Andrzej Bogusław Ryfa

Bł. Bronisław Markiewicz - kiedy poznałem jego dzieło, to sądzę, że ma dla Polaków większe znaczenie od wszystkich idoli posoborowych!

(podaje mój wybór najciekawszych tekstów o Jego życiu, lekko skrócone . . .)

Ks. Sylwester Łącki CSMA Nieznany Prorok -

Mało mówi się w Polsce o
ks. Bronisławie Markiewiczu (1842-1912) – założycielu
Zgromadzenia św. Michała Archanioła.


Ci, którzy go znają, wiedzą, że był wielkim wychowawcą, patriotą i społecznikiem.
Niewielu jednak wie, że był zarazem jasnowidzem i prorokiem.
Dar proroczy bowiem występuje niezwykle rzadko. Jednak narody, które swych proroków nie znają, źle na tym wychodzą.
Warto więc tego Proroka poznać, tym bardziej że większość jego proroctw
już się sprawdziła – wśród nich to z 1863 r., dotyczące Papieża Polaka:
Najwyżej zaś Pan Bóg was (Polaków) wyniesie, kiedy dacie światu wielkiego Papieża...”.
Tło wydarzeń - Pierwotny tekst swego dzieła ks. Bronisław Markiewicz opatrzył roboczym tytułem
Ucisk Polaków pod zaborem pruskim.
Potem tytuł zmienił na Bój bezkrwawy.
Tłem dramatu są prześladowania Polaków w dobie kulturkampfu. Zaborca stosował dyskryminację, posługiwał się różnymi formami nacisku, nie pozwalał nawet modlić się w języku ojczystym. Wynaradawianie coraz bardziej dawało się we znaki ludności polskiej. Znaczego rozgłosu nabrała sprawa prześladowań na terenie Wielkopolski w mieście Września. Autor utworu żył pod zaborem austriackim. Śledził jednak z uwagą posunięcia represyjne na wszystkich zniewolonych ziemiach. W posłudze słowa upominał się o prawa swoich rodaków. Najważniejszą częścią Boju bezkrwawego jest odsłona siódma. Zawiera ona Przepowiednie Anioła Polski, gdzie dominują akcenty wielkiej nadziei co do przyszłych losów Polski i świata. W redagowaniu dramatu autor wykorzystał konkretne fakty i osobiste przeżycia. Znamienną wymowę ma część finałowa. Jej genezie warto poświęcić więcej miejsca. Był rok powstania styczniowego (1863). Wielu młodych Polaków zaciągało się w szeregi powstańcze, aby w dobie zaborów pomóc w wyzwoleniu Ojczyzny. Z podobnym zamiarem nosił się młody Bronisław Markiewicz. I zapewne poszedłby za głosem serca, gdyby nie wydarzenie, pod wpływem którego zdecydował się wstąpić do seminarium duchownego. Jako ksiądz tworzył zakłady wychowawcze dla opuszczonej młodzieży, utworzył też dwa zgromadzenia zakonne, poświęcone głównie wychowaniu młodego pokolenia.
Wizja Anioła Polski - W michalickim miesięczniku Powściągliwość i Praca z maja 1932 r.
ks. Stanisław Szpetnar zamieszcza ważniejsze fragmenty rozmowy,
którą przeprowadził z autorem Boju bezkrwawego: „Było to 3 maja 1863 r.
Właśnie wtedy – wspomina ks. Markiewicz – zdawałem maturę gimnazjalną w Przemyślu.
Tegoż dnia kolega mój, Józef Dąbrowski, zdyszany i cały blady wpada do mej izby i ze wzruszeniem opowiada mi, że z całym gronem kolegów spotkał na ulicy jakiegoś niezwykłego młodzieńca wiejskiego, lat 16. Był ubrany w białą siermięgę, przepasaną pasem, z różańcem w ręku.
Z obliczem rozpromienionym, z wielkim przejęciem i uniesieniem ducha opowiadał dziwne rzeczy dotyczące Polski i świata.
Mówił o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Polski, o Księciu Żelaznym, o sławnych mężach naszego Narodu, o wszechświatowej wojnie, o zmartwychwstaniu Polski i wielkiej przyszłości naszej Ojczyzny.
Tajemniczy młodzieniec opowiadał też o jakimś polskim kapłanie, który z całym zaparciem się siebie i poświęceniem odda się duszpasterstwu wśród ludu i który uda się na południe do wielkiego męża Bożego, a wróciwszy po latach, założy pod Karpatami zgromadzenie zakonne oddane wychowaniu opuszczonej i bezdomnej młodzieży, którego zakłady rozszerzą się na całą Polskę i na cały świat, wydadzą uczonych i świętych.
Znamienne było to, że ten prosty na pozór młodzieniec przemawiał językiem człowieka wysoce uczonego. Gdy zaś Józef Dąbrowski zagadnął owego młodzieńca, jakie ma dowody, że ziści się to, co przepowiada, młodzieniec rzekł: – Dowody? Zaraz ci dam.
– I wziąwszy Dąbrowskiego ze sobą, odkrył mu tajniki jego duszy, dodając, że jeśli się nie nawróci, marnie zginie... Pod wrażeniem tych słów Dąbrowski przystąpił niezwłocznie do Świętych Sakramentów, odprawił spowiedź z całego życia, a potem razem z Markiewiczem wstąpił do seminarium duchownego w Przemyślu... Ks. Markiewicz od pierwszej chwili miał przekonanie, że tym dziwnym młodzieńcem był nie kto inny, tylko Anioł Boży, posłany narodowi polskiemu, zgnębionemu nową klęską i na duchu złamanemu, na pociechę i podniesienie serca...”.
Ów młodzieniec zapowiedział m.in. posłannictwo polskiego księdza, który najpierw pojedzie na południe Europy, aby spotkać się z mężem Bożym i zaczerpnąć z jego charyzmatu, a potem wróci do Polski i podejmie działalność wychowawczą wśród biednej, opuszczonej młodzieży.
Ta część przepowiedni zrobiła szczególne wrażenie na młodym Markiewiczu.
Okazało się później, że realizował we własnym życiu ideał księdza zapowiedzianego przez młodzieńca. W późniejszym czasie wyemigrował na Południe, przebywał we Włoszech, gdzie zetknął się ze św. Janem Bosko. Przeżył w jego wspólnocie kilka lat, zapoznając się z jego metodą wychowawczą i planami na przyszłość. Bartłomiej Groch, były wychowanek ks. Markiewicza, w swojej pracy Ks. Bronisław Markiewicz a sprawa odrodzenia Polski nawiązuje do wydarzenia z 1863 r. w sposób następujący:
„O tym dziwnym pojawieniu się wiejskiego młodzieńca... rozmawiałem ostatni raz z ks. Markiewiczem w roku 1911, kiedy przyjechałem, jako nauczyciel gimnazjalny do Miejsca Piastowego prosić go o pozwolenie przemawiania w jego sprawie na Kongresie Mariańskim w Przemyślu. Podczas rozmowy poruszyliśmy sprawy związane z opowiadaniem owego młodzieńca, a nawet Mickiewiczowe Widzenie ks. Piotra, które traktował z politycznej strony bardzo poważnie.
Wspominał także o koledze Dąbrowskim jako świadku rozmowy z tajemniczym młodzieńcem, bolejąc nad tym, że nie wytrwał on w seminarium duchownym i że umarł tragicznie.
Wówczas przyszła mi do głowy myśl, czy przypadkiem z Józefem Dąbrowskim i innymi kolegami także i ks. Markiewicz nie widział owego 16-letniego młodzieńca. Jednakowoż nie śmiałem go o to zapytać.
