Karol Karol

🤔 🤔 🤔 😱 😱 😱

Ludność – The Occidental Observer

Osiemdziesiąt trzy lata temu Joseph Goebbels opublikował esej zatytułowany Die Krise Europas—"Kryzys Europejski". Jak większość jego esejów, był wnikliwy i proroczy. Dotyczyła oczywiście kryzysu chwili: mianowicie wojny przeciwko Niemcom, odrodzonego judeo-bolszewizmu oraz kluczowej roli kwestii żydowskiej w tej wojnie. Dziś Europa stoi w obliczu powiązanego, ale innego kryzysu; Moim celem jest rzucić trochę światła na tę sytuację i być może wskazać dalszą drogę.
W tym kontekście obecnie modne jest mówienie o "śmierci Europy", ale zazwyczaj jest to luźne i przesadzone gadanie, często niepoparte rzeczywistymi danymi. Europa nie umiera, ale jest chora i potencjalnie zagrożona trwałą zmianą swojej orientacji społecznej i politycznej, odchodząc od tradycyjnych europejskich wartości i struktury, ku globalistycznym, konsumpcyjnym, "amerykanizowanym" wartościom i strukturze. To byłaby wielka szkoda, a myślący ludzie wszędzie powinni zrobić wszystko, by uniknąć takiego rezultatu.
Europa obecnie stoi przed wieloma poważnymi problemami, w tym wojną na Ukrainie, chwiejnym NATO, deindustrializacją oraz potencjalnym spadkiem euro. Ale problem, który chcę tutaj rozwiązać, dotyczy populacji. To z kolei ma dwa aspekty: (1) ogólny spadek oraz (2) spadający udział białych i rosnący udział osób niebiałych. Pozwólcie, że najpierw zajmę się drugim aspektem.
Jeśli chodzi o statystyki ludności rasowej, pierwszym problemem, na jaki napotykamy, jest to, że większość rządów europejskich odmawia śledzenia liczby według rasy i pochodzenia etnicznego, co samo w sobie budzi duże podejrzenia; Trzeba zapytać, dlaczego nie chcą, żebyśmy o tym wiedzieli? Mogą próbować iść moralną drogą i twierdzić, że demografia jest neutralna rasowo, albo coś w tym stylu, ale to nonsens. Władze państwowe wyraźnie próbują ukryć rzeczywistość przed obywatelami, z powodów, które nie mogą być dobre.
Dlatego zazwyczaj jesteśmy zmuszeni używać statystyk zastępczych, takich jak religia czy język, aby oszacować populacje spoza Europy. Najpoważniejszym problemem dla Europy są populacje z Afryki Północnej lub Bliskiego Wschodu, z których niemal wszyscy są muzułmanami, i na szczęście mamy na to dane. Według konwencjonalnych statystyk, w Wielkiej Brytanii jest około 4 milionów muzułmanów (około 6% ogólnej liczby), we Francji 7 milionów (10%) oraz 6 milionów w Niemczech (7%). To są największe takie populacje. Mniejsze kraje oczywiście mają ich mniej, ale nadal stanowią znaczącą część całkowitej liczby; Austria ma około 800 000 muzułmanów (8%), a Szwecja około 1 miliona (10%), a kraje takie jak Belgia (7,5%), Szwajcaria (6%) i Włochy (5%) są tuż za nimi. (Dla porównania, w USA jest około 5 milionów muzułmanów, czyli około 1%.)
Drugim wyzwaniem są populacje czarnoskóre. Francja ma obecnie zdecydowanie największą czarnoskórą populację w Europie, około 3,8 miliona (6%); Za nimi plasują się Wielka Brytania (2,5 miliona, czyli 4%), Włochy (1,2 miliona, czyli 2%), Hiszpania (1 milion, czyli 2%) oraz Niemcy (1,3 miliona, czyli 1,5%). (Dla porównania, w USA mieszka około 50 milionów czarnoskórych, czyli 14%.)
Łącząc tylko te dwie mniejszości, widzimy, że Francja znajduje się w poważnych tarapatach, z łączną liczbą 10,8 miliona osób (16%), następnie Wielka Brytania z 6,5 miliona (10%) i Niemcy (7,3 miliona, czyli 8,5%). Ale jest gorzej niż to; okazuje się, że te dwie grupy stanowią tylko około połowy populacji niebiałych; dlatego faktyczne populacje niebiałe (i procenty) są mniej więcej dwukrotnie wyższe niż te liczby.
