majs majs

Maria Valtorta 22.

22. DODATKOWA PASCHA [por. J 20,30-31]
Napisane 23 kwietnia 1947 r. A, 12236-12248
Tym razem rozkaz Jezusa został wykonany dokładnie: Betania roi się od
uczniów. Widać ich bardzo wielu na łąkach i ścieżkach, w sadach i gajach
oliwnych Łazarza. Nawet te miejsca nie wystarczają na pomieszczenie tylu
ludzi, starających się nie wyrządzić szkód dobrom przyjaciela Jezusa. Wielu
przybyłych rozchodzi się wśród oliwek – po drogach, które prowadzą z Betanii
do Jerozolimy przez Górę Oliwną.
Bliżej domu znajdują się ci uczniowie, którzy byli nimi od bardzo dawna, dalej
zaś – inni i jeszcze inni: twarze mało znane lub całkowicie obce... Ale któż
mógłby teraz rozpoznać tyle twarzy i nazwać je po imieniu! Myślę, że są ich
setki. Od czasu do czasu jakaś twarz lub imię przypomina mi kogoś, kogo
widziałam wśród tych, którzy korzystali z dobrodziejstw Jezusa, zostali przez
Niego nawróceni, nieraz w ostatniej chwili. Przypomnienie sobie tylu twarzy i
imion oraz rozpoznanie ich przerasta możliwości mojej pamięci. To tak, jakbym
usiłowała poznać tych, którzy stali wzdłuż dróg, w tłumie, w niedzielę Palmową
lub w bolesny Piątek, w powodzi twarzy pokrywających kobiercem Kalwarię – w
większości wykrzywionych od nienawiści.

147
Z domu Szymona wciąż wychodzą albo wchodzą tam apostołowie. Krążą między
ludźmi, by utrzymać spokój lub odpowiedzieć na jakieś pytania. Pomaga im w
tym Łazarz i Maksymin. W domu Szymona okiennice na piętrze są otwarte. W
oknach widać twarze wszystkich uczennic, o włosach siwych lub ciemnych.
Wśród nich jaśnieją dwie jasne głowy: siostry Łazarza Marii i Aurei. Od czasu do
czasu jedna z nich wychyla się na zewnątrz, żeby popatrzeć, a potem się
wycofuje. Są tu wszystkie, rzeczywiście wszystkie uczennice: młodsze i starsze
– nawet te, które nigdy nie przychodziły, jak Sara z Afek w Dekapolu.
Na tarasie bawią się zgromadzone przez Sarę dzieci: wnuki Anny znad Meronu,
Maria i Maciej, mały Szjalem, wnuk Nahuma, niegdyś zniekształcony, dziś –
szczęśliwy i zdrowy. Są jeszcze inne [dzieci]. Stadka tych szczęśliwych ptasząt
pilnuje Margcjam i młodzi uczniowie: pastuszek z Enon i Jajasz z Pelli. Wśród
dzieci widzę także małego chłopca z Sydonu, który był ślepy. Można się
domyślić, że przyprowadził go ze sobą ojciec.
Zaczyna zachodzić słońce, pogodne, wspaniałe.
Piotr naradza się z Łazarzem i towarzyszami.
«Uważam, że dobrze byłoby odprawić ludzi. Co na to powiecie? Dziś również nie
przyjdzie, a wielu z tych ludzi powinno dziś spożyć małą Paschę» – mówi Piotr.
«Tak. Trzeba ich odprawić. Może Pan uznał, że lepiej dziś nie przychodzić. W
Jerozolimie zebrali się wszyscy ze Świątyni. Nie wiem, jak doszła do nich wieść
o tym, że On przychodzi, i...» – mówi Łazarz. Tadeusz nagle przerywa mu: «A
nawet jeśli tak jest? Cóż więcej mogą zrobić?»
«Zapominasz, że oni to oni – mówi Łazarz. – W tych słowach zawiera się
wszystko. Chociaż Jego samego nie potrafią już skrzywdzić, to mogą wyrządzić
wiele zła tym, którzy przyszli Go uwielbić. A Pan nie chce szkodzić Swym
wiernym.