Do takiego zaś przypuszczenia skłaniały mnie silna jego wiara w to widzenie, dokładna znajomość szczegółów opowiadania młodzieńca, wielka gorliwość, z jaką spełniał swój urząd wychowawczo-kapłański, a przede wszystkim żar patriotyczny, którym płonął podczas rozmowy o Polsce...”.
Krytyczne opinie i wątpliwości na temat wizji Anioła Polski nie znalazłyby może nigdy zadowalającego wyjaśnienia, gdyby nie źródłowy dokument, o którym mówił ks. Jan Górecki, redaktor miesięcznika Powściągliwość i Praca, w styczniowym numerze tego periodyku z 1933 r.:
Przez dłuższy czas byliśmy przekonani, że sami jedynie jesteśmy posiadaczami tego widzenia. Niespodziewanie całkiem w sierpniu 1930 r. otrzymałem od jednej z Sióstr Niepokalanek z Jazłowca list, a w nim opis tego samego widzenia, pozostawiony przez drugiego świadka – Józefa Dąbrowskiego. Obie wersje są prawie zupełnie ze sobą zgodne. Fakt ten stwierdza ponad wszelką wątpliwość prawdziwość tego widzenia, gdyż obie wersje istniały od kilkudziesięciu lat zupełnie od siebie niezależnie, przy czym według naszej wersji jednym ze świadków widzenia był Józef Dąbrowski, zaś według wersji z Jazłowca jednym ze świadków widzenia był niejaki młodzieniec Bronisław Markiewicz. W Jazłowcu zachował się opis pozostawiony przez Józefa Dąbrowskiego, a u nas – przez ks. Bronisława Markiewicza...”.
Papież-Polak - Książeczka Bój bezkrwawy została opublikowana drukiem po raz pierwszy w 1908 r.
Autor, zwracając się wtedy do ordynariusza przemyskiego o kościelną aprobatę, pisał w uzasadnieniu:
Szczegóły zawarte w siódmej odsłonie wziąłem z widzenia, jakie się wydarzyło 3 maja w Przemyślu roku 1863 między 5 a 7 godziną rano, i które zdecydowało o moim powołaniu kapłańskim i o kierunku jego od początku aż dotąd.. To, co się ziściło, jest rękojmią, że i reszta się ziści...”.
Zainteresowanie sztuką było żywe, tym bardziej że budziła kontrowersje. Wystarczy wspomnieć, że nakład książeczki szybko został wyczerpany. Wznowiono go przed wybuchem pierwszej wojny światowej, rok po śmierci ks. Markiewicza. Wydawca nie zamieścił żadnego omówienia, powtórzył jedynie tekst utworu.
Smaku całej historii dodaje polemika prof. Wincentego Lutosławskiego z prof. Bartłomiejem Grochem, która ukazała się w podwójnym numerze Powściągliwości i Pracy (X i XI) w 1925 r. Wynika z niej, że prof. Groch uważał za spełnienie proroctwa ks. Markiewicza pontyfikat papieża Piusa XI (przypadał on na lata 1922-39), który wcześniej był nuncjuszem apostolskim w Polsce (Achlilles Ratti). Jednak prof. Lutosławski odnosi się do tego inaczej:
Zdaje się, że prof. Bartłomiej Groch niesłusznie za spełnienie tego proroctwa uważa obiór pierwszego nuncjusza w Polsce na papieża. Wielki papież, którego Polska ma dać światu, a który także był zapowiedziany przez Słowackiego, nie może być cudzoziemcem i nawet gdybyśmy uznali, że pobyt w Polsce ks. A. Ratti, który u nas otrzymał godność biskupa, przyczynił się do wyniesienia go później na stanowisko papieża, to nie można twierdzić, że Polska dała go światu ani że jest on tym oczekiwanym wielkim papieżem polskim, o którym Słowacki pisał: on rozda miłość, jak dziś mocarze rozdają broń,... wszelką z ran świata wyrzuci zgniłość, zdrowie przyniesie, rozpali miłość i zbawi świat: wnętrze kościołów on powymiata, oczyści sień, Boga pokaże w twórczości świata, jasno, jak w dzień...”.
Czas, jaki upłynął od poprzedniej edycji dramatu Bój bezkrwawy, podyktował potrzebę dokonania w trzecim jego wydaniu (1978 r.) pewnych zmian w ortografii i stylistyce. Tekst wymagał też naniesienia drobnych korekt i zastosowania opuszczeń. Oczywiście, zasadnicza myśl autora nie została zmieniona.
Proroctwo - Poniżej prezentujemy fragment odsłony siódmej dramatu ks. Bronisława Markiewicza, w którym znajduje się papieskie proroctwo:
Postać nadludzka (zjawia się od ołtarza jako młodzieniec 16-letni ubrany w płótniankę zgrabnie skrojoną, z modlitewnikiem i różańcem w ręku, z jego oczu wychodzą jakby iskry):
– Pokój wam, słudzy i służebnice Pańscy! Ponieważ Pan najwyższy was więcej umiłował aniżeli inne narody, dopuścił na was ten ucisk, abyście oczyściwszy się z waszych grzechów stali się wzorem dla innych narodów i ludów, które niebawem odbiorą karę sroższą od waszej w zupełności grzechów swoich. Oto już stoją zbrojne miliony wojsk z bronią w ręku, straszliwie morderczą. Wojna będzie powszechna na całej kuli ziemskiej i tak krwawa, iż naród położony na południu Polski wyginie wśród niej zupełnie. Groza jej będzie tak wielka, że wielu ze strachu postrada rozum. Za nią przyjdą następstwa jej: głód, mór na bydło i dwie zarazy na ludzi, które więcej ludzi pochłoną aniżeli sama wojna. Ujrzycie zgliszcza, gruzy naokół i tysiące dzieci opuszczonych, wołających chleba. W końcu wojna stanie się religijna. Walczyć będą dwa przeciwne obozy: obóz ludzi wierzących w Boga i obóz niewierzących w Niego. Nastąpi wreszcie powszechne bankructwo i nędza, jakiej świat nigdy nie widział, do tego stopnia, że wojna sama ustanie z braku środków i sił. Zwycięzcy i zwyciężeni znajdą się w równej niedoli i wtedy niewierni uznają, że Bóg rządzi światem i nawrócą się, a pomiędzy nimi wielu Żydów. Wojnę powszechną poprzedzą wynalazki zdumiewające i straszliwe zbrodnie popełniane na całym świecie. Wy, Polacy, przez niniejszy ucisk oczyszczeni i miłością wspólną silni, nie tylko będziecie się wzajem wspomagali, nadto poniesiecie ratunek innym narodom i ludom, nawet wam niegdyś wrogim, i tym sposobem wprowadzicie dotąd niewidziane braterstwo ludów. Bóg wyleje na was wielkie łaski i dary, wzbudzi między wami ludzi świętych i mądrych, i wielkich mistrzów, którzy zajmą zaszczytne stanowiska na kuli ziemskiej. Języka waszego będą się uczyć w uczelniach na całym świecie. Cześć Maryi i Najświętszego Sakramentu zakwitnie w całym narodzie polskim. Szczególnie przez Polaków Austria podniesie się i stanie się federacją ludów. A potem na wzór Austrii ukształtują się inne państwa. Najwyżej zaś Pan Bóg was wyniesie, kiedy dacie światu WIELKIEGO PAPIEŻA. Ufajcie przeto w Panu, bo dobry jest, miłosierny i nieskończenie sprawiedliwy.
..”.