Jest tu wiele liczb, ale dobrą wiadomością jest to, że mimo milionów osób niebiałych, europejskie białe populacje wciąż mają solidne większości. Z drugiej strony, trendy są negatywne, ponieważ biali mają bardzo niskie, sub-zastępujące wskaźniki urodzeń, podczas gdy osoby nie-białe imigrują i rozmnażają się na wyższym poziomie. Wskaźniki są takie, że w ciągu czterech lub pięciu dekad biali są zagrożoni staniem się mniejszościami — czyli mniej niż 50% — we własnych krajach.
Na przykład w czerwcu zeszłego roku raport brytyjskiego badacza Matta Goodwina analizował trzy podgrupy populacji w Wielkiej Brytanii: białych Brytyjczyków, Innych Białych oraz Niebiałych. Pokazuje on wzrost populacji niebiałej z obecnego poziomu 19,7% (około dwukrotnie wyższego wskaźnika 10% "Czarni + Muzułmanie"), do 40% do 2060 roku i 50% do 2078 roku — wtedy biali w Wielkiej Brytanii będą mniejszością. (Raport trafił na pierwsze strony gazet, ponieważ kategoria 'Biały Brytyjczyk' spadła jeszcze wcześniej poniżej 50% w 2063 roku.)
Możemy spodziewać się podobnych trendów w reszcie Europy — nieco szybciej lub wolniej, w zależności od obecnego odsetka osób niebiałych i konkretnych wskaźników dzietności. Na przykład Francja to obecnie około 32% osób niebiałych i oczekuje się, że do około 2060 roku stanie się "białą mniejszością". Niemcy, obecnie około 17% osób niebiałych, nie spadną do statusu białej mniejszości aż do około 2085 roku — o ile wszystkie obecne trendy będą się utrzymywać.
Dla porównania, obecnie prognozuje się, że USA w 2045 roku, za 20 lat, przejdą na "białą mniejszość". Więc jeśli w białych krajach świata nastąpią jakieś "śmierci", USA będą pierwszymi na dnie. Francja ma może o 15 lat więcej niż Ameryka, Wielka Brytania może 30 lat więcej, a Niemcy może 40 więcej. Każdy nadciągający "kryzys europejski" jest przyćmiony przez znacznie bardziej bezpośredni "kryzys amerykański". To może być dobra wiadomość dla Europy, jeśli uda im się obserwować, co dzieje się tutaj, w USA, i znaleźć sposób, by tego uniknąć.
Oczywiście traktuję to jako złą wiadomość, gdy historycznie białe kraje groziły, że staną się białymi mniejszościami. W najlepszych, najbardziej optymistycznych scenariuszach, gdy tak się dzieje, natura tych społeczeństw szybko się zmieni, szybko odbiegając od tego, jak były wtedy dominujące przez białych. I z konieczności szybko urzeczywistnią wartości swoich niebiałych większości. Krótko mówiąc, zaczną bardziej przypominać kultury i narody niebiałe — kultury, które są w dużej mierze mniej dostatnie, mniej bezpieczne, mniej zdrowe i mniej produktywne. Niektórzy nazwaliby to "gorszym", inni po prostu "innym"; Pozostawiam to do oceny czytelnika.
Pytanie o większą populację
To jest więc to, co można nazwać "Pytaniem Mniejszościowym". Cała ta kwestia styka się z szerszym problemem, czyli ogólnym spadkiem populacji w Europie. To niezwykle ważna kwestia, ale zazwyczaj (a) całkowicie ignorowana lub (b) traktowana z powierzchownością. Gdy już się pojawia, zwykle dotyczy to rzekomego globalnego spisku eksterminacji lub podstępnego planu ludobójstwa, na przykład przez szczepionki. Jedyna pomocna analiza koncentruje się na kwestii Wielkiej Zastępczości; Więcej na ten temat poniżej.
