Moralność pod specjalnym nadzorem
Kłamstwo powszednie
fot. FOTOLIA.COM
Człowiek kłamie, aby znaleźć łatwe wyjście z sytuacji, by uniknąć kary, ze strachu, dla zysku, zdobycia władzy nad innymi, wywarcia dobrego wrażenia, z wygodnictwa, lenistwa, nienawiści, złości, litości, miłości i jeszcze ze stu innych powodów. Nieprawda zrosła się i z prywatnym, i publicznym życiem człowieka.
Na zakończenie Mszy św., w czasie ogłoszeń parafialnych, pewien proboszcz powiedział do swoich wiernych: „W następnym tygodniu chciałbym wygłosić kazanie o grzechu kłamstwa. Abyście mogli lepiej je zrozumieć, przeczytajcie proszę 17 rozdział z Ewangelii wg św. Marka”. Minął tydzień. W niedzielę duchowny, przygotowując się do wygłoszenia kazania, poprosił o podniesienie rąk tych, którzy zapoznali się z zadaną lekturą. W odpowiedzi uniosły się ręce większości zgromadzonych. Kapłan uśmiechnął się i powiedział: „Św. Marek napisał tylko 16 rozdziałów. Posłuchajcie zatem o grzechu kłamstwa...”
Czy kłamstwo zawsze jest grzechem? Czy od kłamstwa można się uzależnić? Czy wolno nam niekiedy np. przemilczeć pewną część prawdy? Czy jednak zawsze należy mówić prawdę, całą prawdę i tylko prawdę?
Dawniej i dziś
W starożytności kłamstwa nie oceniano z moralnego punktu widzenia. Traktowano je jako sposób radzenia sobie w życiu. Sofokles stawał w jego obronie, mawiając, że nie można nim gardzić, jeśli może kogoś ocalić. Innego zdania był Augustyn Aureliusz, uczony żyjący na przełomie IV i V wieku. Uważał on bowiem, że kłamstwo oddala nas od Boga i jest z natury złe. Podczas pierwszej wojny światowej fałszywe informacje w prasie i radiu stały się sposobem na zmylenie przeciwnika. Stefan Dietzsch, współczesny filozof niemiecki, uważa, że dziś kłamstwo jest oznaką społecznej inteligencji. Bez niego trudno byłoby nam funkcjonować.
Kto w małej rzeczy jest niewierny...
- Ale mama pysznie gotuje - powiedział Piotr podczas niedzielnego obiadu u teściowej. I choć nienawidzi jej kuchni, zwłaszcza sosu chrzanowego, pochwalił panią Polę za talent kulinarny i dodał, że to jego ulubiona potrawa. Starsza pani rozpromieniła się i zaproponowała dokładkę. - Nie, już pękam, może zostanie na jutrzejszy obiad? - ponownie skłamał mężczyzna. Ale teściowa odczytała to jako skromność i suto, od serca, polała mu ziemniaki sosem. - Och, cudownie. Dziękuję - czwarty raz w ciągu kilku minut skłamał zięć.
Czy takie drobne kłamstewka są czymś złym? W końcu mama słysząc komplementy jest szczęśliwa, a pomiędzy nią a zięciem rodzą się dobre relacje.
Zdaniem psycholog Elżbiety Trawkowskiej-Bryłki nawet małe, niewinne, tzw. białe kłamstwa nie różnią się w swej istocie od tych dużych. - Podział ten jest sztuczny i wymyślony po to, aby uspokoić swoje sumienie. Każde kłamstwo jest złe i, jak mówi Ewangelia: kto w małej rzeczy jest niewierny i w dużej taki się okaże - podkreśla. - Zresztą ludzie lubią takie podziały, pozwalające na rozmywanie zła, np. biała i czarna magia, miękkie i twarde narkotyki, lekka i ciężka pornografia. Dla mnie takie podziały nie istnieją. Zło zawsze będzie złem i należy się go wystrzegać, a nie „ubierać” w ładne słowa - mówi stanowczo E. Trawkowska-Bryłka.