NASZ DZIENNIK - Sobota-Niedziela, 8-9 stycznia 2005, Nr 6 (2111) - Dział: Wiara Ojców
Sługa Boży ks. Bronisław Markiewicz Wkrótce beatyfikacja
Założyciel zgromadzeń zakonnych: Księży Michalitów i Sióstr Michalitek, sługa Boży ks. Bronisław Markiewicz 24 kwietnia br. zostanie w Rzymie wyniesiony do chwały ołtarzy. Jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia w Watykanie zakończyło się postępowanie beatyfikacyjne w tej sprawie. W obecności Ojca Świętego odczytano wówczas dekret potwierdzający autentyczność cudu za wstawiennictwem sługi Bożego ks. Markiewicza. - Cudowne uzdrowienie za wstawiennictwem ks. Markiewicza dotyczyło michality ks. Romana Włodarczyka, który podczas odprawiania Mszy św. w niedzielę 31 lipca 1994 roku doznał udaru mózgu, wskutek czego nie mógł już dokończyć Liturgii. Po odwiezieniu kapłana do Szpitala Wojewódzkiego w Toruniu stwierdzono, że przyczyną zaburzeń był udar (silne niedokrwienie) mózgu, który spowodował porażenie połowiczne z afazją.Według biegłych lekarzy, odzyskanie przez ks. Włodarczyka prawidłowego stanu neurologicznego było niewytłumaczalne z punktu widzenia aktualnej wiedzy medycznej. (…)Orzeczenie polskich lekarzy potwierdzili 22 kwietnia 2004 roku lekarze z watykańskiej konsulty medycznej. Jednoznacznie uznali oni uzdrowienie ks. Włodarczyka za "szybkie, całkowite i stałe oraz niewytłumaczalne z punktu widzenia aktualnej wiedzy medycznej". Opinia medyczna była niezbędna do uznania autentyczności cudu za wstawiennictwem kandydata na ołtarze. Od samego początku pobytu ks. Włodarczyka w szpitalu do 2 sierpnia 1994 r. zanoszona była nieustanna modlitwa do Boga przez wstawiennictwo czcigodnego sługi Bożego ks. Bronisława Markiewicza we wszystkich placówkach obydwu zgromadzeń michalickich, a szczególnie w parafii pw. św. Michała Archanioła w Toruniu, gdzie pełnił on swoją posługę kapłańską. O trwałości tego uzdrowienia świadczą szczegółowe badania lekarskie przeprowadzone w kwietniu 2004 roku. 52-letni ks. Włodarczyk czuje się bardzo dobrze i spełnia regularnie i z zaangażowaniem wszystkie posługi kapłańskie i zakonne. AK, KAI
( dod.AR-19 czerwca 2005r. ogłoszono ks. Bronisława Markiewicza Błogosławionym. Nie zapominajmy o nim, bo jest on dla nas wielkim nauczycielem. To zdumiewające, że data 19 czerwca zbiega się z datą Koronacji przez JP II obrazu Matki Bożej Zwycięskiej z Brdowa, przed którą modlił się Król Jagiełło przed bitwą pod Grunwaldem, ale i to jest dla ogółu Polaków zupełna tajemnicą. Ktoś mocno nad potęgą naszej historii ...pracuje! Nie dajmy się tylko poznawajmy, pytajmy naszych księży – To ksiądz nie zana?
Brdowa, Gietrzwałdu, Bł. księży: Markiewicza; Honorata Koźmińskiego; bpa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, aż po św.bp Józefa Pelczara !!
Kto jest Polakiem MUSI historię naszej Ojczyzny a więc i naszych Świętych – ZNAĆ !
Musimy, albo zginiemy marnie otumanieni omamami wrogów naszych i samej Matki Bożej – Królowej Polski i Jej SYNA Jezusa Chrystusa ! Nie zapominajmy Kto i Po CO Nas na świat powołał, albo czeka nas los tego biednego chłopaka Dąbrowskiego – co ujrzał a nie wytrwał ! Z panem Bogiem i z Maryją – AR )


Testament ks. Bronislawa Markiewicza

Aktualność Testamentu ks. Br. Markiewicza
UROCZYSTOŚĆ NARODOWA 3 Maja w pierwszą niedzielę - miesiąca maja. (z „Powsciagliwosc i Praca”, 15.04.1912r.) "Testament” Ks. Bronislawa Markiewicza