Z bardzo zrozumiałych powodów niemal niemożliwe jest uzyskanie prostych wypowiedzi na temat populacji. Ani prawica, ani lewica, liberalna ani konserwatywna, religijna czy świecka frakcje nie wydają się być w stanie przedstawić twardych faktów i rozważać racjonalne rozwiązania. Pozwólcie, że tutaj przedstawię kilka szczerych wypowiedzi na temat populacji:
Pod niemal każdym względem świat jest ogromnie przeludniony. Obecna światowa populacja zbliża się do 8,2 miliarda i szybko zmierza do 10 miliardów do lat 50. XXI wieku. Według najnowszych szacunków, liczba ta osiągnie szczyt około 10,3 miliarda do 2085 roku.
Problem polega na tym, że my, a także Ziemia, ewoluowaliśmy w warunkach znacznie mniejszej i znacznie mniej zagęszczonej liczby ludzi. Ludzie istnieją na tej planecie od około 3 milionów lat, a przez dosłownie 99,9% tego czasu na Ziemi było mniej niż 100 milionów — albo dla czytelników z problemami liczbowymi mniej niż 0,1 miliarda. I to jest górna granica; Przez wiele tysiącleci było to znacznie mniej, czasem nawet poniżej miliona.
Ludzkość nie przekroczyła poziomu 100 milionów po raz pierwszy aż do około 1000 roku p.n.e. Ale potem nastąpiły szybkie, wykładnicze wzrosty, osiągając 1 miliard około roku 1800; A teraz, w ciągu kilku dekad, osiągniemy 10 miliardów: 100 razy więcej niż norma ewoluccyjna. Ani my, ani planeta nie wyewoluowali, by poradzić sobie z taką masą Homo sapiens. W skali ewolucyjnej nie jest to normalne; nie da się go utrzymać na dłuższą metę. To nieuchronnie doprowadzi do katastrofy. Wiem, że niektórzy myślą inaczej; Ale jeśli chcą to twierdzić, to oni mają na sobie ciężar dowodu. Muszą udowodnić, że my i planeta możemy przetrwać z historycznie bezprecedensową liczbą ludzi. Powodzenia z tym.
Problem pogłębia fakt, że duży odsetek naszej populacji — być może 2 miliardy ludzi (i rosnących) — zużywa zasoby w wysokim tempie, co przepycha całkowitą konsumpcję ludzką znacznie ponad to, co jest zrównoważone dla planety. Zasoby nieodnawialne (takie jak ropa) szybko się kurczą i stają się coraz trudniejsze do osiągnięcia, a odnawialne są zużywane szybciej, niż można je odnowić. W rezultacie globalne ekosystemy gwałtownie się podupadkają. Dane są dobrze znane i niepodważalne, a nie będę tu wymieniać liczb. Ale gdy globalny ekosystem zacznie się podupadać, ludzkość nie będzie daleko w tyle — to mogę zagwarantować.
Co więcej, aby wszyscy członkowie ekosystemu planetarnego mogli się rozwijać, potrzebują przestrzeni: dużo przestrzeni, dużo lądu, niedotkniętej przez ludzi w znaczący sposób. Innymi słowy, musimy wyznaczyć duże obszary ziemi jako funkcjonalną dzicz. Niestety, istniejąca dzicz również szybko się zanika. Obecnie wykorzystujemy, zmieniamy lub zanieczyszczamy praktycznie całą wolną od lodu ziemię na Ziemi. [1]
W obecnych warunkach nie da się uniknąć katastrofalnych strat dla natury nieludzkiej, a ostatecznie dla nas samych. Dlatego naukowcy i ekologowie coraz częściej dostrzegają, że być może połowa powierzchni lądowej Ziemi powinna zostać wydzielona, nieużywana i nieskażona, jako funkcjonalna dzicz. [2] Aby przetrwać w dłuższej perspektywie, ludzie muszą nauczyć się żyć na mniej więcej połowie Ziemi; a w tej połowie – życie w ramach zrównoważonej biozdolności ziemi — zdolności natury do dostarczania zasobów i pochłaniania odpadów na stałą, długoterminową zasadę. (Jeśli brzmi to dla ciebie "skrajnie prawicowo", "skrajnie lewicowo" lub "faszystowskie", to musisz przemyśleć swoje definicje; to wszystko jest po prostu zdrowym rozsądkiem połączonym z nauką elementarną.)
