Jaryca zawsze Dziewica udostępnia to

Żadna z tych partii nie miała odwagi, by powiedzieć Polakom prawdę o stanie schronów i obrony cywilnej. Dla obu partii obywatel ma być jedynie płatnikiem podatków na zbrojenia i ewentualnym „mięsem armatnim”, a nie podmiotem, którego życie jest chronione przez sprawne państwo. Patriotyzm tych formacji to patriotyzm fasadowy. Prawdziwa troska o Ojczyznę wymagałaby budowy własnych zdolności, a nie brania kredytów na sprzęt, do którego kody dostępu i serwisowanie pozostają w rękach obcych mocarstw.
Leon Komornicki generał dywizji Wojska Polskiego w stanie spoczynku, postać nietuzinkowa i jeden z najwybitniejszych strategów współczesnej Polski. Urodzony w 1947 roku, przeszedł pełną ścieżkę dowódczą – od dowódcy plutonu po najwyższe szczeble Sztabu Generalnego. Absolwent prestiżowej Akademii Sztabu Generalnego oraz Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR.
W latach 1992–1997 pełnił funkcję Zastępcy Szefa Sztabu Generalnego WP ds. Planowania Strategicznego, współtworząc fundamenty pod transformację polskiej armii i nasze wejście do struktur NATO. Dziś, jako wiceprezes Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego, pozostaje jednym z najostrzejszych recenzentów polskiej polityki obronnej, niezmiennie kierując się maksymą bezkompromisowej służby Ojczyźnie.
Szanowni Państwo, żyjemy w czasach, w których spokój stał się towarem deficytowym, a bezpieczeństwo granic nie jest już daną raz na zawsze oczywistością, lecz wyzwaniem wymagającym narodowej jedności. W tym burzliwym krajobrazie głos gen. Leona Komornickiego wybrzmiewa niczym dzwon Zygmunta, ostrzegając przed uśpieniem czujności. Generał, z właściwą sobie żołnierską dosadnością, wskazuje na brutalną prawdę: Polska znajduje się w stanie zagrożenia, które wymaga odrzucenia politycznych kłótni na rzecz wspólnego budowania fundamentów przetrwania narodu.
Centralnym punktem najnowszych wystąpień generała jest bezlitosna diagnoza systemu ochrony ludności cywilnej, który w jego ocenie istnieje dziś głównie na papierze, pozostawiając obywateli bezbronnych w obliczu potencjalnego konfliktu. Komornicki bije na alarm w sprawie braku infrastruktury schronowej. Przypomina, że nowoczesna wojna to nie tylko starcie czołgów na polach, ale przede wszystkim systematyczne niszczenie morale i tkanki miejskiej, na co nie jesteśmy przygotowani.
Kluczowym postulatem generała jest powołanie Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych. To wizja państwa sprawnego, w którym rozproszone kompetencje zostają scalone w jeden potężny ośrodek decyzyjny zdolny do natychmiastowej reakcji. Zdaniem stratega, obecna struktura zarządzania kryzysowego jest zbyt ociężała. Resortowe „silosy” uniemożliwiają płynną współpracę, co w godzinie próby może kosztować życie tysięcy rodaków.
Generał nie szczędzi gorzkich słów pod adresem polityki globalnej. Jego analiza działań USA, szczególnie w kontekście administracji Donalda Trumpa i sytuacji na Bliskim Wschodzie, wskazuje na ogromną nieprzewidywalność naszych głównych sojuszników. Według Komornickiego, ślepe poleganie wyłącznie na gwarancjach zewnętrznych, bez budowania własnego, suwerennego potencjału odstraszania, jest błędem historycznym, za który Polska już nieraz płaciła najwyższą cenę.