Ogól Polski sobą trwoży, i pyta co począć?
Wrogowie nasi uzbrojeni od stóp do głowy, jak nigdy przedtem, groza zupełna zagłada wszystkiego; co polskie.
Najliczniejsi nasi sprzymierzeńcy i przyjaciele od nas odstąpiwszy, łączą się z wrogami.
A my bezbronni i podzieleni .. . Ludzie małej wiary czemu sobą trwożycie?
Wszak Duch Św. na wielu miejscach Pisma sw. (Ks. Machab. I. 3.; III. 8. 2. Paral. XVI. 8.) nas zapewnia, iż w mocy Pana Boga jest zwyciestwo; (8VI -w Dzien Ducha Sw.{ red.}) u Niego garstka walczących tyle znaczy co miliony wojsk.!!!!!! Zwycięstwo nie zależy; ani od siły wojsk, ani od mnogości walczących, ale od siły, którą przysyła niebo. Zresztą w historii naszej liczne na to mamy przykłady. Bóg Jest ten sam dzisiaj na niebie, co i wczoraj i po dawne czasy. Niebo i ziemia przeminą, a Mowa Jego nie przeminie, tym mniej mamy się lękać wrogów naszych, iż pycha ich doszła w tej chwili do najwyższego szczytu, zuchwale bowiem depczą wszelkie prawa Boże i prawa ludzkie, nawet własne obietnice łamią i mówią, że u nich najwyższym prawem siła brutalna; a my tymczasem po wiekowej karze Bożej upokorzeni i w znacznej części poprawieni wyznajemy, iż Bóg jest jedyna nadzieja nasza a Jego przykazania najwyższym prawidłem czynów naszych.
„Bóg pysznymi się brzydzi a pokornym łaskę daje.“
"W górę serca Polacy! Oto chwila ostatniej próby naszej oraz chwila straszliwego pohańbienia wrogów naszych. Oto teraz dokona się na nich straszliwa chłosta Boża, tak zwana w Piśmie św. „chłosta w zupełności grzechów"
(2.MachVI.) Walczyć będą na ziemi i na morzu orężem niesłychanie morderczym, odniosą nawet zwycięstwa, ale zwycięstwa Pyrrusowe. Miliardów nie zabiorą, albowiem wszystko spustoszywszy, opanują gruzy i gromady ludu łaknącego chleba. Wojna zatamuje handel, przemysł i rolnictwo. Glód i stosy trupów sprowadzą zarazy, które pożrą ich wiecej, aniżeli żelazo i pociski pękające. Na dobitek tłumy pozostałe rzucą się na możnych i potężnych tego świata i zbroczą dłonie swoje krwią bratnią. Stanie sie to co przewidział nasz wieszcz w „Nieboskiej komedii". Po kilku latach szału dzikiego reszta pozostałych oglądnie się naokoło i ujrzy ze zdumieniem naród polski żyjący twardo, a w zgodzie bratniej i w przyjaźni Bożej i zaczną nam zazdrościć stanu naszego.
- Rzekną: „Wszak to naród, co przez wieki był przedmurzem naszym przed nawałą barbarzynstwa z pólnocy. To przedmurze upadło, nas zalało barbarzyństwo; postawmy je znowu, w tym nasz obowiązek i interes". Wyciągną ręce ku nam i zawołają: „Dajcie nam mistrzów, a nauczcie, nas jak zyć szczęśliwie na ziemi podobnie wam". I zasiędą stolice nauczyciel-skie mężowie z narodu naszego po różnych miejscach na świecie, my odzyskamy niezawisłość polityczną i zasłyniemy więcej, aniżeli kiedykolwiek przed laty. - Niemcy pogardzą Goethem, ich największym poetą szczególniej za to, iż w najsławniejszym swym dziele „Fauście" zachwala - masonerię, która wlaśnie sprowadzi ów najbliższy przewrót na świecie; uznają iż „Messyada" Klopstocka jest tylko chłodną prozą ubrana w szaty heksametryczne. Nawet Dante wobec Mickiewicza, Krasinskiego, Malczewskiego, Pola, Zaleskiego zejdzie na drugie pole, iż nie mógł wyzwolić się od naśladownictwa Wergiliusza, który również był tylko naśladownikiem Homera; naśladownictwo bowiem powoduje brak naturalności. Uzna świat, iż po Grekach starych, Hebrajczykach, tylko Polacy mają prawdziwie natchnionych poetów narodowych, którzy samodzielnie i ze swobodą opiewają cnotę, Boga i ojczyznę, nie krępując się niewolniczo formą obcą. Po przewrocie bowiem najbliższym poznają ludzie, iż sztuka wszelka a osobliwie poezja powinna płonąć żarem milości wszystkiego co piękne i dobre i nim narody zapalać. Stąd poetów naszych, kaznodziei naszych, zwłaszcza tych, którzy na wzór proroków i apostołów nie tylko przemawiają do pojedynczych parafii, ale do całego narodu, i innych pisarzy naszych wykładać będą w oryginale na pierwszych uczelniach świata. Dzisiaj duma narodowa i oszczerstwa funduszów gadzinowych trzymają zasłonę na oczach ludów ziemi, iż nie poznają wyższości sztuki i literatury naszej. Aby zaś to podniesienie nasze ze stanu upośledzenia wkrótce się ziściło, musimy bronić ustaw i praw Kościoła katolickiego i zachowywać je, oddając w ich obronie zdrowie, życie i mienie, jak to postanowiła Konfederacja generalna dnia 17 sierpnia 1764 pod laską Augusta Aleksandra Czartoryskiego generalnego regimentarza i wojewody ruskiego. Mawiał Don Gueranger: „Gdyby Polacy jedną część tych ofiar, które od lat siedemdziesięciu tak szlachetnie ponoszą dla wybicia się na niepodległość, byli obrócili na dźwiganie Kościoła, byliby i Kościół u siebie uratowali i ojczyznę swoją postawili" — a ja dodam jeszcze, a nawet byliby świat cały na drogę właściwą sprowadzili. To zdanie i dzisiaj zatrzy-mało w całej pełni swoje znaczenie. „Wprawdzie z początkiem dwudziestego stulecia nie stajemy z próżnymi rękoma. Przeszkoda główna, która tamowała urzeczywistnienie hasła: "Z polska szlachta polski lud" — sprawa propinacyjna usu-nięta, a tym samym i tysiące grzechów popełnianych na ziemi naszej ustaje.“ Krok ogromny naprzód, atoli jeszcze czynów potrzeba, a szczególniej w kierunku uchwały dopiero co wspomnianej, aby utrzymać w narodzie wiarę katolicką w całej pełni, religia bowiem prawdziwą stanowi podwalinę, jądro i główną przyczynę pomyślności człowieka pojedynczego, równie, jak i zbiorowego. Sa jeszcze trzy główne czynniki, które stanowią o potędze narodu: literatura, historia czyli tradycje narodowe i byt polityczny. Wszakże religia jest jakby duszą onych trzech dzwigni narodowych, bez niej one nie tylko nic nie pomogą narodowi ale owszem mu jeszcze zaszkodzą. Stąd Polacy przede wszystkim powinni się starać o czystość wiary i obyczajów katolickich we wszystkich stosunkach życia narodowego: w polityce, w szkole, w teatrze, w sztuce, w umiejetności itd., a przeto uznawać mają za pierwszych nieprzyjaciól swoich onych pisarzy i uczonych, którzy nauczają rzeczy przeciwnych Bogu, religii i świętej Stolicy Apostolskiej. Słusznie narzeka nasz wieszcz:

„Ach niewola sączy jad ;
Co rozkłada duchów skład! .
Niczym Sybir niczym knuty –
I cielesnych tortur król,
Lecz narodu duch zatruty
- To dopiero bólów ból”


- (Krasinski III Psalm Milosci).
Nie zawierać tedy ścisłej przyjaźni z nimi nie słuchać ich wykładów, nie kupować ich pism.
— Powiecie: To wywoła wojnę i rozdział w społeczeństwie naszym, a nam życia nie walki potrzeba. Dziwne, przecież zdala się trzymacie od publicznych grzeszników, od nałożników, pijaków, pieniaczy itp. a żaden uczciwy przyjaźni ścisłej nie zawiera z nim, a czyż fałszywi i prorocy i nauczyciele, którzy sieją fałszywe nauki w narodzie i truja go docześnie i wiecznie nie sąż zbrodniarzami większymi, aniżeli podpalacze, złodzieje itd., a wy im dla miłej zgody ręce podajecie!
Życie człowieka jest bojowaniem w pełnym tego słowa znaczeniu. Ewangelia najwyraźniej nakazuje strzec się tych wilków duchownych i zerwać z nimi, zwłaszcza ze fałsze, które głoszą tak są jaskrawe, iż trudno przypuścić u nich dobrej wiary. Chcę mówić o tak zwanych pozytywistach, zwolennikach Buchnera, Virchowa, Spencera. Dla nich zmysły stanowią najwyższą powagę a rozumem pomiatają: tymczasem w praktyce chcą być uznani za rozumnych a gniewają się, jeśli ich kto nazwie zmysłowymi. Jaka sprzeczność kolosalna!
Również w polityce należy unikać krętactw polityki pogańskiej. Opierajmy się jedynie na prawie Bożym i przyrodzonym, a nie na traktacie z r. 1815, ani na słowach, obietnicach rządów zaborczych, tym bardziej, że oni sami w nie nie wierzą. Naturalnie roztropność wymaga milczeć w parlamencie wobec partii, która zdradza złą wolę. Milczenie wtedy najwymowniejsze. Za to gdy się przypuszcza dobra wolę, należy śmiało zaznaczyć nasze zasady niewzruszone, bo oparte na prawie przyrodzonym, które jest prawem Bożym. Tak należało np. w parlamencie niemieckim wystąpić śmiało przeciw przywódcy tak zwanego centrum partii katolickiej, kiedy ten oświadczył, że on gotów pierwszy powstać przeciw Polakom, gdyby usiłowali oderwać się państwa pruskiego i należało zapytać go:
w jakim czasie stają się zaborcy i złodzieje właścicielami rzeczy gwałtem przywłaszczonej badaczami dobrej wiary? Może by raczył zacytować jakiego Ojca Kościoła, albo przynajmniej prawnika katolickiego na uzasadnienie swojej prawdziwej gotowości. A gdy biskup fuldajski w sejmie pruskim zapewniał izbę, że Kuria Rzymska nic nie ma przeciw niemczeniu Polaków, byleby odbywało się to w sposób łagodny, należało się zapytać, czy może jaka władza na świecie zwalniać od prawa przyrodzonego? „Co tobie nie miło tego drugiemu nie czyń". Zresztą może by zechciał przynieść dokument odnośny, gdyż my nie wierzymy, aby tak poważna władza mogła podobne niesprawiedliwości głosić. Może przypadkiem mogło się któremu z członków kurii rzymskiej - wymknąć zdanie tak niepoczesne, gdyż jej członkowie a nawet papież, który jest nieomylny, gdy przemawia w rzeczach wiary i obyczajów publicznie do całego Kościoła, mogą się mylić prywatnie w rzeczach wiary i obyczajów. Stąd też papieże po wszystkie czasy często spowiadali się, aby się oczyścić z podobnych pomyłek. A zatem zasłanianiem się kurią rzymską niczego nie dowodzi, ale jeszcze daje zgorszenie światu, chcąc w ludzi wmówić, iż papież podlega onemu błędowi, co jest nieprawdą. A znowu, gdy ksiądz oficjał biskupa wrocławskiego wyraził się w parlamencie niemieckim, iż Polakom Niemcy honor czynią, ich germanizując, należało mu powiedzieć: że jesteśmy przekonani, iż nieświadomość przez niego mówi. Polacy mają bowiem literaturę wielką i poczciwą historię i obyczaje na wskroś katolickie, gdy Niemcy posiadają większość autorów tak bezbożnych, iż lepiej by dla nich było, gdyby żadnych nie mieli. Nie mają też dotąd ani jednego kaznodziei pierwszorzędnego, jak to przyznaje słynny profesor insbrucki Józef Jungmann. Zwyczaje i obyczaje niemieckie jako narodu przeważnie protestanckiego są mało chrześcijańskimi. Ich historia a zwłaszcza pruska jest jednym pasmem kłamstwa, obłudy, kradzieży i innych zbrodni. A kapłan katolicki dobrze wie, jak niebezpiecznym jest mieć do czynienia z ludźmi nie mającymi zasad czysto katolickich, i jak zgubnym jest czytać książki bezbożne i zarażone duchem heretyckim.
Obrona tedy naszej narodowości, języka i zwyczajów wobec Niemiec i Moskwy jest sprawą religijną.