A ponadto... Czy nie uważasz, że [u części] tych [tu obecnych] – zaślepionych
przez swój grzech i przez myśl, zawsze niezmiennie taką samą – nie ma, pośród
wielu sprzecznych ze sobą idei obecnych w ich głowach, i takiej, że Pan
zmartwychwstał w taki sposób, iż wcale nie umarł, lecz ocknął się sam lub przy
pomocy wielu? Wy nie wiecie, jaki okropny gąszcz zawikłanych myśli, jaka
plątanina, jaka burza rozmaitych przypuszczeń jest w nich. Wszystko po to,
żeby nie przyjąć prawdy. Można by rzec, że wczorajsi współwinowajcy są dziś
poróżnieni z tej samej przyczyny, z powodu której wczoraj trzymali się razem.
[Nawet] niektórzy [uczniowie] dali się zwieść ich wymysłom. Widzicie? Brakuje
niektórych uczniów...»
«Niech odejdą! Przybyli inni, lepsi – odzywa się Bartłomiej. – Z pewnością
pośród tych, którzy odeszli, trzeba szukać tych, którzy donieśli Sanhedrynowi,
że Pan będzie tu czternastego dnia drugiego miesiąca. Z powodu tego donosu
nie mają już odwagi przyjść. Cóż! Niech idą! Dość zdrajców!»
«Zawsze będziemy ich mieli, przyjacielu! Taki jest człowiek!... Zbytnio poddaje
się wrażeniom i naciskom. Nie powinniśmy się jednak lękać. Pan powiedział, że
nie powinniśmy się bać» – mówi Zelota. [Piotr odpowiada mu:]
«I nie boimy się. Kilka dni temu baliśmy się jeszcze. Pamiętacie? Sam ze
strachem myślałem o powrocie tutaj. Teraz wydaje mi się, że ten strach minął.
Zanadto jednak sobie nie ufam. Wy też nie ufajcie zbytnio waszemu Kefasowi.
Już raz pokazałem, że jestem z kruchej gliny, a nie ze spoistego granitu... A
więc dobrze, odprawimy zebranych. To do ciebie należy, Łazarzu.»
148
«Nie, Szymonie Piotrze, do ciebie. Ty jesteś głową...» – mówi życzliwie Łazarz i
obejmuje go ramieniem, popycha ku schodom i prowadzi na taras wieńczący
dom Szymona.
Piotr daje znak, że będzie mówił. Znajdujący się najbliżej uciszają się, ci zaś,
którzy są dalej, podchodzą szybko. Piotr czeka, aż zbliży się większa część
uczniów, po czym mówi:
«Mężowie z wszystkich części Izraela, słuchajcie! Zachęcam was do powrotu do
miasta. Słońce zaczęło zachodzić, więc odejdźcie. Jeżeli Pan przyjdzie, zrobimy
wszystko, żeby was zawiadomić. Niech Bóg będzie z wami.»
Wchodzi do wielkiej, przestronnej izby, gdzie wokół Dziewicy zgromadziły się
wszystkie najwierniejsze uczennice. Są tam również inne niewiasty, które
kochały Pana jako Nauczyciela, ale nie brały udziału w Jego wędrówkach. Piotr
siada w kącie i patrzy na Maryję, która uśmiecha się do niego.
Na zewnątrz ludzie dzielą się powoli na dwie grupy. Jedna pozostaje, druga –
wraca do miasta. Słychać głosy dorosłych, którzy wzywają dzieci, i wysokie
głosiki odpowiadające starszym. Potem hałas oddala się i cichnie.
«A teraz – mówi Piotr – i my także wyruszymy.»
«Ojcze, ale Pan powiedział, że mamy tu zostać!...»
«Ech, wiem! Ale, widzisz, nie przyszedł. A wyznaczył ten dzień...»
«Tak – mówi Maria z Magdali – i mój brat przygotował już dla was wszystko, co
potrzebne. A Marek, syn Jonasza, zaprowadzi was i otworzy wam. Ja też idę.
Pójdziemy wszyscy. Łazarz przygotował [ucztę] dla wszystkich.»
«A gdzież tylu ludzi spożyje wieczerzę?»
«Getsemani będzie Wieczernikiem. Wewnątrz domu – pokój dla tych, o których
Jezus mówił. Na zewnątrz, przy domu, stoją stoły dla innych. Tak sobie życzył.»
