majs

Maria Valtorta 18.

18. JEZUS MÓWI NA JEZIORZE DO JOANNY, MAŁŻONKI CHUZY
Napisane 8 maja 1945. A, 4999-5005
Jezus znajduje się na jeziorze, w łodzi Piotra, za dwoma innymi łodziami: jedna
to zwykła łódź rybacka taka sama jak łódź należąca do Piotra; druga –
spacerowa, lekka, bogata. To łódź Joanny, małżonki Chuzy, lecz nie ma w niej
jej pani. Jest u stóp Jezusa, w prymitywnej łodzi Piotra.
Wydaje się, że przypadkiem spotkali się w tym miejscu, przy ukwieconym
brzegu Genezaret. Nabrzeże jest bardzo piękne w tym początkowym okresie
palestyńskiej wiosny. Rozściela ona obłoki na ukwieconych migdałowcach i
układa perły kwiatów, które właśnie mają się rozwinąć, na gruszach i
jabłoniach, granatowcach, pigwach – na wszystkich, wszystkich drzewach, o
najbogatszych i najwspanialszych kwiatach i owocach. Łódź płynie wzdłuż
nasłonecznionego brzegu. Ukazują się na nim już miliony pączków
nabrzmiewających na mających zakwitnąć gałęziach. W spokojnym powietrzu
migoczą płatki wczesnego migdałowca, spadając na jasne wody jeziora. Brzegi
– porośnięte nową trawą jak radosnym dywanem z zielonego jedwabiu – usłane
są złotymi pączkami jaskrów, promieniejących gwiazd stokrotek. Obok nich –
jak małe ukoronowane królowe – [rosną] wyprostowane na swych łodygach,
uśmiechnięte, lekkie, spokojne jak oczy dziecka, pełne elegancji niezapominajki
w kolorze lazuru. Zdają się mówić: “tak, tak” – słońcu, jezioru, siostrom
trawom, [zapewniać], że są szczęśliwe kwitnąc i rozkwitając pod [spojrzeniem]
jasnobłękitnych oczu ich Pana.
Wiosna dopiero się zaczyna, więc jezioro nie ma jeszcze obfitości, która w
następnych miesiącach uczyni je tak okazałym. Nie ma jeszcze tego
zbytkownego przepychu, jakby zmysłowego, setek tysięcy prostych lub pnących
się krzewów różanych, wznoszących się jak masywy w ogrodach lub
zakrywających mury; setek tysięcy baldachogronów, szczodrzeńców i akacji,
setek tysięcy skupisk tuberoz w kwiatach, setek tysięcy woskowanych gwiazd
cytrusów, całej tej gamy kolorów, gwałtownych, odurzających woni, które
upajają i pobudzają ludzkie pragnienie uciechy, psującej bardzo ten zakątek
ziemi tak czysty, którym jest Jezioro Tyberiadzkie – miejsce wybrane od
wieków, aby stać się sceną największej liczby cudów naszego Pana Jezusa.
Joanna patrzy na Jezusa pochłoniętego pięknem Swego galilejskiego jeziora.
Jego twarz uśmiecha się, odbijając jak w czystym zwierciadle jej uśmiech do
Niego. W innych łodziach toczą się rozmowy, tu natomiast [panuje] milczenie.
Jedyny dźwięk to głuchy odgłos bosych stóp Piotra i Andrzeja, regulujących
ruch łodzi, westchnienia przecinanej dziobem wody, która wyszeptuje swój ból
ścianom łodzi – ból zamieniający się w śmiech w jej piersi, gdy rana zamyka się
srebrzystą bruzdą, wyglądającą w świetle słońca jak diamentowy pył.

57
Wreszcie Jezus ocknął się z zadumy. Patrzy na uczennicę, uśmiecha się do niej i
pyta:
«Niemalże dopłynęliśmy, prawda? I powiesz, że Nauczyciel jest niezbyt miłym
towarzyszem. Nie przemówiłem do ciebie ani jednym słowem.»