Od narodowości bowiem zawisło zbawienie milionów. Czyż więc ksiądz oficjał rozleglej diecezji wrocławskiej, która liczy około miliona Polaków, będzie miał sumienie sprowadzać owieczki od Boga jemu powierzone z paszy zdrowej zupełnie na pastwisko pełne trucizny, dołów i przepaści niebezpiecznych? - Dalej obowiązkiem jest Polaków zabrać się do uczynków miłosierdzia chrześcijańskiego pilniej. Do wiary dodajmy dobre uczynki. Wiara bez uczynków jest martwa. Czyńmy miłosierdzie, jeżeli miłosierdzia dostąpić chcemy. Dobroczynnością naród wybrany w starym testamencie wyjednał sobie zmiłowanie Boże (Jer. 22; ksiegi król. rozdz. 23). Szczególnie czyńcie uczynki miłosierdzia co do duszy, starajcie się o kościoły, kaplice, o nauczanie zasad wiary katolickiej, o piękne nabożeństwa w kościołach, o uszanowanie rzeczy i osób Bogu poświęconych, o szkoły prawdziwie katolickie, o pisma i książki pożyteczne, a przede wszystkim o to, aby między nami nie było nędzarzy żebrzących i dzieci opuszczonych. Wznoście przytuliska i liczne zakłady dla dziatwy ... Stąd też papieże po wszystkie czasy często spowiadali się, aby się oczyścić z podobnych pomyłek. A zatem zasłanianiem się Kurią Rzymską niczego nie dowodzi, ale jeszcze daje zgorszenie światu, chcąc w ludzi wmówić, iż papież podlega onemu błędowi, co jest nieprawdą. Lud tej samej krwi jest pierwszy, ale obowiązkiem jest pamiętać o narodach, które dotąd żyją w błędach, a zwłaszcza o narodach ościennych. Wspierać tedy pieniędzmi i krwią misjonarzy katolickich kapłanów ducha apostolskiego.
Na polu duchownym prowadźmy wojnę z naszymi wrogami nie żałując zdrowia i krwi najlepszych synów i córek Polski, nie szczędząc mienia. Północ i wschód aż do brzegów oceanu Spokojnego powinien ulegać zbawiennemu wpływowi cywilizacji naszej. Podboje duchowe są posłannictwem naszym, a nie zabory krajów, wynaradawianie ludów i rozlewy krwi. Nasze podboje życie dają i wesele w Panu a nie wylewanie krwi i wyciskanie łez.
Powie wielu: to wydatki nieproduktywne. Radzisz nam rzeczy przeciwne zasadom ekonomii politycznej, wbrew zasadom mężów słynnych z nauki. Odpowiadam: Wszystko co zaspokaja konieczne potrzeby ludzkości jest wydatkiem arcyproduktywnym; a czyż starania się o rozszerzenie zasad religijnych i życia prawdziwie chrześcijańskiego pomiędzy naszymi bliźnimi, które jest podstawą i duszą szczęścia doczesnego i wiecznego ludzi pojedynczych i narodów, nie jestże wydatkiem najproduktywniejszym? Tego nas uczy historja i doświadczenie obecnych czasów.
Ekonomiści bowiem nie opierajacy się na zasadach Ewangelii są ślepymi przewodnikami ślepych, sami staczaja się w przepaść razem z wiedzionymi. Przewrót socjalny i bankructwo powszechne wykażą najlepiej zgubność ich nauki.
Kto trzeźwo patrzy już dzisiaj widzi.
My Polacy musimy wziąć zasady naszej ekonomii politycznej z Ewangelii stosownie do tradycji przekazanej nam przez wielkich przodków, którzy stawiali kościoły, budowali domy misyjne, szpitale, modlili sie razem z ludem itd. Chrystus Pan w Ewangelii nakazuje: „Wszystko co wam zbywa rozdajcie ubogim“. Dobroczynność jest zatem obowiązkiem naszym, nie radą tylko. Kto ma majątek a nie jest dobroczynnym, nie może być zbawionym. Człowiek majętny otrzymał dobra doczesne od Opatrzności Bożej na własność, ale użytek z dóbr jego należy nie tylko do niego, ale i do ubogich t. j. do tych ludzi, którzy sami nie mogą sobie zaradzić. Nie do żebraków, bo ci sobie wyproszą, ale do ubogich, którzy sami sobie rady dać nie mogą, jak opuszczone dzieci, chorzy, nędzarze i narody żyjące w pogaństwie, herezji, schizmie i niedowiarstwie. Tak naucza Pan Jezus w Ewangelii na kilku miejscach, tak naucza święty Paweł w liście do Tymoteusza, tak naucza św. Tomasz z Akwinu, tak naucza św. Bazyli. Naturalnie „to co zbywa" należy brać względnie do stanu, do godności, do położenia towarzyskiego. Należy rozumieć: co zbywa po zaspokojeniu potrzeb swych własnych i swojej rodziny. Większe potrzeby ma biskup, aniżeli kapłan, większe potrzeby ma książe aniżeli rzemieślnik, rolnik i t. p. Większe potrzeby ma ten, co ma żonę i dzieci, aniżeli człowiek nieżonaty i bezdzietny. Jeśli się powie: „majętni macie obowiązek dzielić się dochodami z ubogimi, macie im dać, co wam od potrzeb waszych zbywa" — to stad nie wynika iż ubodzy mają sobie sami sprawiedliwość robić, skoro im się zdawać będzie, iż majętni z obowiązku tego się nie wywiązują. Albowiem Kościół zakazuje kradzieży, rabunku, i gwałtów a ubogim zaleca pracę, modlitwę, pokorę i cierpliwość. Majętni są szafarzami dóbr od Boga im powierzonych, ale ubogiemu nie wolno ich sądzić czy i o ile spełniają swój obowiązek, a tym mniej wolno robić sobie samemu sprawiedliwość. Oni przed Bogiem za to odpowiedzą. Kiedyś na sądzie Pan Jezus im powie: "Łaknąłem a daliście mi jeść, pragnąłem a napoiliście mnie" itd. Jest tylko jedna wielka trudność dla wielu, iż miłość własna zakrywa im rozciągłość tego obowiązku. Błądzą przez rozrzutność, albo przez chciwość to jest wydają dochody swoje na rzeczy niepotrzebne, albo je gromadzą bez celu — a uczynki miłosierne zaniedbują; stąd - Zbawiciel powiada w Ewangelii (Luk. 6,24), iż bogaczowi niesłychanie trudno sie zbawić. Należy tedy lepiej rachować się ze sumieniem, czy się nie popada w jedną albo drugą ostateczność. Polacy grzeszą