszeniem na wyprawę przeciw Persom, która miała się dla niego tak fatalnie skończyć, nakazał by wszyscy biskupi, kapłani i diakoni zostali bezlitośnie wymordowani. Cyprian był biskupem i był na to gotowy.

Gdy najnowszy edykt Waleriana dotarł do Kartaginy, Galeriusz Maksymus, który zastąpił Paternusa na stanowisku prokonsula posłał żołnierzy z Utiki by pojmali arcybiskupa, zaś sam udał się do wiejskiej rezydencji, którą miał około 10 kilometrów od miasta. Tam pewnego wrześniowego dnia doprowadzono Cypriana. Prokonsul był chory i przełożył przesłuchanie na kolejny dzień. Więzień został zabrany do domu dowodzącego oficera w kwartale zwanym Saturnowym między świątynią Wenus a świątynią Bezpieczeństwa Publicznego. Tam, gdy wieść się rozeszła, zebrał się wielki tłum chrześcijan i ciekawskich pogan, wielu z nich chciało spędzić całą noc na ulicy, na czuwaniu przed bramą domu prokonsula. Kiedy Cyprian się o tym dowiedział nakazał by szczególnie pilnowano młode dziewczęta i chroniono przed jakąkolwiek krzywdą. Jemu samemu tymczasem pozwolono wieczerzać z kilkoma jego bliskimi przyjaciółmi.

Wczesnym rankiem następnego dnia (14 września 258, dziś dzień ten jest obchodzony przez Kościół jako święto Podwyższenia Krzyża Świętego) silna straż zabrała arcybiskupa z domu oficera i zaprowadziła go po krótkim marszu do pretorium, podczas gdy szedł za nimi wielki tłum. Prokonsul niczym Piłat przed nim spóźnił się nieco, pojawiając na krześle sędziowskim a podczas tego opóźnienia pozwolono Cyprianowi zmieszać się z widzami. Rozmawiał ze starymi przyjaciółmi i pocieszał płaczących z jego powodu. Ktoś zaoferował mu siedzenie przykryte płótnem lnianym, w którym diakon Poncjusz ujrzał symbol godności biskupiej. Było gorąco zaś stary biskup pocił się mocno po forsownym marszu, lecz, gdy jeden z żołnierzy, upadły katolik, chciał mu podać suche szaty lniane, odmówił, zauważając uprzejmie, że wydarzenia tego dnia przypuszczalnie zaradzą tak drobnym dolegliwościom jak pocenie się. Wreszcie rozległ się szept i powstało poruszenie wśród ludzi albowiem pojawił się na miejscu sędziego blady i trzęsący się od choroby Galeriusz Maksymus, który wydał już potajemnie wyrok przeciw Cyprianowi. Kiedy przyprowadzono przed niego Cypriana powiedział: Czy ty jesteś Tascjusz Cyprian?

Jestem nim.

Uczyniłeś się ojcem tego świętokradczego ludu?

Jestem ich biskupem.

Najświętsi cesarze nakazali ci złożyć ofiarę.

Nie złożę jej.

Pomyśl o tym! – powiedział prokonsul nie bez uprzejmości.

Nie ma powodu do namysłu w tak oczywistej i sprawiedliwej sprawie – odparł cicho arcybiskup – Wypełnij co ci nakazano.

Galeriusz porozumiał się ze swymi doradcami a następnie z wyraźnym wahaniem (znów podobnie jak Piłat) zwrócił do więźnia i powiedział: Żyłeś długo w świętokradztwie, zgromadziłeś wokół siebie wielu wspólników w naruszających prawo zrzeszeniach. Uczyniłeś się wrogiem rzymskich bogów i ich świętej religii zaś nasi najpobożniejsi i najświętsi władcy Walerian i Gallienus – Augustowie oraz Walerian – najszlachetniejszy Cezar nie byli w stanie cię przywołać do spełnienia ich obrzędów. Skoro zatem okazało się że jesteś sprawcą i przywódcą haniebnych zbrodni staniesz się przykładem dla tych, których do siebie przyłączyłeś w swej niegodziwości: twa krew będzie stanowiła potwierdzenie praw.

Następnie odczytał z tabliczki wyrok: Tascjusz Cyprian zostanie ścięty mieczem.