Efekt końcowy jest jednak dla większości dość szokujący. Po analizie wszystkich liczb sprowadza się do zrównoważonej globalnej populacji około 2 miliardów osób. [3] To spadek o 75% względem obecnych danych. W jakiś sposób, i w jakiś sposób, musimy pozbyć się 6 miliardów ludzi — nie natychmiast, nie z dnia na dzień, ale w (powiedzmy) obecnym stuleciu. Jeśli tego nie zrobimy, istnieje bardzo duża szansa, że sama Natura wkroczy i bezlitośnie nas zdoła—być może do zera. [4] Jeśli mamy jakiekolwiek pozory, że jesteśmy racjonalnym gatunkiem, powinniśmy ograniczyć naszą liczebność, i to szybko.
Jak dokładnie to się stało, zostawiam na inny czas. Wystarczy powiedzieć, że istnieje szeroki wachlarz opcji, od łagodnych i dobrowolnych po przymusowe i przymusowe, a takie "sprytne zwierzę" jak my z pewnością potrafi opracować skuteczny, sprawiedliwy, humanitarny i sprawiedliwy plan. Inną kwestią jest to, kto dokładnie powinien zostać zredukowany. Jako członek i orędownik rasy białej, oczywiście chciałbym, aby udział moich krewnych wzrósł na całym świecie; Ale znowu, ten temat będzie musiał poczekać na inną okazję. Pozwólcie, że powiem tutaj, że istnieje argument za redukcją wszystkich grup z obecnych poziomów.
Studium przypadku Włochy
Mając to niewielkie tło, pozwólcie, że przejdę teraz do symbolicznego dla problemów demograficznych Europy: Włoch. Przyjrzę się dwóm reprezentatywnym artykułom medialnym, ale najpierw przypomnę trochę osobistych doświadczeń w tej sprawie.
W ciągu ostatnich kilku lat miałem szczęście spędzić trochę czasu w północnych Włoszech. Pod wieloma względami to wciąż wspaniały kraj: ludzie, jedzenie, krajobrazy i historia są fantastyczne, a ja miałem same pozytywne doświadczenia. A jednak trudno było pozbyć się uczucia, że coś jest nie tak. Inni Europejczycy (nie-Włosi), z którymi rozmawiałem i którzy sami wcześniej spędzili czas we Włoszech, potwierdzili to; Mówili rzeczy w stylu: "Kraj po prostu nie jest taki sam." Oczywiście Włosi mają wszystkie typowe problemy, takie jak inflacja, skorumpowany rząd, bezrobocie, rosnące koszty mieszkań i tak dalej. Ale wyraźnie dzieje się tam coś więcej i to nie jest dobre.
Gdy pytano o szczegóły, moi przyjaciele wspomnieli o jednym kluczowym czynniku: imigracji. Imigranci zmienili charakter narodu — i to nie na lepsze. Niektóre części Mediolanu, Werony i innych północnych miast najlepiej unikać nocą. Drobna przestępczość i przemoc gangów wzrosły. Z mojego doświadczenia wynika, że czarni i muzułmanie byli widoczni, przynajmniej w niewielkiej liczbie, niemal wszędzie, gdzie się pojawiałem, i jeszcze kilka dekad temu nie byłoby tak samo. Ponownie, trudno uzyskać wiarygodne dane, ale Włochy mają podobno około 1,2 miliona czarnoskórych (2%) i około 3,5 miliona muzułmanów (5%) — choć to z pewnością niedoszacowane szacunki. I jak wcześniej, oznacza to łączną populację niebiałą co najmniej (2 x 7% =) 14% ogółu. I rośnie z dnia na dzień.
Media regularnie relacjonują Włochy i ich "kryzys demograficzny" — zazwyczaj oznaczający spadek liczby ludności. Ale nasze liberalne media zazwyczaj zamieniają takie raporty w polityczne komentarze propagandowe. Interesujące są dwa artykuły prasowe, oba z Wielkiej Brytanii. Pierwsza, od skrajnie lewicowego Guardiana, datowana na koniec 2023 roku, to "Walka o urodzenia: Jak skrajna prawica wykorzystuje włoską 'demograficzną zimę'."