«Wyczytałam je na Twojej twarzy, Nauczycielu, i odczuwałam wszystko, co
mówiłeś do otaczających nas rzeczy.»
«Cóż takiego mówiłem?»
«Kochajcie, bądźcie czyste, bądźcie dobre. Pochodzicie przecież od Boga, a z
Jego ręki nie wyszło nic złego ani nieczystego.»
«Dobrze wyczytałaś.»
«Mój Panie, rośliny by to uczyniły. Zrobiłyby to zwierzęta... człowiek... dlaczego
nie postępuje tak ta najdoskonalsza istota?»
«Ponieważ jad szatana wszedł tylko w człowieka. Próbował on zniszczyć
Stworzyciela w Jego cudzie największym, najbardziej do Niego podobnym.»
Joanna pochyla głowę i rozmyśla. Wydaje się wahać i zastanawiać – jak ktoś
rozdarty między dwoma przeciwstawnymi pragnieniami. Jezus obserwuje ją.
Joanna podnosi głowę i mówi:
«Panie, czy brzydziłbyś się przyjść do Moich przyjaciółek - poganek? Wiesz...
Chuza należy do dworu... A Tetrarcha... a jeszcze bardziej prawdziwa pani
dworu, Herodiada, której woli we wszystkim ulega Herod, z powodu... mody...
aby uchodzić za inteligentniejszych od innych Palestyńczyków, aby doznawać
protekcji Rzymu, oddają hołd Rzymowi i wszystkiemu co rzymskie... jest w
zażyłych stosunkach z Rzymianami z domu Prokonsula... i niemal nam to
narzuca. Muszę powiedzieć, że w istocie niewiasty te nie są gorsze od nas.
Także pomiędzy nami, a nawet nad tym jeziorem, są takie, które upadły o wiele
niżej. A o czym mogłybyśmy mówić, gdybyśmy nie mówiły o Herodiadzie?...
Kiedy straciłam dziecko i kiedy byłam chora, one były dla mnie bardzo dobre,
choć ich nie szukałam. Od tego czasu trwa przyjaźń. Lecz jeśli Ty powiesz, że to
źle, zrezygnuję z tego. Nie? Dziękuję, Panie. Przedwczoraj byłam u jednej z tych
przyjaciółek. Dla mnie była to wizyta przyjacielska, dla Chuzy – obowiązek. To
był rozkaz Tetrarchy, który... chciałby bardzo tu powrócić, lecz nie czuje się zbyt
bezpiecznie i dlatego... nawiązuje jak najkorzystniejsze kontakty z Rzymem dla
zapewnienia sobie jego opieki. Poza tym... Proszę Cię... Ty jesteś krewnym
Chrzciciela, prawda? Powiedz mu więc, aby zbytnio nie ufał... Niech nigdy nie
opuszcza granic Samarii... A nawet niech się na jakiś czas ukryje, jeśli czymś
takim nie gardzi. Wąż zbliża się do baranka i dlatego ten powinien bardzo się
obawiać... wszystkiego. Niech będzie ostrożny, Nauczycielu. I niech nikt się nie
dowie, że ja to powiedziałam. To zrujnowałoby Chuzę.»
«Bądź spokojna, Joanno. Uprzedzę Chrzciciela w taki sposób, aby oddać mu
przysługę, lecz bez wyrządzenia ci szkody.»
«Dziękuję, Panie. Chcę Ci służyć, lecz nie chciałabym, aby to zniszczyło mego
męża. Ponadto... ja... nie mogę zawsze chodzić z Tobą. Czasem będę musiała
pozostać, bo on tego chce, to słuszne...»
«Zostaniesz, Joanno. Wszystko rozumiem. Nie trzeba mówić nic ponad to, co
konieczne.»
58
«Jednak w godzinach najbardziej dla Ciebie niebezpiecznych będziesz mnie
chciał mieć przy Sobie?»
