majs majs
164. «NIE MA NĘDZY, KTÓREJ JEZUS NIE MÓGŁBY PRZEMIENIĆ W BOGACTWO»
Napisane 21 sierpnia 1944. A, 3372-3376
Maryja mówi:
«Mario, mówi do ciebie Matka. Mój Jezus mówił ci o dziecięctwie ducha,
koniecznym wymogu dla zdobycia Królestwa. Wczoraj ukazał ci stronicę Swego
życia Nauczyciela. Widziałaś dzieci, biedne dzieci. Czy nie ma tu nic więcej do
powiedzenia? Ależ tak. I Ja ci to mówię. Tobie, którą chcę uczynić coraz droższą
dla Jezusa. To odcień w obrazie, który przemawiał do twego ducha dla duchów
wielu [ludzi], a to odcienie czynią obraz pięknym. One ujawniają talent malarza
i mądrość obserwatora. Ja zwracam ci uwagę na pokorę Mego Jezusa.
Ta biedna dziewczynka w prostocie swej niewiedzy nie podchodzi z inną
[postawą] do grzesznika o skamieniałym sercu, jak do Mojego Jezusa. Ona
bowiem nic nie wie o Rabbim ani o Mesjaszu. Mniej nawet niż mała dzikuska.
Żyła bowiem na polach, w domu, w którym pogardzano Nauczycielem.
Faryzeusz Izmael gardził Moim Jezusem, nigdy więc nie słyszała o Nim ani nigdy
Go nie widziała.
Ojciec i matka – złamani wyczerpującą pracą, jakiej wymagał okrutny pan – nie
mieli czasu ani możliwości podnieść głowy znad ziemi, którą uprawiali. Być

782
może słyszeli krzyk “hosanna” w czasie sianokosów lub zbierając owoce i winne
grona, lub kiedy rozgniatali oliwki twardym kamieniem... Być może podnieśli na
chwilę spracowane głowy. Lecz lęk i utrudzenie sprawiały, że natychmiast
opuszczali głowy pod swym jarzmem. I umarli, myśląc, że świat był jedynie
nienawiścią i cierpieniem. Świat zaś, przeciwnie, był miłością i dobrem, odkąd
Mój Jezus kroczył po nim Swymi świętymi stopami. Umarli jako niewolnicy
bezlitosnego pana. Nie spotkali ani jeden raz spojrzenia i uśmiechu Mojego
Jezusa, nie usłyszeli Jego słowa, które dawało duchowi bogactwo, dzięki
któremu potrzebujący czuli się bogatymi, głodni – nasyconymi, chorzy –
zdrowymi, cierpiący – pocieszonymi.
Zauważcie, że Jezus nie mówi [do biednej dziewczynki]: “Ja jestem Panem.
Nakazuję ci więc: zrób to”. Jezus zachowuje anonimowość. I mała dziewczynka
– niewykształcona w takim stopniu, że nawet widząc cud na jabłoni
pozbawionej liści, która ma na jednej gałęzi mnóstwo owoców dla zaspokojenia
ich głodu – nie rozumie i nadal mówi do Niego: “panie”. Tak samo mówiłaby do
Izmaela, swego pana, oraz do okrutnego Jakuba. Czuje jednak, że przyciąga ją
ten dobry Pan, bo dobroć zawsze przyciąga. Ale nic więcej. Idzie za Nim ufnie.
Od razu instynktownie Go pokochała ta biedna dziewczynka, zagubiona w
świecie i w niewiedzy chcianej przez świat, “przez wielką liczbę możnych i
hulaków”, którzy chętnie trzymają w niewiedzy poddanych. Mogą ich wtedy
dręczyć z większą swobodą i wykorzystywać, kierując się większym skąpstwem.
Dziewczynka potem dowie się, kim był ten biedny jak ona “Pan”, który dał jej
cudowne owoce. [Biedny, gdyż był] bez domu i pożywienia, bez matki, bo
wszystko opuścił z miłości do człowieka, nawet dla tego małego człowieka,
którym była ona: biedna dziewczynka. On chciał jej sercu i wargom odjąć gorycz
i złość ludzką, która wywołuje nienawiść nieszczęśliwych do potężnych.
[Uczynił to dzięki] owocom Ojca, a nie kawałkiem suchego chleba,
ofiarowanego zbyt późno – chleba, który zawsze miałby dla niej smak
zawziętości i łez.
Zaprawdę jabłka te przypominały owoc Ziemskiego raju. Owoc, który zstąpipił
na gałąź dla Dobra i dla Zła, oznaczał uwolnienie z wszystkich nędz. Najpierw z
[nędzy] nieznajomości Boga dla dwojga sierot. Oznaczał też karę dla tego, który
– znając już Słowo – postąpił tak, jakby go nie znał. Dziewczynka dowie się
potem, kim jest Jezus, dzięki dobrej [Joannie], która ją przyjmie w imię Jezusa.
Dla niej wielokrotnie był Wybawicielem: od głodu, od niepogody, od
niebezpieczeństwa świata, od grzechu pierworodnego.
[Potem dziewczynka] zawsze widziała Jezusa w świetle tamtego dnia. Zawsze
ukazywał się jej już jako Pan dobry bajeczną dobrocią; Pan, który rozdawał
pieszczoty i podarki; Pan, który sprawił, że zapomniała o tym, iż nie ma ojca ani
matki, dachu i odzienia. On bowiem był dobry jak ojciec i łagodny jak matka. On
dał dom ich zmęczeniu i okrył ich nagość własną piersią i płaszczem Swoim oraz
tych, którzy z Nim byli.
To światło ojcowskie i słodkie nie zginęło pod potokiem jej łez nawet wtedy,
gdy dowiedziała się, że umarł umęczony na krzyżu; ani wtedy, gdy jako mała
wierna pierwszego Kościoła ujrzała, czym stało się oblicze jej “Pana” pod
razami i cierniami, i kiedy rozmyślała, jaki jest teraz w Niebiosach, po prawicy
Ojca. To Światło uśmiechnęło się do niej w jej ostatniej godzinie na ziemi,
prowadząc ją bez obawy ku jej Zbawcy. To światło nadal się jeszcze do niej
uśmiecha, niewysłowione w słodyczy, we wspaniałości Ra.
Jezus i na ciebie tak patrzy. Patrz na Niego zawsze jak twoja imienniczka z
przeszłości i bądź szczęśliwa z powodu Jego miłości. Bądź prosta, pokorna i
wierna jak biedna mała Maria, którą poznałaś. Zobacz, dokąd doszła, choć była
783
biedną małą: nic nie wiedzącą dziewczynką z Izraela. Doszła do Serca Boga.
Miłość objawiła się jej, tak samo jak tobie, i stała się mądrą prawdziwą
Mądrością.
Miej wiarę. Zachowuj spokój. Nie ma nędzy, której Mój Syn nie mógłby
przemienić w bogactwo. Nie ma samotności, której nie potrafiłby napełnić. Nie
ma uchybień, jakich On nie mógłby wymazać. Przeszłość już nie istnieje, kiedy
miłość ją niweczy. Nie ma nawet okropnej przeszłości. Masz się lękać ty, skoro
łotr Dyzma się nie bał? Kochaj, kochaj i niczego się nie bój.
Mama opuszcza cię ze Swoim błogosławieństwem.»
549