Czytamy, że Włochy przechodzą "kryzys w zwolnionym tempie", czyli "demograficzną zimę", w związku ze spadkiem liczby ludności. Obecnie około 60 milionów Włochów było "zszokowanych", gdy dowiedzieli się, że w 2022 roku stracili 179 000 osób, czyli około 0,3%. Przy wskaźniku dzietności na poziomie 1,24 — znacznie poniżej poziomu odbudowy 2,1 — przewiduje się, że kraj spadnie do 48 milionów do 2070 roku, co oznacza spadek o około 20% w ciągu najbliższych 45 lat. Zawsze czujny Elon Musk napisał wtedy na Twitterze, że "Włochy znikają."
Sytuację tę przedstawia dziennikarz Guardiana Tobias Jones w niejasnym, ale złowieszczym tonie: średni wiek będzie się stopniowo podnosił (prawda), a system emerytalny się przeciążył, co wymagało "albo ogromnych podwyżek podatków, albo drastycznych cięć emerytalnych" (prawdopodobnie prawda). Szkoły będą musiały zostać zamknięte, ponieważ liczba dzieci spadnie (po prawej). I... "Skrajna prawica" wykorzysta tę tragiczną sytuację — więcej o tym poniżej.
Zatrzymajmy się na chwilę i ponownie postawmy to w historycznej perspektywie. Przez większość ostatnich 2000 lat, w tym w okresie Cesarstwa Rzymskiego, na Półwyspie Apenińskim mieszkało mniej niż 10 milionów ludzi. Liczba ta wzrosła do około 13 milionów w 1300 roku, na początku słynnego włoskiego renesansu, który oczywiście był jednym z najważniejszych okresów w historii kultury ludzkości. śmierć zmniejszyła ten poziom o kilka milionów, ale do XVII wieku wróciły do podobnych poziomów. Wraz z nadejściem rewolucji przemysłowej w 1700 roku Włochy, podobnie jak reszta Europy, zaczęły gwałtownie się rozwijać; Kraj wzrósł do 20 milionów do 1800 roku, 35 milionów do 1900 roku i 55 milionów do 2000 roku. Włochy doświadczyły "demograficznego lata", ale nie pomogło to zbytnio ani podczas I, ani drugiej wojny światowej. Mieli jednak wielu ludzi.
Porównaj to teraz z analizą ewolucyjną, ekologiczną. Gdyby Włochy racjonalnie rozwiązały swój udział w obecnym globalnym kryzysie przeludnienia, najpierw wyznaczyłyby około połowy swojego obszaru jako obecną lub przyszłą dzicz; Po drugie, druga połowa byłaby zrównoważona. Na podstawie obecnych szacunków biokapacity regionu,[5] daje to populację docelową około (ojej) 15 milionów. Brzmi to katastrofalnie nisko; a jednak, co zadziwiające, ta "optymalna ekologiczna" populacja jest niemal taka sama, jak ta, w której Włochy osiągnęły szczyt dobrobytu społecznego i kulturowego w XIV wieku. A może to wcale nie taki przypadek; Być może natura i ludzkość są "najszczęśliwsze" i najlepiej rozkwitają tylko na pewnych optymalnych poziomach — znacznie niższych niż te, które widzimy dziś. To przynajmniej jest implikacja.
Z tej perspektywy nadchodzący spadek populacji Włoch z 60 milionów do 48 milionów nie tylko nie jest "kryzysem", ale jest błogosławieństwem. Gdyby ten kraj mógł stracić kolejne 30 milionów ludzi na przykład w ciągu kolejnych 50 lat, byłby w niemal idealnym stanie — w równowadze ze środowiskiem i w stanie gotowym na nowy kulturalny renesans.
"Skrajna prawica" zagraża
Ale oczywiście ani prawica, ani lewica tak to nie widzą. Współcześni straszeni obawiają się planowanych masowych wymierań ludności narodowej lub karykaturalnie złowrogich planów wyludniania. Ale to nie tylko bezpodstawne, ale i na pierwszy rzut oka absurdalne. Żaden przywódca narodowy w historii świata, o ile mi wiadomo, bez względu na to, jak przewrotny czy zły był, nigdy nie chciał celowo wytłacać własnej ludności. [6] Każdy przywódca i każdy rząd rozumie, że więcej ludzi jest lepsze: więcej podatników, więcej żołnierzy, więcej producentów, więcej konsumentów, więcej bogactwa narodowego, większa "waga" na arenie międzynarodowej.