Zgubne skutki
Kłamiemy, by wywrzeć dobre wrażenie, czasami ze strachu lub dlatego, że nie potrafimy powiedzieć „nie”. Na przykład dzwonią do nas znajomi i oświadczają, że zaraz wpadną z wizytą. Nie lubimy ich i nie chcemy tego spotkania. Ale nie mówimy „nie mamy ochot was widzieć”, lecz na poczekaniu wymyślamy bajeczkę o odwiedzinach ciotki z Łodzi. Czy takie mówienie nieprawdy jest nieszkodliwe?
- Kłamstwo może wydawać się szybkim i łatwym sposobem na wybrnięcie z trudnej sytuacji, ale w ostatecznym rozrachunku nigdy nie popłaca - ostrzega E. Trawkowska-Bryłka i dodaje, że każde oszustwo jest szkodliwe, a prawda wcześniej czy później i tak wyjdzie na jaw. - A wtedy będziemy musieli zmierzyć się ze skutkami kłamstwa, np. utratą czyjegoś zaufania, poczuciem winy, wstydem - tłumaczy psycholog.
Jednak utrata autorytetu to tylko jeden z niewielu skutków łgarstwa. Kłamstwo to potężne narzędzie manipulacji i jest cały zastęp ludzi uzależnionych od oszukiwania. - Nazywamy to mitomanią, czyli patologicznym kłamstwem. Nałogowy kłamca nie potrafi powstrzymać się od oszukiwania w sytuacjach dla niego obojętnych, np. co zjadł na obiad, kogo spotkał, o czym rozmawiał z inną osobą itp. - wyjaśnia E. Trawkowska-Bryłka. - Od zwykłego oszustwa mitomania różni się tym, że w umyśle nałogowego kłamcy dochodzi do zatarcia granic między fikcją a rzeczywistością. Często opowiada on nieprawdziwe historie, przedstawiające go w korzystnym świetle, albo zmyślone opowieści o innych, w które sam wierzy i stara się przekonać do nich rozmówcę. Mitomania pojawia się u dzieci w wieku przedszkolnym i jest zjawiskiem przejściowym, jednak u starszych i dorosłych wymaga specjalistycznej interwencji, może być np. oznaką organicznych uszkodzeń mózgu - dodaje.
Gdy rzeczywistość jest zbyt bolesna
Czy lekarz powinien mówić prawdę o nieuleczalnej chorobie, czy lepiej okłamywać pacjenta, dając mu nadzieję i wiarę? W końcu wiara czyni cuda…
- Omawiając ósme przykazanie Dekalogu autorzy Katechizmu Kościoła Katolickiego ukazują kłamstwo jako jedno z „najbardziej bezpośrednich” wykroczeń przeciw prawdzie. Kłamać to „mówić lub działać przeciw prawdzie, by wprowadzić w błąd tego, kto ma prawo ją znać”. Kłamstwo, będąc wykroczeniem przeciw cnocie prawdomówności, jest zarazem „prawdziwym wykroczeniem przeciw drugiemu człowiekowi”. Kłamstwo samo w sobie jest jedynie grzechem powszednim, ale kiedy poważnie narusza cnotę sprawiedliwości i miłości staje się grzechem śmiertelnym - tłumaczy ks. Piotr Pielak, kapelan siedleckiego hospicjum. - O ile powyższe stwierdzenia wydają się być faktem bezspornym w odniesieniu do szeroko rozumianego porządku społecznego, szczególnie zaufania, to w sytuacji osób nieuleczalnie chorych, z bliską perspektywą śmierci, pojawia się problem tzw. „białego kłamstwa” albo inaczej kłamstwa „w dobrej intencji” - dodaje kapłan.
Czy powinno się mówić prawdę osobom nieuleczalnie chorym? Czy okłamywanie powodowane troską o ich zdrowie jest usprawiedliwione? Wreszcie: gdzie przebiega granica pomiędzy prawdą a dobrem chorego?
