Roj

"Egzorcysta" i „tajemnica dobra”

Po obejrzeniu, po raz drugi po wielu latach, słynnego filmu "Egzorcysta" Friedkina z 1973 zastanawiałem się nad wymową śmierci jednego z bohaterów, ks. Karrasa. I znalazłem wyjaśnienie (ściślej: intencje scenarzysty) w głębinach internetu!

"W numerze magazynu „America” [należący do Jezuitów - moje] z 2 lutego 1974 r. redakcja poprosiła Richarda A. Blake’a SJ, ks. Roberta E. Laudera, Roberta Boyle’a SJ oraz długoletnią krytyczkę filmową magazynu, Moirę Walsh, o wypowiedź na temat filmu „Egzorcysta”, który po premierze kinowej 26 grudnia 1973 r. spotkał się z lawiną krytyki. Ojciec Blake stwierdził, że „wykorzystuje on symbole i obrazy chrześcijaństwa, nie zachowując ich głębokiego znaczenia”. Z kolei pani Walsh napisała: „Film mnie nie uraził… Byłam bardzo zadowolona ze sposobu, w jaki przedstawiono moich braci jezuitów”.

W swojej kolumnie „Of Many Things” Donald R. Campion SJ skomentował grono ekspertów, którzy pojawili się, by analizować film: „Zdecydowanie wolałbym, aby nie było dalszych komentarzy w telewizji ani nigdzie indziej, zwłaszcza ze strony zainteresowanych stron, na temat „prawdziwego” znaczenia filmu, książki, demonów, opętania czy egzorcyzmów”.

W numerze z 23 lutego 1974 r. redakcja zaprosiła Williama Petera Blatty'ego, autora powieści Egzorcysta i producenta filmu, do odpowiedzi na krytykę ze strony America. Artykuł ten został ponownie opublikowany w ramach specjalnego wydania z okazji 110. rocznicy powstania America."


(zapodaję najbardziej interesującą mnie część artykułu, całość tu: William Peter Blatty on why there is good in …):

"1. Temat – „tajemnica dobra” – może zostać niezrozumiany, ponieważ zakończenie powieści i filmu jest błędnie interpretowane (zwłaszcza w filmie). Oto, co się dzieje – przynajmniej zgodnie z moim zamysłem: ks. Karras zaprasza demona, by opętał jego zamiast dziewczyny. Demon – przegrywając właśnie przez to zaproszenie, ten akt miłości – zgadza się. Następnie demon, korzystając z ciała ks. Karrasa, wyciąga rękę, by udusić dziewczynę. Ojciec Karras walczy o odzyskanie kontroli; udaje mu się to; i w ciągu kilku chwil, które ma do dyspozycji przed tym, co wie, że będzie nieuniknionym i ostatecznym przejęciem jego ciała przez demona, robi jedyną rzecz, jaką może zrobić, aby ocalić życie dziewczyny (i życie wszystkich innych osób w domu): wyskakuje przez okno na ulicę poniżej i na pewną śmierć. Jak ks. Richard Blake doszedł od tego do wniosku, że „zakończenie jest fatalistyczną wiarą w przedostatni triumf mrocznych mocy”, pozostaje prawdziwą tajemnicą, której nie rozwikłałby nawet Charlie Chan. Nie mniej tajemnicze dla mnie, jako chrześcijanina, są narzekania ks. Blake’a na liczbę ofiar śmiertelnych w filmie oraz jego wniosek, że te zgony są triumfem zła. Ja, na przykład, przez te lata żywiłem złudzenie, że „lepiej stracić świat” niż ponieść utratę swojej nieśmiertelnej duszy. W swoim akcie miłości ks. Karras triumfuje. I wierzę, że został „zbawiony”. Ale z drugiej strony, ukończyłem Georgetown w 1950 roku. To był „stary” Kościół. A to jest nowy?

Podobnie jest z narzekaniem ks. Blake’a na „całkowitą bezskuteczność Kościoła i jego obrzędów”. Zakładam, że uważa on, iż egzorcyzm się nie powiódł. (W Piśmie Świętym oraz w praktyce uczniów Chrystusa zdarzało się to czasami). Pomija się jednak fakt, że „egzorcystą” z tytułu nie jest ks. Merrin, ale ks. Karras; a jego egzorcyzm – dzięki wierze i miłości – działa. Tak samo zadziałałby egzorcyzm ks. Merrina, gdyby tylko przeżył. Skuteczne zastosowanie rytuału często zajmuje miesiące. Ks. Merrin miał godzinę."

Przetłumaczono z DeepL.com (wersja darmowa)

482