«Kto? Łazarz?» [– dopytuje się Piotr.]
«Pan» [– odpowiada mu Magdalena.]
«Pan? Ale kiedy przyszedł...»
«Przyszedł...
Łazarzem...»
Jakie
to
ma
znaczenie:
kiedy?...
Przyszedł
i
rozmawiał
z
«Wierzę, że przychodzi, a nawet – że przyszedł do każdego z nas, choć o tym
nie mówimy. Pragniemy zachować tę radość jak najdroższą perłę, którą boimy
się nawet pokazać, żeby nie straciła swego najpiękniejszego światła. Sekrety
Króla!..» – mówi Bartłomiej i patrzy na grupę uczennic-dziewic.
Te rumienią się, jakby je dotknął promień zachodzącego słońca. Rozpromienia
je duchowy płomień wielkiej radości. Maryja, Dziewica Dziewic – w białej
lnianej sukni, jak lilia odziana czystością – pochyla głowę i uśmiecha się bez
słowa. Jak bardzo przypomina w tym momencie młodą Dziewicę z [chwili]
Zwiastowania!
«To pewne... Nie zostawi nas samych, nawet jeśli nie ukaże się nam widzialnie.
To On wlewa w moje nędzne serce i w jeszcze nędzniejszy umysł pewne
myśli...» – wyznaje Mateusz.
149
Inni milczą... Spoglądają jeden na drugiego, wkładają płaszcze i badają się
nawzajem. Jednak już sama staranność, z jaką niektórzy usiłują, na ile się da,
zasłonić swoje twarze – by trzymać w ukryciu fale duchowej radości,
zakwitającej na myśl o tajemnych boskich spotkaniach – zdradza, że otrzymali
tę łaskę.
«Powiedzcie! – mówią inni – Nie będziemy o to zazdrośni! Nie będziemy też
nalegać, żeby się dowiedzieć. Ale umocniłaby nas nadzieja, że nie na zawsze
będziemy pozbawieni Jego widoku! Przypomnijcie sobie słowa Rafała do
Tobiasza: „Ukrywać tajemnice królewskie jest rzeczą piękną, ale godną
pochwały jest rozgłaszać i wysławiać dzieła Boże”. Anioł Boży ma rację!
Zachowajcie dla siebie sekret słów, które wam powiedział, ale wyjawcie Jego
stałą miłość do nas.»
Jakub, syn Alfeusza, patrzy na Maryję, jakby chciał otrzymać od Niej światło.
Kiedy ujrzał w Jej uśmiechu, znak zgody, mówi: «To prawda. Widziałem Pana.»
Nic więcej. Tylko tyle mówi. Dwaj inni, którzy się tak zakrywali – czyli Jan i
Piotr – nie wypowiadają ani słowa.
Wszyscy wychodzą grupkami. Na przedzie idzie jedenastu, potem Łazarz z
siostrami i uczennicami – z Maryją pośrodku. Na końcu – pasterze i wielu
spośród siedemdziesięciu dwóch uczniów. Kierują się ku Jerozolimie wyższą
drogą, prowadzącą do Ogrodu Oliwnego. Uszczęśliwione dzieci raz biegną
naprzód, a raz zostają w tyle.
Marek wskazuje ścieżkę, która omija Pole Galilejczyków i bardziej uczęszczane
obszary. Prowadzi bezpośrednio do nowego ogrodzenia Ogrodu Oliwnego.
Otwiera, przepuszcza wszystkich i zamyka... Uczniowie gawędzą między sobą.
Jeden z nich idzie zapytać o coś apostołów, szczególnie – Jana. Jednak ci dają
im znak, żeby poczekali, bo nie jest to czas na to, czego się domagają.
Wszyscy uciszają się.
Jaki pokój panuje w rozległym ogrodzie, którego najwyższe części całują
jeszcze ostatnie promienie słońca, najniższe zaś oliwki są już pogrążone w
cieniu! Słychać lekki szum wiatru w zielonosrebrzystym listowiu i wesoły śpiew
ptaków, które żegnają dogasający dzień.