«Tak, Joanno. Zapewniam cię.»
«O! Tak mi było trudno wyrzec te słowa! Teraz jednak czuję ulgę...»
«Jeśli będziesz wierzyć we Mnie, zawsze odczujesz ulgę... Mówiłaś Mi o jednej z
twych przyjaciółek - Rzymianek...»
«Tak. Ona jest bliską przyjaciółką Klaudii. Sądzę, że musi być z nią
spokrewniona. Chciałaby z Tobą porozmawiać, a przynajmniej posłuchać Cię,
jak mówisz. I nie tylko ona. Ponieważ uzdrowiłeś córeczkę Walerii – a
wiadomość ta rozeszła się lotem błyskawicy – dlatego pragną tego jeszcze
bardziej. Na uczcie tamtego wieczoru wiele mówiono o Tobie: za i przeciw
Tobie, ponieważ byli tam i herodianie, i saduceusze... Chociaż, gdyby ich
zapytać, zaprzeczyliby... Były też niewiasty... bogate i... i nieuczciwe. Była...
przykro mi to mówić, bo wiem, że jesteś przyjacielem jej brata, Maria z Magdali,
wraz z nowym przyjacielem, i inna niewiasta, Greczynka, jak sądzę, tak samo
swobodnie prowadząca się. Wiesz... u pogan niewiasty są przy stole razem z
mężczyznami i to jest bardzo... bardzo... O, jakże jestem zmieszana!... Z
uprzejmości moja przyjaciółka wyznaczyła mi do towarzystwa mego własnego
małżonka. To przyniosło mi wielką ulgę. Ale inne... o!... Tak więc mówiono o
Tobie, bowiem cud [uzdrowienia] Faustynki wywołał wiele hałasu. Rzymianie
podziwiali w Tobie wielkiego medyka lub maga, natomiast – wybacz, Panie –
herodianie i saduceusze rzucali jadem na Twoje Imię, a Maria... o! Maria!...
Jakie to straszne!... rozpoczęła od kpin, a potem... Nie, tego nie chcę Ci
powiedzieć. Płakałam z tego powodu całą noc...»
«Zostaw ją. Ona wyzdrowieje.»
«Ależ ona jest w dobrym zdrowiu, wiesz o tym.»
«Jeśli chodzi o ciało. Reszta jest zatruta. Zostanie uleczona.»
«Ty to mówisz... Rzymianki – wiesz, jakie one są – powiedziały: “Nie boimy się
czarów i nie wierzymy w bajki. Chciałybyśmy same osądzić”. Potem zapytały:
“Czy mogłybyśmy Go usłyszeć?”»
«Powiedz im, że w końcu miesiąca Szebat będę u Ciebie.»
«Uczynię to, Panie. Czy sądzisz, że przyjdą do Ciebie?»
«W nich trzeba wszystko na nowo zbudować. Najpierw trzeba zburzyć, a potem
zbudować. Jednak nie jest to niemożliwe... Joanno, oto twój dom i ogród. Pracuj
tu dla twego Nauczyciela, tak jak ci powiedziałem. Żegnaj, Joanno. Niech Pan
będzie z tobą. Błogosławię cię w Jego Imię.»
Łódź dobija do brzegu. Joanna pyta nalegająco:
«Nie wejdziesz?»
«Nie teraz. Muszę podtrzymać płomień. Przez kilka miesięcy nieobecności
prawie zgasł. A czas ucieka...»
Łódź zatrzymała się w małej zatoce, wdzierającej się do ogrodu Chuzy. Słudzy
biegną, by pomóc pani wysiąść. Jej łódź dopływa po łodzi Piotra do nabrzeża.
Jan, Mateusz, Iskariota i Filip opuścili ją, przesiadłszy się do łodzi Piotra. Powoli
odbijają od nabrzeża, kierując się ku przeciwległemu brzegowi.
59
199