Ale jak informuje nas artykuł w Guardianie, pojawia się znacznie poważniejszy problem: liderka "skrajnej prawicy" Giorgia Meloni wykorzystuje polityczną korzyść na tym "kryzysie demograficznym". Trzeba przyznać, że Meloni chętnie informuje naród, że to kryzys — ignorując tym samym zarówno historię, jak i współczesną analizę ekologiczną. Jednak pisarz Jones bardziej martwi się o poparcie Meloniego dla "teorii spiskowej" "wielkiego zastępcy". Kilka lat temu Meloni podobno powtórzył jakiś "antysemicki motyw" dotyczący żydowskiego finansisty George'a Sorosa i jego poparcia dla przymusowej imigracji, według której rdzenni biali Europejczycy mieliby zostać zastąpieni przez niebiałych Afrykanów i mieszkańców Bliskiego Wschodu — co rzeczywiście się dzieje, jak argumentowałem powyżej. [7] (W dobrym, skorumpowanym stylu politycznym Meloni najwyraźniej nie zrobił nic, by faktycznie powstrzymać napływ imigrantów.)
Ale nie przejmuj się nią; nasz lewicowy Guardian ma rozwiązanie. Po pierwsze, ponieważ wychowywanie dzieci jest kosztowne, a koszty utrzymania rosną wszędzie, musimy zatrudnić więcej młodych kobiet do pracy. "W krajach, gdzie jest większa równość płci w pracy, wskaźniki dzietności są wyższe" – mówi jeden z ekspertów. Jones podaje Niemcy i Szwecję, które mają więcej pracujących kobiet i wyższą dzietność, choć nadal znacznie poniżej wskaźnika stabilności wynoszącej 2,1. Morał dla młodych kobiet: Nie wybieraj między pracą a rodziną — znajdź pracę, miej kilkoro dzieci i wyślij je do żłobka. I nie martw się, zawsze możesz ich zobaczyć w weekendy.
Drugi aspekt jest bardziej problematyczny. Jones cytuje lewicową demografkę Lindę Sabbadini: "Potrzebujemy imigrantów" – mówi. " Dopiero wraz z większą liczbą migrantów w wieku produkcyjnym populacja natychmiast się rozrośnie." A ich dodatkowa produktywność zapewni system emerytalny bogaty w gotówkę. Nierozsądnie powołując się na przypadek Niemiec, Sabbadini mówi, że "Merkel miała ten sam problem... i powitał milion Syryjczyków." Zgadza się — a Niemcy mogą się nigdy nie podnieść.
Ogólny przekaz: Więcej cudzoziemców we Włoszech jest "nieuniknione." A więcej młodych kobiet musi wyjść do pracy, co magicznie skłania je do posiadania większej liczby dzieci. To naprawdę żałosna wiadomość. Równie ważne jest to, co zostało pominięte: brak historii, brak czynników ekologicznych, brak dyskusji rasowych w ogóle. "Nieuniknięci obcokrajowcy" mogą pochodzić z każdego miejsca — zubożałej Afryki, zubożałej Azji, ogarniętego wojną Bliskiego Wschodu — i wszystko będzie w porządku. To jest przesłanie.
Latem zeszłego roku BBC ukazał się nowszy artykuł: "Włochy szukają odpowiedzi na spadek liczby dzieci." Podobnie jak w pierwszym tekście, zaczyna się od małej wioski, która "umiera", z której dziennikarz wyciąga wnioski do "pogłębiającego się kryzysu demograficznego" we Włoszech. Wskaźnik dzietności spadł teraz do 1,18, jak twierdzą, a "prawicowy rząd Meloniego nie był w stanie powstrzymać spadku". Artykuł cytuje młodą Włoszkę z niemowlęciem poniżej roku życia; Matka "musi wrócić do pracy", a znalezienie przystępnej cenowo opieki nad dziećmi "jest bardzo trudne." Następnie tekst przygląda się małemu producentowi, Irinoxowi, który musiał stworzyć na miejscu przedszkole dla niemowląt, aby zatrzymać młode matki. Włochy muszą zapewnić całodniową, całoroczną, bezpłatną opiekę nad niemowlętami, jak nam się mówi, zanim włoskie kobiety zdecydują się na macierzyństwo.