Dla USA jesteśmy dłużnikiem i płatnikiem, a dla Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii mięsem armatnim.”
Gen. dyw. Leon Komornicki.
Słowa generała Leona Komornickiego o tym, że dla USA jesteśmy dłużnikiem, a dla mocarstw europejskich jedynie „mięsem armatnim”, to nie jest zwykła publicystyka. To akt oskarżenia wobec całej klasy politycznej, która przez ostatnie dwie dekady, niezależnie od barw, systematycznie demontowała polskie bezpieczeństwo. Przez lata karmiono nas iluzją, że bezpieczeństwo można kupić za uściski dłoni w Brukseli czy Waszyngtonie.
Tymczasem nagą prawdą jest fakt, że zarówno Platforma Obywatelska, jak i Prawo i Sprawiedliwość, traktowały polską armię nie jako fundament suwerenności, ale jako narzędzie marketingu politycznego. Formacja PO, pod hasłami „profesjonalizacji”, w rzeczywistości dokonała drastycznej redukcji liczebnej Wojska Polskiego. Likwidacja jednostek na wschodzie kraju była ruchem, który w świetle dzisiejszej wiedzy wyglądał jak zaproszenie agresora do wejścia w głąb polskiego terytorium bez oddania jednego strzału.
Z drugiej strony PiS, mamiąc naród wizjami „najpotężniejszej armii lądowej w Europie”, skupił się na zakupach „z półki”, które uczyniły z Polski wiecznego dłużnika i płatnika amerykańskich koncernów, nie dbając o kluczowy dla suwerenności polski przemysł zbrojeniowy. Obie te partie są stronami tego samego medalu – medalu zdrady interesów narodowych na rzecz uległości wobec obcych stolic. Jedni kłaniali się Berlinowi, drudzy Waszyngtonowi, zapominając, że jedynym panem polskiego polityka powinna być Warszawa i dobro jej obywateli.
Za czasów PO armia została sprowadzona do roli ekspedycyjnego korpusu wspierającego obce interesy w Iraku czy Afganistanie, gdzie nasi żołnierze zdobywali doświadczenie, które w żaden sposób nie przekładało się na zdolność obrony własnych granic. Za czasów PiS z kolei, wojsko stało się tłem dla konferencji prasowych. Kupowano nowoczesne czołgi i samoloty, zapominając o fundamentach: o magazynach amunicji, o schronach dla cywili, o systemie logistycznym, który bez sprawnego Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych nie istnieje.
Obie formacje doprowadziły do sytuacji, w której polski żołnierz, choć mężny i oddany, jest trybikiem w maszynie, której kierownica znajduje się poza granicami kraju. Jesteśmy „wypychadłem”, które ma krwawić jako pierwsze, by Berlin i Paryż mogły w spokoju negocjować nowe „deale”. Prawda jest bolesna: polska armia za PO była armią defiladową, skurczoną do granic możliwości. Za PiS stała się armią wirtualną, istniejącą głównie w zapowiedziach i kontraktach, których realizacja rozciąga się na dekady, podczas gdy zagrożenie jest tu i teraz.
Żadna z tych partii nie miała odwagi, by powiedzieć Polakom prawdę o stanie schronów i obrony cywilnej. Dla obu partii obywatel ma być jedynie płatnikiem podatków na zbrojenia i ewentualnym „mięsem armatnim”, a nie podmiotem, którego życie jest chronione przez sprawne państwo. Patriotyzm tych formacji to patriotyzm fasadowy. Prawdziwa troska o Ojczyznę wymagałaby budowy własnych zdolności, a nie brania kredytów na sprzęt, do którego kody dostępu i serwisowanie pozostają w rękach obcych mocarstw.
Gen. Komornicki trafia w punkt: jesteśmy dłużnikami. Zarówno PO, jak i PiS wciągnęły nas w spiralę zadłużenia, która sprawia, że nasze bezpieczeństwo jest zakładnikiem zagranicznych banków i politycznych kaprysów kolejnych administracji w USA. To „jedno i to samo zło”, bo obie partie wierzą w ten sam paradygmat: Polska nie może być silna sama sobą. Jedni chcieli nas rozpuścić w europejskim superpaństwie, drudzy chcą z nas zrobić pięćdziesiąty któryś stan USA – oba te podejścia odbierają nam podmiotowość.
System rezerw w Polsce praktycznie nie istnieje, co jest wspólnym „osiągnięciem” obu ekip. Zawieszenie poboru bez stworzenia realnej alternatywy w postaci masowego przeszkolenia narodu to zbrodnia na bezpieczeństwie przyszłych pokoleń. Patrząc na stan infrastruktury obronnej, widzimy krajobraz po bitwie dwóch egoistycznych grup interesu. Pieniądze, które powinny iść na schrony i systemy ochrony ludności, szły na propagandę sukcesu lub łatanie dziur budżetowych wynikających z nieudolności.
Obaj liderzy tych formacji, mimo że publicznie skaczą sobie do gardeł, w kwestii fundamentalnej – poddaństwa wobec potęg – mówią tym samym głosem. Różnią się tylko tym, komu w danym momencie chcą służyć. Wyjście z roli „mięsa armatniego” wymaga odrzucenia tego duopolu. Polska potrzebuje trzeciej drogi – drogi suwerenności militarnej, opartej na twardych diagnozach generałów takich jak Komornicki, a nie na PR-owych zagrywkach cywilnych dyletantów. Musimy przestać być „popychadłem”!
Niezależnie czy u władzy jest PO czy PiS, Polska jest traktowana przez Zachód jak bufor, który można poświęcić w imię „wyższych celów” geopolitycznych. Czas zerwać z polityką klęczenia. Prawdziwa armia to taka, która budzi respekt własnym potencjałem, a nie taka, która liczy na to, że ktoś przyjdzie nam z pomocą w trzecim tygodniu wojny, gdy nasze miasta będą już w ruinie.
Kochani, Szanowni Państwo, Drodzy Rodacy, publikacja ta niech będzie przestrogą: jeśli nie przejrzymy na oczy i nie zrozumiemy, że obecna klasa polityczna prowadzi nas na rzeź w imię obcych interesów, cytat o „mięsie armatnim” stanie się naszą tragiczną rzeczywistością. Boże, miej w opiece Rzeczpospolitą, bo jej politycy od dawna o niej zapomnieli!

278
Canis Maior

Na zdjęciu ideologiczni bracia opłacani z jednej kasy globalistów.