przeważnie rozrzutnością. Jednak nie należy mieszać tej wady ze szczodrobliwością, która jest cnotą. Rozrzutny wydając na rzeczy niepotrzebne grzeszy wobec Boga, lubo nie wydaje tyle, iżby stąd zubożał; szczodry wydając na rzeczy miłosierdzia chwali Pana Boga przez to, chociażby wydał wszystko i zupełnie zubożał. Staje się bowiem podobny Chrystusowi Panu, który opuścił niebo i stał się z miłości ku ludziom najuboższym. I ta cnota jest nie rzadka miedzy nami. Niektórzy przejęci słowy Chrystusa Pana, iż cokolwiek uczynią dla ubo-giego to jakby dla Niego Samego uczynili, ofiarują dla ubogich rocznie więcej niż połowę swoich dochodów, a nawet są tacy którzy z miłości dla Chrystusa rozdawszy wszystko ubogim, sami stali się ubogimi. W obecnej chwili mamy bohaterskie przy-klady tej cnoty w pierwszych rodach naszych: Czartoryskich, Radziwiłłów, Lubomirskich, Mycielskich, Lubieńskich, Szeptyc-kich itd. Te wzniosłe przykłady cnoty są dla nas otuchą, iż bliski jest czas zmiłowania Pańskiego nad naszą ojczyzną. Polacy cieszcie się i dziękujcie Bogu, bo oto się okazał blask dnia swobody i niepodległości waszej, gdyż pierwsi synowie ziemi waszej już powstali. Moralne powstanie jest podstawą i oraz zadatkiem podniesienia się materialnego i politycznego. Słowa Chrystusowe: „Szukajcie królestwa Bożego przede wszystkim a reszta wam będzie przydana", są pierwszą zasadą ekonomii naszej politycznej. Należy budować na skale a nie na piasku. Cóż Włochom z ich zjednoczenia, a Francuzom z ich swobód narodowych, kiedy rządy ich nie lepsze od rządów naszych ciemiężców? Nasz los jest lepszy, o wiele lepszy, o tyle o ile dusza wyższa nad ciało, o ile wieczność przewyższa czas przemijający. A zatem dalej bierzmy się do czynu w kierunku wskazanym przez najprzedniejszy kwiat ziemi naszej. Stańmy wszyscy jak jeden mąż z nimi z ludem naszym głęboko religijnym, przy sztandarze Maryi Królowej Polski z godłem: „Wszystko przez Maryję", albowiem wedle nauki Kościoła wszystkie łaski co do duszy i co do ciała przychodzą za pośrednictwem Maryi. Obowiązkiem a Wy i interesem naszym stanąć przy Niej, tym bardziej, ze za natchnieniem Namiestnika Chrystusowego król i przedstawiciele prawni narodu naszego ogłosili Ją Królową. Ona też okazała natychmiast nasza Monarchinia wyzwoliwszy lud nasz z toni ostatecznej i uczyniła go przedmurzem chrześcijaństwa. Zwycięstwo pod Wiedniem jest przecież Jej sprawą, a i największy utwór literatury naszej i literatury świata „Pan Tadeusz” powstał pod Jej opieką. Za Jej przyczyną także pod Jej sztandarem widzimy obecny ruch moralny w narodzie Za Jej pomocą znowu zajmiemy stanowisko przeznaczone nam przez Opatrzność i pozostaniemy przedmurzem chrześcijaństwa.
Pod Jej wodzą ruszymy bryłę świata. Mężowie nauki, mistrzowie sztuki polskiej sławcie dziełami waszymi potęgę i dobroć Maryi Królowej naszej. O ileż Kart w historii naszej dostarczy wam wątku do utworów na cześć tej Pani i Matki naszej. Wstąpcie wszyscy do bractwa Królowej Korony polskiej.
Pierwsza niedziela maja poświęcona czci N. Maryi Panny Królowej Korony Polskiej, jako pamiątka ślubów Jana Kazimierza niech stanie się największą uroczystością narodową. Jest ścisłym obowiązkiem naszym pod utratą posłannictwa przeznaczonego nam przez Opatrzność, ślub Maryi obiecany dopełnić, on był bowiem uczyniony w imieniu całego narodu naszego.
Kto tedy z nami nie stanie tego dnia przy Niej jest w pewnym znaczeniu buntownikiem Jej królestwa i znieważa
Jej majestat monarszy. Od was kapłani polscy głównie zależy, aby naród polski był rzeczywiście narodem Maryi a Ona jego Królową. Wzywał Jeremiasz kapłanów narodu izraelskiego, kiedy się znajdował w położeniu podobnym do naszego, iżby upadłszy na twarze modlili się między przedsionkiem a ołtarzem za naród swój. Was kapłani polscy wzywa dzisiaj Bóg podobnie, abyście upokorzeni częstą spowiedzią, dorocznymi ćwiczeniami duchownymi a uświęceni gorliwym spełnianiem wzniosłych obowiązków waszych codziennie przy ofierze Mszy Św. wznosili czyste dłonie wasze do Pana Zastępów i przez przyczynę Maryi i świętego Michała i Świętych patronów polskich
błagali Go o rychłe zmiłowanie się nad narodem naszym.
Mówcie często do Niego: „Przebacz Panie, przebacz narodowi Swemu, przebacz Panie narodowi Maryi”. Narzekamy już tak długo na cieżkie próby, którymi Pan nas nawiedzą a nie modlimy się jak należy.
Modlitwa jest wszechmocna, ona przebija obłoki i stanie się z nami to, co się stało w narodzie izraelskim za króla Jozafata. Bili się zaślepieni wrogowie ludu wybranego Moabici, Amonici i Idumejczycy jakoby byli sobie nieprzyjaciółmi, zaś naród wybrany przypatrywał się tej rzezi z góry wysokiej a potem przez trzy dni zbierał po nich lupy.
Wówczas uzna świat cały, że naród polski jest narodem Maryi.
Ks. Bronisław Markiewicz.