Ale chwileczkę, jest jeszcze jedno "rozwiązanie": zwiększona imigracja. W przypadku naszej małej firmy Irinox czytamy, że aż 40% jej pracowników pochodzi "z zagranicy" — powołując się na "od Mongolii do Burkina Faso". Dyrektor generalna Irinox, Katia da Ros, twierdzi, że "Włochy będą potrzebować więcej zagranicznych pracowników, aby napędzać gospodarkę." "Przyszłość będzie taka," mówi beztrosko.
Artykuł kończy się przyjrzeniem się do niektórych szkół wiejskich, które są zamykane z powodu braku dzieci. Niechcący wymyka się na jaw odrobina prawdy, gdy przyznaje lokalny nauczyciel: "ten region [Veneto] został przemieniony, ponieważ wielu ludzi z zagranicy przyjechało tu [w ostatnich latach]" — czytaj: "wielu niebiałych wprowadziło się tam, by pracować jako tania siła robocza, a miasta poszły do diabła." Nauczyciel kontynuuje: "Niektórzy ludzie postanowili potem pójść do innych szkół, gdzie wskaźnik migracji był niższy." Przeczytaj: "Ucieczka białych z biednych, niebezpiecznych, niebiałych dzielnic spowodowała zamknięcie wielu szkół." Teraz widzimy, dlaczego przynajmniej niektóre włoskie szkoły się zamykają: zbyt wielu niebiałych imigrantów, a rodowici Włosi głosują nogami. Jakoś mnie to nie dziwi.
W kierunku prawdziwego rozwiązania
Nasze liberalne, lewicowe media mają jasny przekaz dla Włoch, a właściwie dla Zachodu: niebiali cudzoziemcy są potrzebni, są dobrzy dla waszej gospodarki i społeczeństwa i są nieuniknione, więc przyzwyczajcie się do tego. A jeśli nie podoba ci się ten pomysł, to "kryzys demograficzny" związany ze spadkiem liczby ludności zniszczy twój kraj. To absolutna bzdura, z wielu powodów, co próbowałem pokazać.
A może prawdziwe rozwiązanie? (A) Uznać, że rzeczywisty spadek liczby ludności jest dobry i konieczny, ponieważ praktycznie każdy kraj europejski (i zachodni) przekroczył swoją zdolność nośną. Praktycznie każdy kraj potrzebuje znacznie mniej ludzi i znacznie więcej dziczy, jeśli ma prosperować w przyszłości.
(B) Imigranci nie-biali wyrządzają znacznie więcej szkody niż pożytku na kilku poziomach: są zazwyczaj mniej wykształceni, mniej inteligentni, biedniejsi, bardziej chorzy i mniej przestrzegający prawa; niosą ze sobą inne wartości i różne systemy wierzeń, które są niezgodne z tradycyjnym społeczeństwem zachodnim — innymi słowy, są niezasymilowalne, a ich obecność doprowadzi do społeczeństw podzielonych według rasy i religii. [8] Dla ich dobra i naszego muszą zostać na miejscu.
(C) USA i Europa muszą aktywnie planować powolne i ostrożne zmniejszanie populacji narodowej, jednocześnie przywracając tradycyjne struktury demograficzne. Sukces w obu tych dziedzinach stworzyłby grunt pod wiekowy boom kulturowy, gospodarczy i społeczny.
Powyżej przyjrzałem się Europie dość szczegółowo, ale pozwólcie, że zakończę od USA. Obecnie licząc 330 milionów mieszkańców, Ameryka, podobnie jak praktycznie wszystkie kraje zachodnie, żyje znacznie ponad tym, co jest zrównoważone. Szybko niszczymy nasz narodowy ekosystem, wyczerpujemy zasoby naturalne, niszczymy rodzimą faunę i tym samym przygotowujemy grunt pod katastrofę ekologiczną. Potrzebujemy planu, by około 1 miliarda akrów zostało objęte ochroną dziczy (około połowy kraju), a na drugiej połowie żyć w sposób zrównoważony. Wymaga to redukcji populacji krajowej z 330 milionów do około 150 milionów — ponad 50% spadku.