- Odpowiadając na te pytania trzeba mieć świadomość, że wobec takich dylematów już od wieków stawali nie tylko lekarze, filozofowie czy prawnicy, ale przede wszystkim rodziny i bliscy osób chorych. Co prawda w literaturze fachowej można odnaleźć wiele wskazówek i sugestii, ale nie ma jednomyślności - twierdzi ks. Pielak. - Jedni opowiadają się za pełną informacją, niezależnie od sytuacji chorego, inni optują za całkowitym zatajaniem złych informacji i podawaniem wyłącznie optymistycznych prognoz - dodaje. W takiej sytuacji, zdaniem kapelana, najbliższe chrześcijańskiej myśli jest stanowisko umiarkowane: z jednej strony uznaje ono bezwzględne prawo chorego i jego rodziny do informacji (prawdy), a z drugiej zwraca uwagę na różnice w odporności psychicznej poszczególnych osób. - Uważna obserwacja i wsłuchanie się w głos chorego winny prowadzić do określania, ile prawdy jest on w stanie przyjąć. Pacjent sam niejako może w ten sposób „prowadzić” swoich opiekunów, informując ich o tym, co już wie i pomagając w dozowaniu informacji, którą sam może przyjąć - tłumaczy ks. Piotr i przytacza wypowiedź jednego z ekspertów medycyny paliatywnej prof. Krystyny de Walden-Gałuszko: „Prawda jest jednym z najsilniejszych dostępnych środków farmaceutycznych. Ale jak przy każdym leku, musimy poznać jego farmakodynamikę, sposób dawkowania i towarzyszące objawy uboczne nadziei i zaprzeczenia”.
Natomiast zdaniem E. Trawkowskiej-Bryłki każdy ma prawo do rzetelnych informacji o sobie, stanie swojego zdrowia, sytuacji rodziny. - Jednak czy trudną prawdę należy przekazywać natychmiast, bez przygotowania siebie i odbiorcy oraz jak to zrobić, aby wypowiadając swoją opinię, nie ranić bardziej? - zastanawia się psycholog. - Myślę, że w takich sytuacjach ludzie nie wiedzą, jak to powiedzieć, i dlatego decydują się na kłamstwo „w dobrej wierze”. Jednak prawda i tak wyjdzie na jaw, a wtedy skutki kłamstwa mogą okazać się tragiczne. Lepiej jest przygotować siebie, znaleźć czas i okoliczności na spokojną rozmowę, w której będzie można powiedzieć prawdę. Chodzi tu o sytuacje szczególne, np. gdy rodzice adopcyjni przekazują prawdę swojemu dziecku, gdy stan zdrowia chorego grozi szybką śmiercią - radzi E. Trawkowska-Bryłka. 3 PYTANIA
dr Marek Czachorowski - etyk, Katolicki Uniwersytet Lubelski
Istnieją ludzie, którzy swoje życie budują na kłamstwie, intrydze, fałszywym świadectwie. Czy da się tak przeżyć całe życie?
Fakty potwierdzają, że jednak się da. Oprócz faktów przemawia za tym teza, iż człowiek jest istotą wolną, a zatem decydującą o sobie. Dlatego nic nie może nas zmusić do wyjścia ze stanu samozakłamania, jeżeli my sami tego nie zapragniemy.
Mówi się, że kłamstwo ma zawsze krótkie nogi...
… i w dodatku wcale nie umożliwia, ani nie ułatwia realizacji naszych celów. Świadoma rezygnacja z mówienia i czynienia zgodnie z własnymi przekonaniami, aby innych wprowadzić w błąd, oddala nas od obiektywnego celu naszego życia - bycia sobą jako istotą rozumną, otwartą na prawdę i karmiącą się prawdą.
Czy można kłamać w tzw. dobrej intencji?
Tym bardziej nie należy czynić zła w dobrej sprawie. Dobro trzeba czynić dobrze. Dobrą sprawą jest zawsze uszanowanie adresata naszego działania, który jest istotą rozumną. Jednak od kłamstwa trzeba odróżnić ukrywanie prawdy, do czego mamy w wielu sytuacjach obowiązek.
Jolanta Krasnowska
echokatolickie.pl/index.php?str=100&id=2619&idd=8