Bł. ks. Bronisław Markiewicz Wartość czasu wg. ojczyzna.pl
Czas jest nieocenionym skarbem, albowiem w każdej chwili możemy sobie wysłużyć bogactwo
nadprzyrodzonych łask i chwałę wiekuistą. W piekle potępieni płaczą, że nie ma już dla nich czasu,
podczas którego mogliby wyjednać dla siebie ocalenie z wiekuistej niewoli. O, ileż by zapłacili za
jedną godzinę, aby było im dane uczynić akt żalu i tym sposobem wyzwolić się od potępienia!


Wartość czasu
Ludzie na ziemi mało sobie cenią czas. Wielu nieustannie bawi się we dnie i w nocy do upadłego, jakby ich zadaniem na świecie były tylko: rozrywka, gry i przyjemności. Gdy przychodzi im spełnić podstawowe obowiązki, ociągają się i odkładają to na okres dogodniejszy, zapominając, iż czas miniony upłynął bezpowrotnie, zaś czas przyszły nie należy do nas. Do dyspozycji otrzymaliśmy tylko dziś!

Obiecujesz sobie, że jutro załatwisz to, co miałeś zrobić dzisiaj. Obiecujesz sobie zatem dzień, podczas gdy nie wiesz, czy będziesz żył choćby przez godzinę. Jeżeli dzisiaj nie jesteś gotów na śmierć, bój się, abyś nie umarł w grzechu! Są ludzie na świecie, którzy całymi dniami stoją na drodze i patrzą, kto idzie, i słuchają, co kto mówi, a gdy zapytać ich co robią, odpowiadają: spędzamy miło czas. Są również ludzie, którzy nie tylko we dnie, lecz także w nocy bawią się i grają. Gdy zapytać ich: co robią? - mówią: Bawimy się, czas miło nam upływa. - Biedni ludzie, marnujący czas, który już nie powróci! W godzinę śmierci, ci sami ludzie będą pragnęli żyć jeszcze jeden rok, jeszcze jeden miesiąc, choćby jeden dzień, lecz usłyszą: już więcej czasu nie będzie. Wówczas niejeden z nich rad by poświęcić cały swój majątek i wszystkie swoje godności, ażeby tylko zyskać godzinę czasu dla lepszego uporządkowania własnego sumienia. Ale już jej nie otrzyma.

Słusznie upomina nas prorok: Pomnij jednak na Stwórcę swego... zanim zaćmi się słońce i światło (Koh 12, 1-2). Jakże przykro podróżnemu, gdy spostrzeże, że pomylił drogę, a tu już noc zapadła i nie ma żadnego sposobu, aby błąd naprawić. Podobnej przykrości, jednak nieporównanie większej, dozna w ostatniej chwili życia ten człowiek, który wiele lat przeżył na świecie, ale nie dla Boga. Wtedy sumienie mu powie, ile czasu strawił na zgubę swojej duszy, ile razy Bóg wołał na niego, a on Go nie słuchał; ile łask odebrał, aby mógł stać się świętym, a on nie chciał ich użyć. I ujrzy przed sobą drogę zamkniętą do spełnienia jakiegokolwiek dobrego uczynku. Wtedy zacznie ronić łzy, mówiąc do siebie: o jakiż ja głupi, straciłem czas, zmarnowałem lata, zatraciłem swoje życie, zgubiłem się na zawsze. Lecz ten płacz i lamenty na nic się nie przydadzą. Za późno! Stąd Pan Jezus napomina nas: Chodźcie, dopóki macie światłość, aby was ciemność nie ogarnęła (J 12, 35). To znaczy, należy nam chodzić drogą Pańską w czasie naszego doczesnego życia, kiedy mamy światłość, ponieważ wraz ze śmiercią ona zgaśnie.

Korzystajmy więc z każdej chwili czasu, bo szatan nie traci go wcale, czyhając, aby nas kusić i zgubić, stosownie do słów Pisma świętego: ... zstąpił do was diabeł, pałając wielkim gniewem, świadom, że mało ma czasu (Ap 12, 12). A zatem nasz nieprzejednany wróg nie traci ani chwili, aby nas zatracić na wieki, a my lekkomyślnie tracimy czas dany nam ku zbawieniu. Może ktoś powie: Ja nic złego nie czynię. - Święty Mateusz pisze, iż robotnicy w przypowieści Chrystusowej nic złego nie czynili, jedynie tracili czas, a jednak mimo to zostali złajani przez gospodarza słowami: Czemu stoicie tu cały dzień bezczynnie? (Mt 20, 6). Na sądzie Bożym Zbawiciel zażąda zdania sprawy nawet z każdego niepotrzebnego słowa. Święty Bernard - doktor Kościoła - naucza, iż każda chwila, której nie użyliśmy ku chwale Bożej, jest czasem straconym.

U Pana Boga nie ma jutra - jutro jest tylko u grzeszników, którzy ciągle mawiają: później, później - aż zaskoczy ich śmierć. - Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia (2 Kor 6, 2). Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: nie zatwardzajcie serc waszych (Ps 95, 7-8). Dziś Bóg cię woła, abyś wypełniał Jego wolę, czyń ją zatem, ponieważ jutro już czasu zabraknie, albo Bóg już wołać na ciebie nie będzie. A jeśli dawniej miałeś nieszczęście tracić czas na obrażaniu Boga, staraj się teraz przez resztę życia to opłakiwać.

Odtąd Panie, nie chcę marnować czasu, którego użyczysz mi z Twojego miłosierdzia. Zgrzeszywszy ciężko, powinienem teraz być w piekle i tam opłakiwać w rozpaczy stratę nie do naprawienia. Chcę zatem odtąd korzystać z reszty danego mi czasu ku Twojej chwale. Gdybym był w piekle, nie mógłbym Cię Panie miłować, ani prosić o łaski. Teraz słyszę Twoje słowa: Proście a otrzymacie. Proszę Cię więc o dwie łaski: Daj mi, Panie, wytrwanie w Twojej łasce i miłość Twoją. Te mi wystarczą. Zresztą, czyń ze mną, co Ci się podoba. Maryjo, Matko Boża, wyjednaj mi tę łaskę, abym odtąd nieustannie polecał się Bogu, prosił Go o pomoc, o zmiłowanie nade mną, o łaskę wytrwania
i o świętą Jego miłość.

Opr. - ks. Henryk Skoczylas CSMA POWŚCIĄGLIWOŚĆ I PRACA 6/2006

19 czerwca 2006r. mija pierwsza rocznica beatyfikacji ks. Bronisława Markiewicza. Jako modus vivendi ks. Markiewicz zaleca powściągliwość i pracę: powściągliwość chrześcijańska jest jednym z głównych filarów, na których spoczywa budowa szczęścia doczesnego i wiekuistego ludzi (PiP, nr 5/1906 r.), zaś: praca jest lekarstwem przepisanym przez Boga przeciw chorobom i słabościom naszej grzesznej natury - ona przyczynia się do rozwoju władz i zdolności cielesnych, i umysłowych, ona jest najodpowiedniejszym środkiem utrzymania, uczy poczucia własnej godności i daje niezależność (Ćwiczenia Duchowne, s. 194).
1409
Geminiano Secundo

W Przemyślu obok Archikatedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.
P.S.
Osobiście wiele zawdzięczam Michalitom: ksiądz prefekt poświęcił na warszawskim Powiślu moją pierwszą łódkę.