A oto domek dozorcy. Na tarasie, służącym za dach, Łazarz kazał rozciągnąć
baldachim. Taras zamienił się w wieczernik na powietrzu, dla tych uczniów,
którzy w oznaczonym czasie nie mogli spożyć Paschy. Na dole, na niewielkim
dobrze uprzątniętym klepisku, znajdują się inne stoły. Wewnątrz domu, w
najlepszej izbie, jest stół dla uczennic.
Na różne stoły – dla tych, którzy nie spożywali Paschy – przynoszą pieczone
jagnięta, sałatę, niekwaszone chleby i czerwonawy sos oraz stawiają
obrzędowe kielichy. Na stole niewiast nie ma obrzędowego kielicha. Jest
natomiast tyle kubków, ile współbiesiadniczek. Wnioskuję z tego, że niewiasty
były zwolnione z tej części obrzędu. Na stołach tych, którzy spożywali Paschę w
normalnym czasie, jest baranek, ale nie ma niekwaszonych chlebów, sałaty ani
sosu. Łazarz i Maksymin kierują wszystkim. Łazarz pochyla się nad Piotrem i coś
do niego mówi, na co apostoł energicznie porusza głową, stanowczo
odmawiając.
«A jednak... to należy do ciebie» – mówi Filip, który przy nim siedzi. Piotr
wskazuje na Jakuba, syna Alfeusza: «To należy do niego.»
150
Gdy tak się spierają, zjawia się Pan na skraju małego podwórza i pozdrawia
wszystkich: «Pokój wam!»
Wszyscy zrywają się z miejsc i ten hałas powiadamia niewiasty o tym, co zaszło.
Mają już wyjść, ale Jezus wchodzi do domu i wita je także. Maryja mówi: «Mój
Synu!»
Oddaje Mu cześć głębszą niż inni. Wskazuje tym gestem, że choć Jezus może
być przyjacielem, kimś bliskim i krewnym, a nawet Synem, jest przecież zawsze
Bogiem i powinien być czczony jak Bóg. Zawsze ma być czczony i uwielbiany
duchem – nawet wtedy, kiedy Jego miłość do nas jest tak bardzo uprzedzająca,
że oddaje się nam z taką zażyłością jak nasz Brat albo Oblubieniec.
«Pokój Tobie, Matko. Usiądźcie i jedzcie. Ja pójdę do góry, bo tam Margcjam
czeka na swoją nagrodę.»
Odwraca się, by wejść na schody, i woła głośno:
«Szymonie Piotrze i Jakubie, synu Alfeusza, chodźcie tu.»
Obaj wezwani wchodzą po schodach za Jezusem. Jezus siada przy środkowym
stole, przy którym znajduje się Margcjam, i mówi do obu apostołów: «Będziecie
czynić to, co wam powiem.»
Potem – zwracając się do gospodarza stołu, którym jest Maciej – mówi:
«Rozpocznij ucztę paschalną.»
Tego wieczoru – na miejscu, na którym poprzednio znajdował się Jan – Jezus
ma obok siebie Margcjama. Piotr i Jakub stoją za Jezusem, czekając na Jego
polecenia.
Wszystko powtarza się według rytuału Wieczerzy Paschalnej: hymny, prośby i
ofiary. Nie wiem, czy przy innych stołach jest tak samo. Nie odrywam bowiem
oczu od Jezusa, chyba że Jego wola każe mi spojrzeć na coś innego. Zapominam
o wszystkim, wpatrując się w mego Pana. Jezus nałożył na swój talerz smaczne
kawałki baranka. Ułożył je na talerzu, lecz ich nie je. Nie bierze sałaty ani sosu i
nie pije z kielicha. Teraz daje najlepsze części Margcjamowi, który jest
naprawdę szczęśliwy.
Na początku Jezus daje znak Piotrowi, aby się nachylił i słuchał. Piotr, po
wysłuchaniu Jezusa, wyjaśnia głośno:
«W tej chwili Pan – jako Ojciec i Głowa całej Swojej Rodziny – ofiarował za nas
wszystkich kielich.»
Jezus daje nowy znak Piotrowi, który Go słucha, po czym prostuje się, żeby
znowu wyjaśnić:
«Teraz Pan przepasał się, aby oczyścić nas i pouczyć, co mamy czynić, aby
godnie spożyć Ofiarę Eucharystyczną.»