Dzięki Bogu! – rzekł Cyprian. Nie mógł prosić o nic lepszego: został nazwany jak sam Pan bluźniercą i nieprzyjacielem Cezara! Jednakże Acta Proconsularia Sancti Cypriani, jedne z najbardziej autentycznych relacji naocznych świadków w swoim rodzaju, opowiadają resztę tej historii:

„Kiedy ów wyrok zapadł zgromadzeni bracia powiedzieli: Niech nam zetną głowy razem z nim! Z tego powodu powstał pośród nich tumult i wielki tłum poszedł za nim. Tak też wyprowadzono Cypriana na równinę Sekstusa a tam zdjął swój płaszcz i ukląkł, i skłonił się, zanosząc modlitwę do Boga. A kiedy zdjął swą dalmatykę i oddał ją swym diakonom, stanął w swej lnianej bieliźnie i czekał na kata. Gdy ów przyszedł Cyprian poprosił przyjaciół by dali mu dwadzieścia pięć sztuk złota. Bracia położyli przed Cyprianem lniane płótna a wówczas własną ręką zawiązał sobie oczy. Kiedy nie mógł zawiązać końców owej chusty kapłan Julian i subdiakon Julian zawiązali je dla niego.”

„Tak cierpiał błogosławiony Cyprian a jego ciało złożono w pobliskim miejscu by zaspokoić ciekawość pogan. Stamtąd zostało zabrane nocą przy świetle świec i pochodni, modlitwach i wielkim triumfem do grobowca prokuratora Makrobiusza Kandidiana, który znajduje się przy drodze do Mappali koło zbiorników. Kilka dni później Galeriusz Maksymus zmarł”.

Chwalebny Cyprianie, w którym widzimy jak nasza ludzka słabość stopniowo przemienia się w siłę Chrystusową, jakie dobro wynikło z tego cierpienia? Gdzież, pod piaskami pustyni, jest dokładne miejsce, gdzie stała Kartagina, dla której ludu oddałeś swą szyję pod miecz? To prawda, że po tobie Kościół w Afryce długo rozkwitał i wiele tysięcy dusz przeszło przez niego do nieba, jednakże w końcu (tak przynajmniej mówi nam mądrość tego świata) twoje miasto i cała Afryka przepadły z powodu tej samej otwartości umysłu, z której ty zostałeś uleczony. Albowiem letni i żądni wygód katolicy, zadowalając się zachowaniem swej w sposób niewidzialny słabnącej wiary i zapominając o nakazie swego Mistrza by iść i nauczać wszystkie narody, nie trudzili się by nawrócić Berberów z gór. I nadszedł dzień (697) kiedy ci Berberowie, gdy stali się fanatycznymi mahometanami, zstąpili na równiny i wycięli chrześcijan, paląc ich miasto tak doszczętnie że nie pozostaje z niego nic pod piaskami pustyni tam, gdzie wyrósł potem Tunis. Kartagina leży wraz z Kafarnaum i Betsaidą w ciszy nieprzeniknionego przeznaczenia. Cóż zatem, pyta mądry świat, z tego wszystkiego przyszło?

Oczywiście ów mądry świat jest krótkowzroczny. Nie można było przewidzieć, że w następnym, IV stuleciu święto św. Cypriana będzie obchodzone w Rzymie przy grobie jego przyjaciela i towarzysza w męczeństwie, Papieża Korneliusza czy też, że w IX wieku, za zezwoleniem Papieża Jana VIII, cesarz Karol Gruby przeniesie szczątki obu świętych do Compiegne by złożyć je w kościele i opactwie, które budował pod wezwaniem św. Korneliusza. I tam, w miasteczku przeznaczenia, gdzie miała zostać pojmana święta Joanna i szesnaście męczennic z Karmelu miało przygotowywać się na ich chwalebną śmierć, do dziś spoczywają kości Cypriana. Trzynaście stuleci po jego śmierci święty Tomasz Morus przypomniał i naśladował jego przykład, dając sztukę złota swemu katowi, zanim położył swą szlachetną głowę pod topór.”

podobne tematy:
Święty Cyprian z Kartaginy: o jedności Kościoła
O nazwie Mszy i powstawaniu rytu rzymskiego
10 sierpnia – św. Wawrzyńca Męczennika
Święci Kosma i Damian – 27 września
Leon XIII o Urzędzie Piotrowym i władzy pochodzącej z obowiązku
Euzebiusz z Cezarei: Historia kościelna – fragmenty (4)
1 tys.
V.R.S. udostępnia to

Życie zaczęło się dla Tascjusza Cypriana, gdy miał czterdzieści parę lat albo tuż po ukończeniu 50. Wypielęgnowany, przy tuszy, raczej jowialny, pompatyczny wykładowca retoryki, syn czołowego senatora Kartaginy, zawsze cieszył się wszystkim co można było kupić za pieniądze: bogatymi domami, wspaniałymi szatami, wybornym jedzeniem i winami, księgami i obrazami, dostatkiem niewiast...

941