Jeśli 150 milionów wydaje się przesadą, przypominam czytelnikom, że dokładnie taka była populacja USA w roku 1950. Wielu Amerykanów dziś pamięta populację liczącą 150 milionów. I przypuszczam, że z sympatią. Serio—kto by argumentował, że USA nie były w lepszej sytuacji w roku 1950 niż w 2026?
Jako rdzenny biały naród europejski Stany Zjednoczone mogłyby zacząć od zachęcania do emigracji naszej dużej niebiałej populacji, co zaprowadziłoby nas bardzo daleko do naszego celu. Obecnie mamy około 62 milionów Latynosów, 40 milionów czarnoskórych, 20 milionów Azjatów oraz co najmniej 20 milionów osób mieszanych rasowych lub innych etnicznych (w tym Żydów). To około 140 milionów ludzi, gotowych wrócić do domu. Gdyby wszyscy zdecydowali się odejść, samo w sobie spadlibyśmy do 190 milionów — i to niedaleko od naszego celu.
Wyobraź sobie, proszę, inną Amerykę w roku 2100: kraj z rozległymi otwartymi przestrzeniami, różnorodną i kwitnącą fauną, wszędzie czystą wodą oraz żywą, zdrową glebą. Naród liczący 150 milionów białych, z niewielką różnorodnością etniczną czy rasową, a więc bez konfliktów rasowych. Zjednoczony naród — Stany Zjednoczone — o wspólnych korzeniach, wartościach i celach, pracujący razem dla wspólnego dobra. Nie musi to być tylko wizja; To może stać się rzeczywistością.
David Skrbina, PhD, jest byłym profesorem filozofii na Uniwersytecie Michigan w Dearborn. Jest autorem lub redaktorem kilkunastu książek, w tym The Jesus Hoax (2. wyd., 2024), The Metaphysics of Technology (Routledge, 2015) oraz Panpsychism in the West (MIT Press, 2017).
[1] Na rok 1995 około 43% powierzchni Ziemi doświadczyło degradacji wywołanej przez człowieka. Ellis i Ramankutty (2008) doszli do wniosku, że ponad 75% powierzchni lądowej Ziemi wolnej od lodu nie może być już uznanej za dzikie. Z powierzchni lądowej wolnej od lodu, 83% prawdopodobnie jest bezpośrednio pod wpływem ludzi. Nasze zanieczyszczenia wpływają na fizjologię roślin i zwierząt na całym świecie [czyli na 100% powierzchni]. ("Przemiana lądu przez ludzi")
[2] To jest inicjatywa "Half Earth"; Działa co najmniej od początku lat 90.
[3] Podobne szacunki, dotyczące zrównoważonej globalnej populacji liczącej około 2 miliardów ludzi, broni Gretchen Daily i in. (1994). "Optymalna wielkość ludzkiej populacji." Ludność i Środowisko 15(6):469–475; oraz David Pimentel i in. (2010). "Czy ograniczona ilość ziemi, wody i energii będzie kontrolować liczebność ludzką w przyszłości?" Human Ecology 38:599–611.
[4] Zwolennik Gai James Lovelock twierdził, że ludzkość będzie miała szczęście, jeśli w roku 2100 będzie miała miliard ludzi. Australijski biolog Frank Fenner napisał, że jest już za późno i że wyginiemy do 2100 roku.
[5] Prawdopodobnie najlepsze szacunki biopotencjału dla każdego kraju pochodzą od The Global Footprint Network.
[6] Takie twierdzenia o wyludnieniu przypisywane Klausowi Schwabowi lub WEF są bezpodstawne; Zobacz tutaj.
[7] Zauważam tutaj, że Żydzi są zaliczani do nie-białych.
[8] Nie jest to obrona chrześcijaństwa ani "wartości chrześcijańskich". Ale to uznanie, że takie rzeczy są tradycyjnym aspektem cywilizacji zachodniej od około dwóch tysięcy lat.
34
Karol Karol udostępnia to
17