Wieczerza ciągnie się dalej, aż do chwili dania Piotrowi nowego znaku, po
którym mówi on:
«W tej chwili Pan wziął chleb i wino, ofiarował je, i modląc się pobłogosławił je.
Podzielił na części dla nas, mówiąc: „To jest Ciało Moje, a to jest Moja Krew,
nowego wiecznego Przymierza, która za was i za wielu będzie wylana na
odpuszczenie grzechów”.»
151
Jezus wstaje. Jest pełen dostojeństwa. Nakazuje Piotrowi i Jakubowi wziąć
chleb, połamać go na drobne części i napełnić winem największy kielich, jaki
znajduje się na stole. Wykonują to, a potem trzymają przed Nim chleb i wino.
Jezus wyciąga nad nimi ręce. Modli się, nie wykonując żadnego innego gestu,
poza spojrzeniem.
«Rozdajcie cząstki chleba i podajcie braterski kielich. Ilekroć będziecie to
czynić, czyńcie to na Moją pamiątkę.»
Obaj Apostołowie wykonują polecenie. Czynią to z największą czcią...
Kiedy następuje rozdanie Postaci, Jezus schodzi do niewiast. Przypuszczam –
ale nie widzę tego, bo nie wchodzę tam, gdzie się znajdują – że Jezus osobiście
udziela Komunii Swej Matce. Nie wiem, czy moja myśl jest zgodna z prawdą.
Trudno jednak zrozumieć, po co miałby odchodzić, jeśli nie w tym celu. Potem
wraca na taras. Już nie siada. Wieczerza dobiega końca. Pyta:
«Czy wszystko zostało wykonane?»
«Wszystko zostało wykonane, Panie» [– odpowiadają Mu.]
«Tak samo uczyniłem na Krzyżu. Wstańcie. Módlmy się.»
Rozkłada ramiona, jak gdyby był na krzyżu, i intonuje modlitwę Ojcze nasz.
Nie wiem, dlaczego płaczę. Myślę, że może to ostatni raz słyszę Go mówiącego...
I jak żaden malarz czy rzeźbiarz nie potrafi nigdy ukazać nam prawdziwej
podobizny Jezusa, tak nikt, choćby bardzo święty, nie będzie mógł odmówić
Ojcze nasz z taką mocą, a zarazem z taką słodyczą. Zawsze będę bardzo
tęskniła do tych Ojcze nasz wypowiadanych przez Jezusa, do prawdziwej
rozmowy [Jego] duszy z Ojcem, najbardziej miłowanym i najbardziej czczonym
– Niebieskim. To był okrzyk czci, posłuszeństwa, wiary, poddania się, pokory,
miłosierdzia, pragnienia i ufności... wszystkiego!
«Idźcie! Niech łaska Pana będzie w was wszystkich i niech Jego pokój wam
towarzyszy» – żegna ich Jezus.
Oddala się w blasku o wiele silniejszym od świateł umieszczonych na stołach i
od księżyca w pełni, który teraz wysoko unosi się nad cichym Ogrójcem. Nie
słychać żadnych słów... Łzy na twarzach, uwielbienie w sercach... i nic poza
tym... Noc zna – tak jak aniołowie – pulsowanie tych błogosławionych serc i
strzeże ich.
1248
abracham

W imię Jezusa Chrystusa wyznaję i ogłaszam, że okrywam siebie i całą moją rodzinę, moje mienie, każdy moment mojego życia i moment mojej śmierci, wszystkie miejsca, które nawiedzam, sytuacje oraz osoby, które spotykam, maszyny i urządzenia, które używam.
Drogi, którymi się poruszam.
Cały kościół święty, Polskę i cały Świat odkrywam Przenajświętszą krwią naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa.
Ogłaszam i wyznaję, że krew Chrystusa zgodnie ze słowem Bożym mnie odkupiła, nieustannie oczyszcza, usprawiedliwia, uświęca, daję mi życie w obfitości, wstawia się za mną u Boga o miłosierdzie i daję mi dostęp do tronu Bożego.
Wyznaje i ogłaszam w imię Jezusa Chrystusa, że krew Chrystusa czyni mnie niewidzialnym dla moich wrogów, że mnie uwalnia spod władzy złych duchów i uzdrawia ze wszystkich chorób duszy i ciała i chroni od wszystkich niebezpieczeństw.